Spałem na plecach z ręką poza łóżkiem. Nagle usłyszałem stukanie do drzwi mojego domu. Uniosłem na chwilę głowę. Gwałtownie znów ją położyłem na łóżko i otarłem oczy. Spostrzegłem właśnie, że zasnąłem w ciuchach zatem poprawiłem tylko włosy i podszedłem do drzwi.
-Mogę wejść? - Zobaczyłem Klarę, jednak nie czekała na odpowiedź i wtargnęła na mój teren. Przyznam... był tam bałagan, brakowało mi kobiecej ręki...
-Taaa... jasne. - Odparłem z opóźnieniem. - Właśnie wstałem... chcesz coś do picia? Herbaty?
-Pewnie.. - Przytaknęła i odsuwając brudne ubrania z kanapy usiadła. Zniknąłem za ścianą. Podczas gdy woda się gotowała miałem czas by coś zjeść.
-I przyszłaś tu by...? - Sapnąłem ziewając. Dziewczyna zabrała ode mnie szklankę i wzięła łyk gorącej herbaty. Wtem zaczęła opowiadać co wydarzyło się poprzedniego dnia po jej powrocie do domu. Daria i Neil byli apostołami. Opowiadała to z "podnieceniem", gestykulowała i oddawała na twarzy różne uśmieszki. Gdy tylko Klara kończyła pewne zdania przytakiwałem. W końcu o wszystkim wiedziałem. Ufff... na szczęście skończyła opowiadać swoje przeżycia. Nie wiedziałem, że potrafi być taka rozgadana. No cóż...
Po skromnej wizycie Klary zaproponowałem jej spotkanie pod wieczór. Między innymi do kina, może w końcu wybiorę film który będzie jej pasować... Jednak ostrzegłem, że może się zjawić Alexander z kolegą i niby "przyjaciółką". Dodałem także, że może zaprosić Charliego oraz podopiecznych swoich rodziców.
Zgodziła się, jednak nie była pewna czy aby na pewno z kimś przyjdzie. I dobrze byłoby abym po nią przyszedł pod dom.
- Mam nadzieję, że nie będzie wygadywać innym jaki to mam brudel w domu o.O - Powiedziałem sam do siebie.
Klara? Wybaczta nieobecność:c
czwartek, 6 sierpnia 2015
środa, 5 sierpnia 2015
PRZYPOMNIENIE
Przypominam wszystkim członkom bloga o pisaniu opowiadań! W regulaminie wyraźnie napisane jest, że trzeba pisać DWA RAZY NA TYDZIEŃ. W związku z tym KAŻDY członek ma czas do niedzieli na napisanie opowiadania! Wyjątkiem są:
Klara
Nezumi
Seeley
Manon
RESZTA MA NAPISAĆ OPOWIADANIE INACZEJ DOSTANIECIE UPOMNIENIE, A POTEM ZOSTANIECIE WYRZUCENI.
Tak, Kahir. Ciebie też się to tyczy. Pomimo, że blog jest TWÓJ.
PRZYPOMNIENIE TYCZY SIĘ TEŻ PODPISANIEM REGULAMINU! KAŻDY KTO JESZCZE TEGO NIE ZROBIŁ MA OBOWIĄZEK TO ZROBIĆ.
Klara
Nezumi
Seeley
Manon
RESZTA MA NAPISAĆ OPOWIADANIE INACZEJ DOSTANIECIE UPOMNIENIE, A POTEM ZOSTANIECIE WYRZUCENI.
Tak, Kahir. Ciebie też się to tyczy. Pomimo, że blog jest TWÓJ.
PRZYPOMNIENIE TYCZY SIĘ TEŻ PODPISANIEM REGULAMINU! KAŻDY KTO JESZCZE TEGO NIE ZROBIŁ MA OBOWIĄZEK TO ZROBIĆ.
Seeley
wtorek, 4 sierpnia 2015
Od Nezumi'ego c.d. Seeley
See runęła na moje kolana, a potem niczym kot zsunęła się gładko na podłogę. Nie wiem po co to zrobiła, ale może mój śmiech nieco ją zapeszył.
Krótka speczka jak zawsze przeplatana była na zmienę moim i jej śmiechem.
-A o czym jeszcze myślę?- przymrużyła oczy.
Bez słowa patrzyłem na nią przez moment, krążąc po jej umyśle.
-Cóż... myślisz o Manu.. musisz wkrótce do niego zajrzeć, nie będę wnikać czemu... Zastanawiasz się nad tym co działo się ostatniej nocy i...
-No?
-Wiesz... ta myśl nie jest wyraźna, ciężko mi ją wyłapać, bo sama nie jesteś jej jeszcze świadoma w pełni- wyjaśniłem, nieco poważniejszym tonem.
-Co to jest?- zdziwiła się.
Moje usta pojawiły się kilka milimetrów od jej ucha.
-Szalejesz za mną- rzuciłem cicho, ale od razu ryknąłem śmiechem, widząc zdziwienie i zażenowanie Seeley.-Żartuje przecież!
Śmiałem się jak szalony, nawet wtedy, gdy jej prawy sierpowy zatrzymał się na moim ramieniu.
-Ale z Ciebie idiota- dodałą zakrywając twarz dłonią.
-Przynajmniej jedna szczera opinia na mój temat- dodałem, podnosząc się z ziemi.
Chwyciłem dziewczynę za dłoń i szarpnąłem mocno, przez co ta powróciła do pionu.
-Wiesz, że mnie wkurwiłeś?
-Nie prawda. Nie jesteś na mnie zła, tylko tak mówisz, żebym poczuł się głupio, ale jest to nierealne. Poza ty dobrze wiesz, że wyłapię każde niewinne kłamstewko... nawet Twoje.
-Jaki ty jesteś irytujący- jęknęła.-Nie ważne... jakieś plany?
-Ta... muszę iść do Annie. Ostatnio ją nieco zaniedbałem- westchnąłem ciężko.
-Ja w sumie też będę się zbierać. Manu też na mnie czeka, a musze się jeszcze nieco ogarnąć, przed wyjściem.
-Jak chcesz to skorzystaj z mojej łazienki. Dam Ci ręcznik, jakąś koszulkę, a potem pójdziemy razem... nie wiem gdzie mieszka Twój podopieczny, ale podejrzewam, że nie jest to zbyt daleko od Annabelle- skrzyżowałem ręce na piersi, czekając na jej decyzję.
<Seeley?>
Krótka speczka jak zawsze przeplatana była na zmienę moim i jej śmiechem.
-A o czym jeszcze myślę?- przymrużyła oczy.
Bez słowa patrzyłem na nią przez moment, krążąc po jej umyśle.
-Cóż... myślisz o Manu.. musisz wkrótce do niego zajrzeć, nie będę wnikać czemu... Zastanawiasz się nad tym co działo się ostatniej nocy i...
-No?
-Wiesz... ta myśl nie jest wyraźna, ciężko mi ją wyłapać, bo sama nie jesteś jej jeszcze świadoma w pełni- wyjaśniłem, nieco poważniejszym tonem.
-Co to jest?- zdziwiła się.
Moje usta pojawiły się kilka milimetrów od jej ucha.
-Szalejesz za mną- rzuciłem cicho, ale od razu ryknąłem śmiechem, widząc zdziwienie i zażenowanie Seeley.-Żartuje przecież!
Śmiałem się jak szalony, nawet wtedy, gdy jej prawy sierpowy zatrzymał się na moim ramieniu.
-Ale z Ciebie idiota- dodałą zakrywając twarz dłonią.
-Przynajmniej jedna szczera opinia na mój temat- dodałem, podnosząc się z ziemi.
Chwyciłem dziewczynę za dłoń i szarpnąłem mocno, przez co ta powróciła do pionu.
-Wiesz, że mnie wkurwiłeś?
-Nie prawda. Nie jesteś na mnie zła, tylko tak mówisz, żebym poczuł się głupio, ale jest to nierealne. Poza ty dobrze wiesz, że wyłapię każde niewinne kłamstewko... nawet Twoje.
-Jaki ty jesteś irytujący- jęknęła.-Nie ważne... jakieś plany?
-Ta... muszę iść do Annie. Ostatnio ją nieco zaniedbałem- westchnąłem ciężko.
-Ja w sumie też będę się zbierać. Manu też na mnie czeka, a musze się jeszcze nieco ogarnąć, przed wyjściem.
-Jak chcesz to skorzystaj z mojej łazienki. Dam Ci ręcznik, jakąś koszulkę, a potem pójdziemy razem... nie wiem gdzie mieszka Twój podopieczny, ale podejrzewam, że nie jest to zbyt daleko od Annabelle- skrzyżowałem ręce na piersi, czekając na jej decyzję.
<Seeley?>
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
Od Klary c.d. Manon
Zobaczyłam Manon i zaczęłam do niej machać, gdyż zauważyłam, że w jednej ze ścian znajduje się tajne przejście. Nie miałam pojęcia dokąd ono prowadzi, widziałam jednak, że dziewczyna ucieka i musimy szybko się gdzieś schronić.
- Chodź tu szybko - złapałam ją za rękę, gdy podbiegła do mnie, pchnęłam jedną z książek w regale, a wtedy w ścianie otworzyły się małe, ukryte drzwi. Wciągnęłam za sobą dziewczynę, a w tym momencie drzwi na powrót zamknęły się.
- Już myślałam, że nie zdążę - wydyszała Manon, a ja spiorunowałam ją wzrokiem. Cała ta wyprawa zaczęła coraz mniej mi się podobać. Pomyśleć, że mogłam w tej chwili spokojnie siedzieć w domu.
- To nie jest mądre - westchnęłam i zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Wyglądało tak jak reszta biblioteki - wszędzie znajdowały się książki, tylko że te różniły się od innych. Były większe i grubsze...
- Gdzie my jesteśmy? - Spytała Manon, a ja wzruszyłam ramionami. Nie miałam pojęcia co to za miejsce, chciałam już tylko stąd wyjść i znaleźć się znowu w Lighttown, albo gdziekolwiek byle nie tu.
- Nie mam pojęcia - mruknęłam. Coś mi tutaj nie pasowało. Światło było jakieś inne i cała ta atmosfera, jakbyśmy nagle znalazły się w jakimś innym wymiarze. Byłam pewna, że poniesiemy konsekwencje tego, iż tutaj weszłyśmy.
- Co to za książki? - Zaczęła zastanawiać się dziewczyna i podeszła bliżej by odczytać coś na ich grzbietach. Niestety, jednak pismo nie wyglądało na normalne. Było jakby zaszyfrowane.
- Nie wiem i nie obchodzi mnie to - warknęłam. Zaczęłam rozglądać się za wyjściem z tego okropnego miejsca, ale nagle uświadomiłam sobie coś przerażającego. Wyjścia nie było.
Manon?
- Chodź tu szybko - złapałam ją za rękę, gdy podbiegła do mnie, pchnęłam jedną z książek w regale, a wtedy w ścianie otworzyły się małe, ukryte drzwi. Wciągnęłam za sobą dziewczynę, a w tym momencie drzwi na powrót zamknęły się.
- Już myślałam, że nie zdążę - wydyszała Manon, a ja spiorunowałam ją wzrokiem. Cała ta wyprawa zaczęła coraz mniej mi się podobać. Pomyśleć, że mogłam w tej chwili spokojnie siedzieć w domu.
- To nie jest mądre - westchnęłam i zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Wyglądało tak jak reszta biblioteki - wszędzie znajdowały się książki, tylko że te różniły się od innych. Były większe i grubsze...
- Gdzie my jesteśmy? - Spytała Manon, a ja wzruszyłam ramionami. Nie miałam pojęcia co to za miejsce, chciałam już tylko stąd wyjść i znaleźć się znowu w Lighttown, albo gdziekolwiek byle nie tu.
- Nie mam pojęcia - mruknęłam. Coś mi tutaj nie pasowało. Światło było jakieś inne i cała ta atmosfera, jakbyśmy nagle znalazły się w jakimś innym wymiarze. Byłam pewna, że poniesiemy konsekwencje tego, iż tutaj weszłyśmy.
- Co to za książki? - Zaczęła zastanawiać się dziewczyna i podeszła bliżej by odczytać coś na ich grzbietach. Niestety, jednak pismo nie wyglądało na normalne. Było jakby zaszyfrowane.
- Nie wiem i nie obchodzi mnie to - warknęłam. Zaczęłam rozglądać się za wyjściem z tego okropnego miejsca, ale nagle uświadomiłam sobie coś przerażającego. Wyjścia nie było.
Manon?
Od Manon c.d. Klary
-Jesteś pesymistką i mnie nie doceniasz-szepnęłam do dziewczyny ze śmiechem. Poprawiłam włosy i "rozkołysanym" krokiem podeszłam do strażników. Znałam ich bardzo dobrze. Zresztą jak zdecydowaną większość apostołów w Lighttown. Mężczyźni spojrzeli na mnie lekko uśmiechnięci. Zmrużyłam lekko oczy i zanuciłam kołysankę. Strażnicy po kilku minutach osunęli się na ziemię zasypiając. Zaśmiałam się pod nosem i gestem ręki przywołałam do siebie Klarę. Po cichu weszłyśmy do świątyni. Przemknęłyśmy się bocznymi korytarzami do wielkich drzwi prowadzących do biblioteki świątyni. Pchnęłam ogromne drewniane drzwi, które otworzyły się ze skrzypieniem. Naszym oczom ukazały się rzędy półek sięgających sufitu. Każdy kawałek półki zajęty był przez książkę. Grubszą, cieńszą.. Jedne były czarne, inne niebieskie, jeszcze inne były w karmazynowych oprawach. Jednak wszystko łączyło się w jedność pod grubą warstwą kurzu. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Otaczały nas tylko półki i książki, książki i półki. Przewróciłam oczami i skręciłam w prawo w najbliższy "korytarz". Słyszałam, że Klara ostrożnie stawia kroki tuż za mną.
-Teraz cicho..-szepnęłam zatrzymując się przy kolejnym skrzyżowaniu.-Gdzieś tu kręci się Strażnik biblioteki.. Nie chcesz go spotkać wierz mi.
Rozejrzałam się i, ciągnąc za sobą dziewczynę, przeskoczyłam do kolejnego rzędu. Kiedy usłyszałam ten charakterystyczny pomruk, przypominający ciągnięcie paznokci po metalowej tablicy, szybko wepchnęłam Klarę w szparę między szafkami.
-Znajdź przejście do innego pomieszczenia-szepnęłam i odbiegłam szybko czując jak czarna aura strażnika zaczyna mnie otulać. Musiałam odciągnąć go od koleżanki i zgubić go między półkami. Był jednak pewien haczyk. Strażnik znał na wylot bibliotekę, w dodatku był w stanie "podzielić się" na ciało i aurę, które mogły oddzielnie istnieć. Nagle przed sobą na entym z kolei skrzyżowaniu pojawił się czarny dym. Aura Strażnika. Prześlizgnęłam się pod nią sunąc kolanami po posadzce świątyni. Z ledwością podniosłam się w biegu i ostro zakręciłam w lewo przy ścianie. "Czyli biblioteka ma jednak koniec" przeleciało mi przez myśl. Nie miałam jednak czasu dłużej się nad tym zastanawiać, bo z daleka zobaczyłam machającą do mnie Klarę. W duchu zaczęłam się modlić, by dziewczyna znalazła inne wyjście lub cokolwiek podobnego.
Klara?
-Teraz cicho..-szepnęłam zatrzymując się przy kolejnym skrzyżowaniu.-Gdzieś tu kręci się Strażnik biblioteki.. Nie chcesz go spotkać wierz mi.
Rozejrzałam się i, ciągnąc za sobą dziewczynę, przeskoczyłam do kolejnego rzędu. Kiedy usłyszałam ten charakterystyczny pomruk, przypominający ciągnięcie paznokci po metalowej tablicy, szybko wepchnęłam Klarę w szparę między szafkami.
-Znajdź przejście do innego pomieszczenia-szepnęłam i odbiegłam szybko czując jak czarna aura strażnika zaczyna mnie otulać. Musiałam odciągnąć go od koleżanki i zgubić go między półkami. Był jednak pewien haczyk. Strażnik znał na wylot bibliotekę, w dodatku był w stanie "podzielić się" na ciało i aurę, które mogły oddzielnie istnieć. Nagle przed sobą na entym z kolei skrzyżowaniu pojawił się czarny dym. Aura Strażnika. Prześlizgnęłam się pod nią sunąc kolanami po posadzce świątyni. Z ledwością podniosłam się w biegu i ostro zakręciłam w lewo przy ścianie. "Czyli biblioteka ma jednak koniec" przeleciało mi przez myśl. Nie miałam jednak czasu dłużej się nad tym zastanawiać, bo z daleka zobaczyłam machającą do mnie Klarę. W duchu zaczęłam się modlić, by dziewczyna znalazła inne wyjście lub cokolwiek podobnego.
Klara?
Od Klary c.d.Manon
Nie powiem, żeby do końca podobał mi się ten pomysł - przecież ja nigdy nie łamałam prawa, ani nie robiłam rzeczy nielegalnych, ale trochę głupio było mi odmówić Manon. Zresztą sama wyprawa zapowiadała się ciekawie...
- A jeśli nam się coś stanie? - Zapytałam trochę sceptycznie. Wiedziałam, że rodzice nie byliby zadowoleni, gdyby dowiedzieli się, że przy pierwszej lepszej okazji zapominam to, co wpajali mi przez tyle lat.
- Och, nie bądź taką pesymistką - odparła Manon, jakby chciała mnie nadal przekonywać. Zdawałam sobie sprawę, że muszę irytować wszystkich z tym swoim perfekcjonizmem, ale taka się urodziłam. - No cóż, jeśli nie chcesz...
- Dobra - w końcu zgodziłam się. Nie mogłam jej odmówić - po prostu nie mogłam. Zresztą - to tylko jeden raz. Gdyby ktoś mi to znowu proponował to już się nie zgodzę, ale tylko ten jeden raz... - Lecimy.
- Wiedziałam, że się zgodzisz - zaśmiała się dziewczyna i takim sposobem znalazłyśmy się przed Świątynią Bogów. Dopiero teraz zrozumiałam powagę sytuacji i pożałowałam, że przystałam na propozycję Manon. Zobaczyłam Strażników i nie miałam pojęcia jak niby mamy się dostać do środka niezauważone.
- Jak niby chcesz ich ominąć? - Syknęłam, patrząc zła na dziewczynę, że nas w to wpakowała. Ona jednak machnęła tylko lekceważąco ręką z zawadiackim uśmiechem.
Manon?
- A jeśli nam się coś stanie? - Zapytałam trochę sceptycznie. Wiedziałam, że rodzice nie byliby zadowoleni, gdyby dowiedzieli się, że przy pierwszej lepszej okazji zapominam to, co wpajali mi przez tyle lat.
- Och, nie bądź taką pesymistką - odparła Manon, jakby chciała mnie nadal przekonywać. Zdawałam sobie sprawę, że muszę irytować wszystkich z tym swoim perfekcjonizmem, ale taka się urodziłam. - No cóż, jeśli nie chcesz...
- Dobra - w końcu zgodziłam się. Nie mogłam jej odmówić - po prostu nie mogłam. Zresztą - to tylko jeden raz. Gdyby ktoś mi to znowu proponował to już się nie zgodzę, ale tylko ten jeden raz... - Lecimy.
- Wiedziałam, że się zgodzisz - zaśmiała się dziewczyna i takim sposobem znalazłyśmy się przed Świątynią Bogów. Dopiero teraz zrozumiałam powagę sytuacji i pożałowałam, że przystałam na propozycję Manon. Zobaczyłam Strażników i nie miałam pojęcia jak niby mamy się dostać do środka niezauważone.
- Jak niby chcesz ich ominąć? - Syknęłam, patrząc zła na dziewczynę, że nas w to wpakowała. Ona jednak machnęła tylko lekceważąco ręką z zawadiackim uśmiechem.
Manon?
Od Manon c.d. Klary
Pomyślałam przez chwilę. Lighttow nie było miejscem, w którym było można znaleźć jakąkolwiek rozrywkę. Nagle coś przyszło mi do głowy.
-Byłaś kiedyś w Świątyni Bogów?-spytałam spoglądając w niebo.
-Nie-odparła po krótkim namyśle.
-W takim razie się tam wybierzemy-uśmiechnęłam się lekko. Złapałam Klarę za nadgarstek i pociągnęłam ją poza tłum.
-Ale czy to nie święte miejsce..?-dziewczyna próbowała nas zatrzymać.
-I co z tego? Nie ma zakazu wchodzenia.. W pewnym sensie-dodałam po chwili z błyskiem w oku.
-W pewnym sensie?!-zawołała. Kiedy w końcu wydostałyśmy się z tłumu puściłam Klarę. Odwróciłam się do niej i z uśmiechem powiedziałam.
-Owszem. Tylko Apostołom w "wyższych stref" wolno tam wchodzić. Ale strażników da się ominąć-wzruszyłam ramionami-W świątyni jest całkiem spora biblioteka z, nie powiem, ciekawymi książkami. Najfajniejsze są te z Czarnego Oddziału-zaśmiałam się pod nosem-Nadal bawi mnie ta nazwa. Krążą pogłoski, że gdzieś w bibliotece jest ukryte przejście do czegoś w rodzaju innego wymiaru czy coś takiego.. Słyszałam jak mówiły o tym dzieciaki Archaniołów-skrzywiłam się na tą nazwę. Nagle popatrzyłam na dziewczynę całkiem poważnie-Ale zanim tam polecimy, jedno ważne pytanie. Jesteś pewna, że chcesz tam iść? To może być trochę niebezpieczne i nie do końca "legalne"-wyciągnęłam w jej stronę otwartą dłoń-Więc jak będzie? Lecisz czy nie?
Klara?
-Byłaś kiedyś w Świątyni Bogów?-spytałam spoglądając w niebo.
-Nie-odparła po krótkim namyśle.
-W takim razie się tam wybierzemy-uśmiechnęłam się lekko. Złapałam Klarę za nadgarstek i pociągnęłam ją poza tłum.
-Ale czy to nie święte miejsce..?-dziewczyna próbowała nas zatrzymać.
-I co z tego? Nie ma zakazu wchodzenia.. W pewnym sensie-dodałam po chwili z błyskiem w oku.
-W pewnym sensie?!-zawołała. Kiedy w końcu wydostałyśmy się z tłumu puściłam Klarę. Odwróciłam się do niej i z uśmiechem powiedziałam.
-Owszem. Tylko Apostołom w "wyższych stref" wolno tam wchodzić. Ale strażników da się ominąć-wzruszyłam ramionami-W świątyni jest całkiem spora biblioteka z, nie powiem, ciekawymi książkami. Najfajniejsze są te z Czarnego Oddziału-zaśmiałam się pod nosem-Nadal bawi mnie ta nazwa. Krążą pogłoski, że gdzieś w bibliotece jest ukryte przejście do czegoś w rodzaju innego wymiaru czy coś takiego.. Słyszałam jak mówiły o tym dzieciaki Archaniołów-skrzywiłam się na tą nazwę. Nagle popatrzyłam na dziewczynę całkiem poważnie-Ale zanim tam polecimy, jedno ważne pytanie. Jesteś pewna, że chcesz tam iść? To może być trochę niebezpieczne i nie do końca "legalne"-wyciągnęłam w jej stronę otwartą dłoń-Więc jak będzie? Lecisz czy nie?
Klara?
niedziela, 2 sierpnia 2015
Od Klary c.d. Manon
- Ja też bym się chciała już stąd wyindywidualizować - poparłam Manon i ruszyłam w stronę miejsca, gdzie było mniej ludzi. Jakoś ten gwar mnie przerażał - nie przepadałam za nim mimo wszystko. - Za głośno tutaj.
- To gdzie idziemy? - Spytała dziewczyna, a ja w sumie nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć, gdyż nie miałam żadnego, konkretnego planu na ten dzień. Zazwyczaj tak wyglądało moje życie - siedzenie w domu.
- Nie mam pojęcia - wzruszyłam ramionami. Miałam jedynie nadzieję, że Manon coś zaproponuje, gdyż krótko mówiąc - nie byłam obyta i żadne miejsce nie przychodziło mi do głowy. - Masz może jakiś pomysł?
Manon? Wybacz tą powalającą długość mojego opowiadania :/
- To gdzie idziemy? - Spytała dziewczyna, a ja w sumie nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć, gdyż nie miałam żadnego, konkretnego planu na ten dzień. Zazwyczaj tak wyglądało moje życie - siedzenie w domu.
- Nie mam pojęcia - wzruszyłam ramionami. Miałam jedynie nadzieję, że Manon coś zaproponuje, gdyż krótko mówiąc - nie byłam obyta i żadne miejsce nie przychodziło mi do głowy. - Masz może jakiś pomysł?
Manon? Wybacz tą powalającą długość mojego opowiadania :/
Od Seeley c.d. Nezumi'ego
Potarłam nos i naburmuszona patrzyłam na chłopaka. Po chwili wzruszyłam ramionami.
-Emmanuel Smith..-powiedziałam, a przed oczami pojawiła mi się postać podopiecznego-Najdziwniejszy chłopak jakiego znam. Czasem mam wrażenie, że to on jest moim opiekunem, a nie ja jego-zaśmiałam się krótko-Za życia.. Jak to brzmi. Kiedy byłam człowiekiem znałam go tylko z widzenia. On nigdy nie miał okazji nawet zwrócić na mnie uwagi.. Obracaliśmy się w innych warstwach. Szczyt i dolina. Tacy ludzie jak on nie zauważają takich jak ja-uśmiechnęłam się szeroko-A teraz to się zmieniło, bo zmieniłam się ja. Cóż innego mam ci powiedzieć? Mieszka tylko z matką, bo ojciec ich zostawił. Jego matka za mną nie przepada, zawsze jak mnie widzi to staje się zimna. I nie mam bladego pojęcia czemu, ale mnie wtedy przeraża-zaśmiałam się. Postukałam palcem w stół patrząc na kubek z dłoniach Nezumi'ego. Pokręciłam głową i spytałam
-Nie miałeś rano iść do Annie?
-Miałem-odpowiedział od niechcenia. Zmrużyłam oczy.
-A czy nie teraz jest rano?
-Jest.
-To czemu nie idziesz?-przekręciłam głowę w prawo.
-Bo mam ciebie.
-Że co..?
-W domu-przewrócił oczami i ponownie pstryknął mnie w nos. Z piskiem odchyliłam się do tyłu spadając prawie z krzesła.
-Przestań to robić! To boli..-potarłam ponownie nos.
-Bo ma-Nez lekko się uśmiechnął. Popatrzyłam na niego lekko zdziwiona i uśmiechnęłam się. Chciałam zepchnąć go z krzesła, ale niebieskowłosy odchylił się przez co wylądowałam na jego nogach w połowie zwisając nad posadzką.
-No i co robisz?-spytał ze śmiechem. Warknęłam tylko pod nosem i ześlizgnęłam się na ziemię.
-To twoja wina-mruknęłam opierając się plecami o nogę stołu.
-Trzeba było o tym nie myśleć-zaśmiał się,
-Ciągle o tym zapominam-mruknęłam.-A o czym jeszcze myślę?
Nez? xD
-Emmanuel Smith..-powiedziałam, a przed oczami pojawiła mi się postać podopiecznego-Najdziwniejszy chłopak jakiego znam. Czasem mam wrażenie, że to on jest moim opiekunem, a nie ja jego-zaśmiałam się krótko-Za życia.. Jak to brzmi. Kiedy byłam człowiekiem znałam go tylko z widzenia. On nigdy nie miał okazji nawet zwrócić na mnie uwagi.. Obracaliśmy się w innych warstwach. Szczyt i dolina. Tacy ludzie jak on nie zauważają takich jak ja-uśmiechnęłam się szeroko-A teraz to się zmieniło, bo zmieniłam się ja. Cóż innego mam ci powiedzieć? Mieszka tylko z matką, bo ojciec ich zostawił. Jego matka za mną nie przepada, zawsze jak mnie widzi to staje się zimna. I nie mam bladego pojęcia czemu, ale mnie wtedy przeraża-zaśmiałam się. Postukałam palcem w stół patrząc na kubek z dłoniach Nezumi'ego. Pokręciłam głową i spytałam
-Nie miałeś rano iść do Annie?
-Miałem-odpowiedział od niechcenia. Zmrużyłam oczy.
-A czy nie teraz jest rano?
-Jest.
-To czemu nie idziesz?-przekręciłam głowę w prawo.
-Bo mam ciebie.
-Że co..?
-W domu-przewrócił oczami i ponownie pstryknął mnie w nos. Z piskiem odchyliłam się do tyłu spadając prawie z krzesła.
-Przestań to robić! To boli..-potarłam ponownie nos.
-Bo ma-Nez lekko się uśmiechnął. Popatrzyłam na niego lekko zdziwiona i uśmiechnęłam się. Chciałam zepchnąć go z krzesła, ale niebieskowłosy odchylił się przez co wylądowałam na jego nogach w połowie zwisając nad posadzką.
-No i co robisz?-spytał ze śmiechem. Warknęłam tylko pod nosem i ześlizgnęłam się na ziemię.
-To twoja wina-mruknęłam opierając się plecami o nogę stołu.
-Trzeba było o tym nie myśleć-zaśmiał się,
-Ciągle o tym zapominam-mruknęłam.-A o czym jeszcze myślę?
Nez? xD
Od Nezumi'ego c.d. Seeley
Oparłem brodę o dłoń, nadal patrząc na dziewczynę z przymróżeniem oka.
-Zauważyłem- dodałem chwilę później, pociągając łyk herbaty.- Mniejsza, ma to swój urok.
Seeley zerknęła na mnie jak na debila... brzmiało to osobliwie, więc nie miałem jej tego za złe.
-Dużo facetów lubi mieć przy sobie roztargnioną duszyczkę, o którą mogą dbać niczym o psa. Bojowo nastawione znaczną część peszy- mówiłem obojętnie, nadal badając zawartość kubka.
-Doprawdy? A jakie ty dziewczyny lubisz?- rzuciła, przełykając kanapkę.
-Ja? Nie wiem... nie mam upatrzonego typu. Najważniejsze, żebym dorze czuł się przy tej osobie.
-A miałeś kiedyś dziewczynę?- wtrąciła, wbijając badawczy wzrok w moją twarz.
Zaśmiałem się pod nosem, kręcąc przecząco głową.
-A czy byłeś..
-Też nie- zaśmiałem się, czując zmieszanie dziewczyny.- Chociaż, tej opcji też nie wykluczam. Dziewczyna, chłopak. Bez różnicy. Większość myśli, że jestem chamem i woli trzymać się z daleka. Po części się z nimi zgadzam..
-Grunt to trzeźwo spojrzeć na siebie, nie?- wystawiła mi język, za co otrzymała lekki pstryczek w nos.
-Tak właściwie... to nic nie opowiedziałaś mi o tym Twoim podopiecznym. Chętnie teraz ja posłucham- skrzyżowałem dłonie, opierając się o oparcie krzesła.
<See? Jakąś akcje do fabuły musimy wcisnąć ^^>
-Zauważyłem- dodałem chwilę później, pociągając łyk herbaty.- Mniejsza, ma to swój urok.
Seeley zerknęła na mnie jak na debila... brzmiało to osobliwie, więc nie miałem jej tego za złe.
-Dużo facetów lubi mieć przy sobie roztargnioną duszyczkę, o którą mogą dbać niczym o psa. Bojowo nastawione znaczną część peszy- mówiłem obojętnie, nadal badając zawartość kubka.
-Doprawdy? A jakie ty dziewczyny lubisz?- rzuciła, przełykając kanapkę.
-Ja? Nie wiem... nie mam upatrzonego typu. Najważniejsze, żebym dorze czuł się przy tej osobie.
-A miałeś kiedyś dziewczynę?- wtrąciła, wbijając badawczy wzrok w moją twarz.
Zaśmiałem się pod nosem, kręcąc przecząco głową.
-A czy byłeś..
-Też nie- zaśmiałem się, czując zmieszanie dziewczyny.- Chociaż, tej opcji też nie wykluczam. Dziewczyna, chłopak. Bez różnicy. Większość myśli, że jestem chamem i woli trzymać się z daleka. Po części się z nimi zgadzam..
-Grunt to trzeźwo spojrzeć na siebie, nie?- wystawiła mi język, za co otrzymała lekki pstryczek w nos.
-Tak właściwie... to nic nie opowiedziałaś mi o tym Twoim podopiecznym. Chętnie teraz ja posłucham- skrzyżowałem dłonie, opierając się o oparcie krzesła.
<See? Jakąś akcje do fabuły musimy wcisnąć ^^>
sobota, 1 sierpnia 2015
Od Manon c.d. Klara
Popatrzyłam na nią trochę zdziwiona i wybuchnęłam śmiechem.
-A ja jestem Manon-uścisnęłam jej dłoń-I nie przesadzaj w tą ofermą. Każdemu się zdarza-uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie. Nie znałam jej. Nawet jej wcześniej tu nie widziałam. Byłam tego pewna. Inaczej na pewno bym ją zapamiętała.
-Ale mi wyjątkowo często-zaśmiała się. Wzruszyłam ramionami z uśmiechem.
-Znam gorszych-pokręciłam głową ze śmiechem.
-Nie wierzę-odparła z uśmiechem na ustach.
-Może kiedyś ci udowodnię. Zmierzasz w jakimś konkretnym kierunku? Bo mnie osobiście bardzo się tutaj nudzi-skrzywiłam się rozglądając w około.
Klara? Krótszego nie mogłam, wiem v.v
-A ja jestem Manon-uścisnęłam jej dłoń-I nie przesadzaj w tą ofermą. Każdemu się zdarza-uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie. Nie znałam jej. Nawet jej wcześniej tu nie widziałam. Byłam tego pewna. Inaczej na pewno bym ją zapamiętała.
-Ale mi wyjątkowo często-zaśmiała się. Wzruszyłam ramionami z uśmiechem.
-Znam gorszych-pokręciłam głową ze śmiechem.
-Nie wierzę-odparła z uśmiechem na ustach.
-Może kiedyś ci udowodnię. Zmierzasz w jakimś konkretnym kierunku? Bo mnie osobiście bardzo się tutaj nudzi-skrzywiłam się rozglądając w około.
Klara? Krótszego nie mogłam, wiem v.v
Od Klary c.d. Manon
Przechadzałam się właśnie koło fontanny, wypatrując w tłumie jakiejś znajomej twarzy. Zatrzepotałam skrzydłami, a chwilę później poczułam przeszywający ból w ramieniu. Ujrzałam całego mokrego kota, który chwilę później zamienił się w dziewczynę.
- Wrzuciłam się do wody? - Zapytałam patrząc na apostoła. Nie wyglądała na początku na zadowoloną, ale po chwili zaczęła się śmiać. Odetchnęłam z ulgą - nie chciałam się z nikim kłócić. - Przepraszam, bardzo cię przepraszam! Wybacz, nie zauwa...
- W porządku, nic się nie stało - dziewczyna machnęła ręką, ja jednak nadal czułam się trochę nie swojo - nie znałam jej i nie wiedziałam czego mam się po niej spodziewać. Postanowiłam się przedstawić.
- Jestem Klara - wyciągnęłam do niej rękę i moja rozmówczyni już miała ją uścisnąć, gdy ja w tym momencie przepadłam przez wystający krawężnik i pewnie runęłabym jak długa, gdyby nie nowa znajoma, która złapała mnie za ramię w ostatniej chwili. - I jestem największą ofermą świata.
Manon? Moja wena poszła w las :/
- Wrzuciłam się do wody? - Zapytałam patrząc na apostoła. Nie wyglądała na początku na zadowoloną, ale po chwili zaczęła się śmiać. Odetchnęłam z ulgą - nie chciałam się z nikim kłócić. - Przepraszam, bardzo cię przepraszam! Wybacz, nie zauwa...
- W porządku, nic się nie stało - dziewczyna machnęła ręką, ja jednak nadal czułam się trochę nie swojo - nie znałam jej i nie wiedziałam czego mam się po niej spodziewać. Postanowiłam się przedstawić.
- Jestem Klara - wyciągnęłam do niej rękę i moja rozmówczyni już miała ją uścisnąć, gdy ja w tym momencie przepadłam przez wystający krawężnik i pewnie runęłabym jak długa, gdyby nie nowa znajoma, która złapała mnie za ramię w ostatniej chwili. - I jestem największą ofermą świata.
Manon? Moja wena poszła w las :/
Od Seeley c.d. Nezumi'ego
Przewróciłam oczami.
-A mogę się chociaż ubrać?-spytałam parskając śmiechem. Chłopak zerknął na mnie i podnosząc ręce do góry wyszedł z pokoju. Gdy mijał framugę odpowiedziałam na jego pytanie.
-Cokolwiek.. W sumie kanapki wystarczą. Z czymkolwiek. Zjem prawie wszystko-powiedziałam to wszystko na jednym wdechu, zanim Nez zdążył zapytać o cokolwiek. Szybko się ubrałam, pościeliłam po sobie łóżko i poszłam do kuchni. Ziewając oparłam się o blat obok niebieskowłosego przygotowującego kanapki.
-Dziękuję za przyniesie mnie..-wypowiadając te słowa uświadomiłam sobie jak bardzo głupio one brzmią i jak bardzo ja sama jestem dziecinna. Z chrząknięciem odwróciłam wzrok w stronę okna.
-Słyszałam to co wczoraj mówiłeś-powiedziałam wpatrując się nieprzytomnym wzrokiem w jakiś punkt za oknem.-O czytaniu w myślach.. Mów co chcesz, ale moim zdaniem to bardziej uciążliwe niż przydatne. Nie wiem czy bym chciała wiedzieć co wszyscy o mnie myślą.
Popatrzyłam na chłopaka, który z uśmiechem mi się przyglądał. Przekrzywiłam lekko głowę i posłałam mu zaciekawione spojrzenie.
-Patrzysz na to tylko z jednej strony-wzruszył ramionami i postawił na stole talerz pełen kanapek-No cóż. Siadaj i jedz
Popatrzyłam na śniadanie wielkimi oczami. Dopiero widząc te pyszności uświadomiłam sobie jak bardzo głodna jestem. Usiadłam na krześle opierając jedną nogę o siedzenie. Zajadając trzecią kanapkę spostrzegłam, że Nez z uśmiechem na mnie patrzy. Prawie się zadławiłam. Odłożyłam kanapkę i schowałam się za kolanami piskliwym głosem wołając
-Nie patrz jak jem! Peszysz mnie!
Usłyszałam jak chłopak się śmieje.
-Dlaczego?
-Nie wiem.. Po prostu mnie peszysz. Nie patrzy się jak jem!
Po chwili zorientowałam się, że znowu zachowuje się dziecinnie. Otuliłam nogi rękami i wpatrywałam się bez słowa w stół. Czułam na sobie spojrzenie Nezumi'ego.
-Mam osiemnaście lat, a czasem zachowuje się jakbym miała siedem-pokręciłam głową z lekkim uśmiechem.
Nez? Wybacz :c
-A mogę się chociaż ubrać?-spytałam parskając śmiechem. Chłopak zerknął na mnie i podnosząc ręce do góry wyszedł z pokoju. Gdy mijał framugę odpowiedziałam na jego pytanie.
-Cokolwiek.. W sumie kanapki wystarczą. Z czymkolwiek. Zjem prawie wszystko-powiedziałam to wszystko na jednym wdechu, zanim Nez zdążył zapytać o cokolwiek. Szybko się ubrałam, pościeliłam po sobie łóżko i poszłam do kuchni. Ziewając oparłam się o blat obok niebieskowłosego przygotowującego kanapki.
-Dziękuję za przyniesie mnie..-wypowiadając te słowa uświadomiłam sobie jak bardzo głupio one brzmią i jak bardzo ja sama jestem dziecinna. Z chrząknięciem odwróciłam wzrok w stronę okna.
-Słyszałam to co wczoraj mówiłeś-powiedziałam wpatrując się nieprzytomnym wzrokiem w jakiś punkt za oknem.-O czytaniu w myślach.. Mów co chcesz, ale moim zdaniem to bardziej uciążliwe niż przydatne. Nie wiem czy bym chciała wiedzieć co wszyscy o mnie myślą.
Popatrzyłam na chłopaka, który z uśmiechem mi się przyglądał. Przekrzywiłam lekko głowę i posłałam mu zaciekawione spojrzenie.
-Patrzysz na to tylko z jednej strony-wzruszył ramionami i postawił na stole talerz pełen kanapek-No cóż. Siadaj i jedz
Popatrzyłam na śniadanie wielkimi oczami. Dopiero widząc te pyszności uświadomiłam sobie jak bardzo głodna jestem. Usiadłam na krześle opierając jedną nogę o siedzenie. Zajadając trzecią kanapkę spostrzegłam, że Nez z uśmiechem na mnie patrzy. Prawie się zadławiłam. Odłożyłam kanapkę i schowałam się za kolanami piskliwym głosem wołając
-Nie patrz jak jem! Peszysz mnie!
Usłyszałam jak chłopak się śmieje.
-Dlaczego?
-Nie wiem.. Po prostu mnie peszysz. Nie patrzy się jak jem!
Po chwili zorientowałam się, że znowu zachowuje się dziecinnie. Otuliłam nogi rękami i wpatrywałam się bez słowa w stół. Czułam na sobie spojrzenie Nezumi'ego.
-Mam osiemnaście lat, a czasem zachowuje się jakbym miała siedem-pokręciłam głową z lekkim uśmiechem.
Nez? Wybacz :c
Od Manon
Chodziłam po targu w tę i nazad nudząc się niemiłosiernie. Przyglądałam się innym apostołom, owocom, warzywom. Wszystko tu znałam. Wszystko było takie same. Przybrałam postać czarnego kota. Jak zwykle na łebek miałam wciśniętą zieloną czapkę z wielkimi oczami żaby. Wdrapałam się na jeden z "daszków" kramu i ułożyłam się wygodnie. Przymknęłam oczy wsłuchując się w hałas. Pomiędzy krzykami, pomrukami, przeprosinami i wszystkim innym do moich uszu dotarła jakaś melodia. Starałam się w nią wsłuchać ignorując pozostałe dźwięki. Gdy mi się to w końcu udało ktoś pociągnął mnie za ogon. Z sykiem spadłam na jabłka i machnęłam łapą z wysuniętymi pazurami w stronę kobiety, która zaskoczona patrzyła na mnie z otwartymi ustami. Wytrzepałam się i zeskoczyłam na ziemię kierując się w stronę centrum targu, gdzie znajdowała się spora fontanna. Usiadłam na murku, jednak już po chwili jakaś dziewczyna zepchnęła mnie do wody skrzydłami. Ponownie zasyczałam i wskoczyłam apostołowi na ramie wbijając mu w nie pazury. Dziewczyna syknęła, a ja zeskoczyłam jej na kolana. Byłam cała mokra. Wytrzepałam się ochlapując ją i spadając na kostkę przybrałam postać anioła. Popatrzyłam na siebie. Ociekałam wodą, a z nosa ciekła mi stróżka chlorowanej wody. Zaśmiałam się patrząc na apostoła.
Klara? Zero pomysły >.<
Klara? Zero pomysły >.<
Od Nezumi'ego c.d. Seeley
Bawiliśmy się doskonale, a właściwie to ja, bo See nadal próbowała oswobodzić się z uścisku. Gdy to nie pomagało, ułożyła głowę na moim ramieniu. Nuciła coś... nie wiem co, ale było to przyjemne dla ucha. Sam nawet poczułem się lekko zmęczony, ale na tyle przytomny, by czuć, że ta już odpływa. Szturchnąłem ją palcem, co momentalnie ją wybudziło. Popłynęła na brzeg, gdzie leżała na drewnianych deskach.
Sam w końcu ruszyłem jej śladami i gdy tam dotarłem, już spała w najlepsze, ale gdy usiadłem obok, ponownie się wybudziła.
-Jak to właściwie jest? Z tym czytaniem w myślach?
-Co masz na myśli?- zerknąłem na zaspaną dziewczynę
-Po prostu opowiedz o tym. Kontrolujesz to czy nie? I w ogóle...
-Pewnie uśniesz podczas mojego monologu, ale chyba o to chodzi, nie? No więc... na samym początku ciężko było mi to kontrolować. Słyszałem każdą myśl, jaka przewinęła się u człowieka, którego mijałem. Było to dla mnie niezwykle irytujące, ale z czasem nauczyłem się zagłuszać myśli innych. Teraz spokojnie mogę wejść w dowolny umysł i wygrzebać co mi się żywnie podoba. Myśl, sekret... nawet wspomnienie- mówiłem, ale tak jak podejrzewałem... na próżno, bo See już drzemała w najlepsze.- Przynajmniej nie muszę Cię już ubierać.
Wykonałem cały rytuał ubioru glanów i zaraz po tym, wcisnąłem rękę pod kolana dziewczyny, a drugą okryłem ją swoją kurtką, gdyż noc nie należała do najcieplejszych.
Jej głowa oparła się nieświadomie o mnie i tak też dotarliśmy do naszego miasta.
-Gdzie teraz?- prychnąłem cicho do siebie, wkradając się do głowy mojego "bagażu".
Mieszkała spory kawałek od mojego domu, a nie miałem zbytniej ochoty, przemierzać takiego dystansu.
Ruszyłem, więc w miejsce, które było mi najlepiej znane. Wyjąłem klucz z kieszeni, po czym wcisnąłem go do zamka w drzwiach, a te otwarły się, lekko skrzypiąc.
See ułożyłem w sypialni na łóżku, a sam zasiadłem obok niej. Spała wyjątkowo twardo, co było dla mnie, aż dziwne.
Nie tracąc czasu, ułożyłem się na kanapie w salonie. Nie długo zacznie świtać, a to znak, że zbliżała się piąta rano. Oczy same zaczynały mi się zamykać i nawet nie wiem kiedy zdołałem usnąć. Wiem natomiast kiedy się obudziłem. Dokładnie kilka sekund po dziewczynie:
-Nez!- darła się w najlepsze.
Usiadłem na kanapie, przecierając oczy. Nie spieszyłem się, by dotrzeć do sąsiedniego pokoju.
-Dobry See, Co jest?- oparłem się o framugę, jeszcze nieco nieprzytomny.
-Możesz mi powiedzieć co ja tu robię?
-Hmmm... zapewne jeszcze kilka minut temu tu spałaś, teraz siedzisz na moim łóżku i wpatrujesz się we mnie z nienawiścią- dodałem lekko się uśmiechając.
-Nie bądź bezczelny- fuknęła, zakrywając się kołdrą.-Mogę wiedzieć co moje rzeczy robią na szafce obok?
-Leżą- wzruszyłem ramionami, za co dostałem wściekłe spojrzenie- Wczoraj pływałaś przy mnie bez nich. Nie wiem czemu się teraz o to tak złościsz. Daje słowo, że nie zdjąłem z ciebie nic więcej- zaśmiałem się, siadając obok dziewczyny.
-Daje słowo, zabiję Cię, jak tylko się ubiorę.
-Oj tam- machnąłem ręką, padając obok niej.- Co chcesz zjeść?
To pytanie pozostawiła bez odpowiedzi.
-Słuchaj... wolałem, żebyś spała u mnie jak ja u Ciebie, bo nie chciałoby mi się wracać z Twojego domu do mnie. To prawie na drugim końcu miasta. Uznałem, że lepiej, gdybym to ja zrobił Ci śniadanie, niż się na nie wprosić niczym ostatni dupek, ale następnym razem chętnie ja czekałbym na śniadanie- patrzyłem na nią.
-Jesteś cholernie wkurwiający- parsknęła bezsilnie.
-Taki mój urok. To na co masz ochotę?
<See? Ojojoj... co zjemy, bo taki problem życiowy XD>
Sam w końcu ruszyłem jej śladami i gdy tam dotarłem, już spała w najlepsze, ale gdy usiadłem obok, ponownie się wybudziła.
-Jak to właściwie jest? Z tym czytaniem w myślach?
-Co masz na myśli?- zerknąłem na zaspaną dziewczynę
-Po prostu opowiedz o tym. Kontrolujesz to czy nie? I w ogóle...
-Pewnie uśniesz podczas mojego monologu, ale chyba o to chodzi, nie? No więc... na samym początku ciężko było mi to kontrolować. Słyszałem każdą myśl, jaka przewinęła się u człowieka, którego mijałem. Było to dla mnie niezwykle irytujące, ale z czasem nauczyłem się zagłuszać myśli innych. Teraz spokojnie mogę wejść w dowolny umysł i wygrzebać co mi się żywnie podoba. Myśl, sekret... nawet wspomnienie- mówiłem, ale tak jak podejrzewałem... na próżno, bo See już drzemała w najlepsze.- Przynajmniej nie muszę Cię już ubierać.
Wykonałem cały rytuał ubioru glanów i zaraz po tym, wcisnąłem rękę pod kolana dziewczyny, a drugą okryłem ją swoją kurtką, gdyż noc nie należała do najcieplejszych.
Jej głowa oparła się nieświadomie o mnie i tak też dotarliśmy do naszego miasta.
-Gdzie teraz?- prychnąłem cicho do siebie, wkradając się do głowy mojego "bagażu".
Mieszkała spory kawałek od mojego domu, a nie miałem zbytniej ochoty, przemierzać takiego dystansu.
Ruszyłem, więc w miejsce, które było mi najlepiej znane. Wyjąłem klucz z kieszeni, po czym wcisnąłem go do zamka w drzwiach, a te otwarły się, lekko skrzypiąc.
See ułożyłem w sypialni na łóżku, a sam zasiadłem obok niej. Spała wyjątkowo twardo, co było dla mnie, aż dziwne.
Nie tracąc czasu, ułożyłem się na kanapie w salonie. Nie długo zacznie świtać, a to znak, że zbliżała się piąta rano. Oczy same zaczynały mi się zamykać i nawet nie wiem kiedy zdołałem usnąć. Wiem natomiast kiedy się obudziłem. Dokładnie kilka sekund po dziewczynie:
-Nez!- darła się w najlepsze.
Usiadłem na kanapie, przecierając oczy. Nie spieszyłem się, by dotrzeć do sąsiedniego pokoju.
-Dobry See, Co jest?- oparłem się o framugę, jeszcze nieco nieprzytomny.
-Możesz mi powiedzieć co ja tu robię?
-Hmmm... zapewne jeszcze kilka minut temu tu spałaś, teraz siedzisz na moim łóżku i wpatrujesz się we mnie z nienawiścią- dodałem lekko się uśmiechając.
-Nie bądź bezczelny- fuknęła, zakrywając się kołdrą.-Mogę wiedzieć co moje rzeczy robią na szafce obok?
-Leżą- wzruszyłem ramionami, za co dostałem wściekłe spojrzenie- Wczoraj pływałaś przy mnie bez nich. Nie wiem czemu się teraz o to tak złościsz. Daje słowo, że nie zdjąłem z ciebie nic więcej- zaśmiałem się, siadając obok dziewczyny.
-Daje słowo, zabiję Cię, jak tylko się ubiorę.
-Oj tam- machnąłem ręką, padając obok niej.- Co chcesz zjeść?
To pytanie pozostawiła bez odpowiedzi.
-Słuchaj... wolałem, żebyś spała u mnie jak ja u Ciebie, bo nie chciałoby mi się wracać z Twojego domu do mnie. To prawie na drugim końcu miasta. Uznałem, że lepiej, gdybym to ja zrobił Ci śniadanie, niż się na nie wprosić niczym ostatni dupek, ale następnym razem chętnie ja czekałbym na śniadanie- patrzyłem na nią.
-Jesteś cholernie wkurwiający- parsknęła bezsilnie.
-Taki mój urok. To na co masz ochotę?
<See? Ojojoj... co zjemy, bo taki problem życiowy XD>
Subskrybuj:
Posty (Atom)