piątek, 14 sierpnia 2015

Od Klary c.d. Manon

Zastanawiałam się chwilę, ale dobrze wiedziałam, że nie mam wyjścia. Musiałam przystać na propozycję Manon.
- Niech ci będzie - machnęłam lekceważąco ręką. Nie powiem, żeby dziewczyna jakoś specjalnie mnie przekonała, ale nie była to dobra chwila na kłótnie, tym bardziej, że to miejsce nie sprawiało wrażenie bezpiecznego. - Obiecuję.
- To co? Patrzymy co jest na tym papierze? - Spytała zachęcająco moja towarzyszka, a ja pokiwałam głową. Patrzyłam jak dziewczyna delikatnie wysuwa kawałek kartki ze ściany z obawą, żeby się nie potargał.
- I co? Co to jest? - Spytałam patrząc jej przez ramię. Ujrzałam coś w rodzaju komiksu - jednak o wiele bardziej barwnego i piękniejszego niż takie zwykłe, które kupuje się w kioskach.
- Jakaś historyjka obrazkowa - odpowiedziała Manon, wzruszając ramionami. Przejęłam od niej kartkę i zaczęłam się jej przyglądać. Coś mi w niej nie pasowało, tylko nie wiem co... Znowu znajdowało się tutaj to dziwne pismo.
- Hmm... coś tu jest nie tak - mruknęłam, a koleżanka spojrzała na mnie zdziwiona. Rysunki przedstawiały dwie dziewczyny, najpierw przed lustrem, potem w Lodowym Kanionie, następnie uciekające...
- Niby co? - Prychnęła pogardliwie dziewczyna spoglądając z lekkim lekceważeniem na kartkę. Ja natomiast nadal przyglądałam jej się z zainteresowaniem. Jedna z dziewczyn na rysunku miała niebieskie włosy, druga wyglądała całkiem jak Manon...
- Klara, patrz, one całkiem przypominają nas, no nie? - Nagle zawołała moja towarzyszka, ale ja już domyśliłam się prawdy. Szczególnie po tym, iż niebieskowłosa na kolejnym rysunku trzymała w rękach kartkę...
- Nie Manon, ona nas nie przypominają - odparłam, kręcąc przecząco głową. - To jesteśmy MY.

Manon? Ta chwila napięcia  :p

czwartek, 13 sierpnia 2015

Od Manon c.d. Klary

Powoli podniosłam się na drżących rękach. Wszystko przed oczami mi wirowało, ponad połowę widoku zasłaniały mi czarne ruszające się plamy. Potrząsnęłam lekko głową i syknęłam z bólu. 
-Manon?-powtórzyła po raz któryś Klara. Siedziała obok mnie i zmartwiona przyglądała mi się. Zerknęłam na nią i uśmiechnęłam się delikatnie. Szybko doszłam do siebie i cieszyłam się, że nic jej nie było. Pomogła mi powoli wstać. Otrzepałam się ze śniegu i zadrżałam. Im dłużej tu byłyśmy tym bardziej marzłam. Klara też. 
-To przypomina mi historię z księgi..-mruknęłam rozglądając się. 
-Masz na myśli okoliczności naszej "teleportacji"?
-Tak-zerknęłam na nią.-Może..-urwałam nagle widząc jakiś błysk w ścianie jaskini. Podeszłam do tego miejsca i przetarłam dłonią kamień. Ten obsypał się na ziemię ukazując błyszczący kawałek papieru. Dziewczyna również podeszła do ściany. Wyciągnęłam rękę by wyciągnąć papier ze ściany, lecz Klara wstrzymała mnie słowami.
-Może nie powinnyśmy?
-Dlaczego?-zerknęłam na nią zdziwiona.
-Zobacz ile już rzeczy zrobiłyśmy, których nie powinnyśmy. I jeszcze żadna z nich nie skończyła się dobrze.
-Jeśli nie będziesz próbować to nigdy nie dowiesz się czy było warto-popatrzyłam na nią poważnie. Dziewczyna pokręciła głową.
-Lepiej nie próbować. Znajdźmy po prostu sposób by się stąd wydostać-odwróciła się. Przewróciłam oczami i złapałam za ramię z powrotem odwracając przodem do siebie. 
-Może właśnie to nas stąd wyciągnie? 
-A jeśli nie?-w jej oczach czaiła się niepewność.
-A jeśli tak? Chcesz przegapić tą okazje?-Klara tylko spuściła wzrok-Jeśli tylko mi obiecasz, że uwierzysz w siebie i to, że nam się uda to ja obiecam ci, że cię stąd wydostanę, jasne?


Klara? Jakżesz to brzmi xD

Od Nezumi'ego c.d. Seeley


-A skąd ta pewność?- zerknąłem na nią, nie ukrywając złowieszczego uśmieszku.
-Bo... Cię już trochę znam-zerknęła nieco przejęta.
-Żartuje przecież- poręciłem głową, ciesząc się z tego, że ponownie udało mi się ją wkręcić.
-Ha ha... ale ty zabawny- mruknęła ściskając mnie nieco mocniej.
-Udusisz mnie jak tak dalej pójdzie
-Wiem- dodała triumfalnie.
-Jak się poznaliście?- wtrąciła Annie-Nigdy nie opowiadałęś mi o swojej znajomej.
-Nez... no wiesz co? Jak mogłeś- powiedziałą See, udając obrażoną.
-Nie widziałęm powodów, by chwalić się takim kłopotem jak ty- zaśmiałęm się, po czym ponownie rozpocząłem rozmowę z podopieczną- No cóż... poznaliśmy się niedawno. Wpadliśmy na siebie przypadkiem i od słowa do słowa jakoś umówiliśmy się na drinka i tyle. 
-Serio?- uniosła brew
-A liczyłaś na nieco romantyczniejszą opowieść- zażartował Manu.
Zerknąłem na See kryjąc uśmiech. Doskonale wiedziałęm, że w tej chwili oboje pomyśleliśmy o dzisiejszym poranku. Mimo to zostało to naszą tajemnicą... jak na razie.
-Daleko jeszcze?- zaczęli nudzić
-Jeszcze trochę- odparła See
-Strasznie długo już idziemy.
-Co ty nie powiesz- rzuciłem, wskazując na swój żywy bagaż.- Przypomnisz mi czemu Cię jeszcze nie zrzuciłem?
-Ale ty marudzisz... pomyśl czasem o innych- zaśmiała się.
Chcąc, nie chcąc, niosłem dziewczynę całą drogę. Miałem niewiele czasu, by pomyśleć jakim cudem nie wypadł mi jeszcze dysk, bo niedługo po tej rozmowie See krzyknęła triumfalnie, że dotarliśmyna miejsce. Wtedy zadowolona zeskoczyła z moich pleców, po czym chwyciła Manu za dłoń i pobiegła do wejścia. Ja tym czasem podążałem mozolnie z Annabelle przy boku.
- I jak Ci się podoba?
- Pogadałam trochę z Manu i okazuje się, że jest całkiem miły. See... jakimś cudem udało jej się Cię rozbawić, więc złego słowa o niej nie mogę powiedzieć.
- Cała ty- uśmiechnąłem się, obejmując ją ramieniem.- Jak chcesz to mogę zorganizować kolejne takie spotkanie. Choćby dziś wieczorem. Możemy iść na piwo we czwórkę, czy coś.
-Chętnie- uśmiechnęła się.
Widać było, że odpowiada jej towarzystwo... o dziwo. Rzadko kiedy wdawała się z kimś w dłuższe relacje poza mną. 
-A co to za tempo?! Ruchy staruszki- ryknęła znicierpliwiona See.
Pokręciłęm głową. Do teraz zastanawiam się, skąd u niej dziś tyle życia. Przyspieszyliśmy nieco kroku. Gdy weszliśmy do lokalu, See stała już prawie, że oburzona, tym, że musiała na nas tyle czekać.
-Oj no nie złość się już mała- zaśmiałem się, przytulając dziewczynę- W ramach przeprosin zapraszam dziś wszystkich na piwo, co wy na to?
-No nie wiem- Manu pokręcił głową.
-Zgoda... może się zrekompensujesz- dodała z blyskiem w oczach biało włosa.

<See? pomysły mi się kończą XD>

Od Miyu cd Manoon, Etsuko

Szłyśmy ulicami, deszcz nadal padał. Manoon dziwnie się zachowywała, cały czas gapiła się na ziemie, od spotkania z Etsuko ani razu na nią nie spojrzała. Szturchnęłam ją lekko w ramię.
- wszystko w porządku? - szepnęłam. Pokiwała tylko głową. Westchnęłam, ta ciągła cisza strasznie mnie irytowała. Spojrzałam na Etsuko. Ona zaś wyglądała na zamyśloną, co jakiś czas patrzyła tylko na Manoon. Z zamyślenia wyrwał ją słup. Akurat patrzyła na Manoon, i go nie zauważyła. Uderzyła w niego i upadła, masując czoło.
- nic ci nie jest? - spytałam dławiąc chihot i podając jej rękę. Nawet Manoon na nas spojrzała.
 
( Manoon, Etsuko? Wybacz za tą dłuższą nieobecność >_< chociaż Etsuko też mogła odpisać.-. )

wtorek, 11 sierpnia 2015

Od Klary c.d. Manon

Usłyszałam trzask, a chwilę później lód się pod nami załamał. Byłam niemalże pewna, iż zaraz wpadniemy w lodowatą wodę, które wleje nam się do nosa, stłumi krzyk i odbierze dostęp powietrza, po czym utoniemy w dwójkę, a nasze ciała zamienią się w dwie bryły lodu, które kiedyś odnajdą naukowcy i będą zastanawiać się: Kim one były i dlaczego zginęły?
Pomyślałam o rodzicach i o tym jak zareagują na wiadomość o tym, że zaginęłam i prawdopodobnie nie żyję. Ale mniejsza o nich - co zrobi beze mnie Charlie? Przecież ja jestem jego opiekunką, powinnam być teraz przy nim, pilnować go, a nie szwendać się po jakiś lodowych kanionach... On beze mnie sobie nie poradzi...
Uświadomiłam sobie, że nie utonęłam w momencie, gdy moje plecy zetknęły się z jakimś twardym podłożem. Siła uderzenia sprawiła, że nie mogłam złapać oddechu, a przed oczami latały mi wielobarwne plamy. Gdy wreszcie doszłam do siebie, zorientowałam się, iż jesteśmy w jakiejś ogromnej, skalnej jaskini.
- Manon? - Zawołałam do koleżanki, która nieprzytomna leżała kilka metrów dalej.

Manon? Przepraszam, ale nie miałam pomysłu :(

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Ogłoszenia parafialne

*Dzyń, dzyń, dzyń* Wstać sąd idzie!
Hmmm.. Chyba mi się kościół z sądem pomylił, ale co tam xD
Chodzi o opowiadania. Była krótka przerwa przez trzy dni, za co mocno Was przepraszam. Nie miałam weny i czasu :/ A moja wena w pewnym stopniu uzależniona jest od Kahir'a, który ciągle znika .-.
A co do Ciebie, Kahir'ze nasz kochany. Są wakacje, a jak ogólnie wiadomo wakacje są po to by wypocząć, a nie wykończyć się do reszty -.- Tak będę Cię o to męczyć, bo się martwię. I tak tutaj też będę się upominać, żebyś się nie wykańczał! >.<
Co do przyszłych dni. Będę starała się wstawiać opowiadania i odpisywać na nie, ale z góry przepraszam, jeśli pojawią się błędy ortograficzne czy literówki, bo najpewniej będzie ich sporo w moich opowiadaniach. A to dlatego, że przez najbliższy czas będę wstawiać i odpisywać z telefonu. Więc z góry przepraszam za błędy.
I jeszcze jedna sprawa.
PIĘKNY OCHRZAN DLA NIEPISZĄCYCH CZŁONKÓW
Przypominam, że czas na napisanie choć JEDNEGO opowiadania macie do środy. Większość z was ma opowiadanie do dokończenia.


Pozdrawiam i życzę weny, udanych wakacji itp, 
Seeley :3

Od Manon c.d. Klary

Pogrążona w myślach nie usłyszałam pytania. Lodowy kanion, śnieg, zimno, wiatr.. Coś mi to przypominało.. I te słowa z księgi.. Śnieg, kanion, ryk.. Chwila. Spojrzałam na Klarę, która wpatrywała się w "horyzont". Popatrzyłam w tą samą stronę i zamarłam.
-Co to jest..?-szepnęłam.
-O to samo pytałam ciebie-odparła dziewczyna nieco poirytowana. Nagle coś mi zaświtało.
-Legenda śnieżnego stwora..-mruknęłam pod nosem.
-Co ty tam mruczysz?
-Nie ważne, wiej!-pociągnęłam ją za nadgarstek w przeciwną stronę niż szło to "coś", co najprawdopodobniej było tytułowym bohaterem książki. Nie chciałam się upewniać, bo im bliżej było to coś tym większe się stawało. Przedzierałyśmy się przez śnieg do kolan najszybciej jak tylko mogłyśmy. Po kilkunastu metrach poziom śniegu zmalał aż do kostek.
-Uważajmy lepiej..-powiedziała Klara i zaraz po jej słowach coś zatrzeszczało i lód pod nami pękł, a my z krzykiem runęłyśmy w ciemność.

Klara? Wybacz, brak.. Wszystkiego ;-;

Od Seeley c.d. Nezumi'ego

Popatrzyłam na chłopaka spod byka i zaśmiałam się.
-Radziłabym uważać, bo wylądujesz przez przypadek na ulicy-mrugnęłam do niego prowadząc wszystkich na rynek w centrum miasta.
-Przez przypadek?-powtórzył. Odwróciłam się do nich i skinęłam głową z uśmiechem zerkając na Manu. Zastanawiało mnie czemu był taki cichy.. Nieśmiałość to ostatnia cecha, którą bym mu przypisała. Pokręciłam głową i spojrzałam z uśmiechem na Nez'a.
-Uważaj-mruknął. Posłałam mu zdziwione spojrzenie, a zaraz potem wylądowałam z piskiem w krzakach. Cała trójka zaczęła się ze mnie śmiać, a ja parskając śmiechem próbowałam wygramolić się z krzaków. Po chwili podopieczny podał mi rękę i wydostał spomiędzy gałęzi. Otrzepałam się z liści i spytałam niebieskowłosego.
-Nie mogłeś wcześniej?
-Mogłem-wzruszył ramionami-Ale wtedy nie byłoby zabawy..
Uśmiechnął się zawadiacko. Przewróciłam oczami ze śmiechem.
-Jesteś wredny-powiedziałam i ruszyłam dalej.
-Kolejna trafna uwaga na mój temat-odparł uśmiechając się. Odwróciłam się do niego i położyłam dłonie na biodrach.
-Czyżby?-zapytałam mrużąc oczy. Kręcąc głową minęłam chłopaka i ponownie wskoczyłam mu na plecy.-Moim zdaniem najtrafniej opisuje cię osiołek-powiedziałam mu prosto do ucha.
-Ostrzegałem cie, że jeśli jeszcze raz mnie tak nazwiesz to pożałujesz.
-Krzywdy mi nie zrobisz-wzruszyłam ramionami i mocniej się do niego przytuliłam.


Nez? xD ja nwm co dalej ;-;

piątek, 7 sierpnia 2015

Od Klary c.d. Manon

Po tym, jak wciągnęło nad lustro, bałam się otworzyć oczy. Czułam tylko dojmujący chłód, jakby ktoś nagle zamknął mnie w zamrażarce. Leżałam również na czymś miękkim, aczkolwiek zimnym - jasne, to pewnie śnieg. Słyszałam świst wiatru. W końcu uchyliłam powieki i ujrzałam... lodowy kanion. Dookoła biało. Małe, białe śnieżynki opadały na ziemię bezustannie. Rozejrzałam się. Obok mnie siedziała Manon, nie mniej zdziwiona niż ja.
- Gdzie my jesteśmy? - Spytałam szeptem, gdyż panowała tu taka cisza, iż każde słowo niosło się echem po całej okolicy. Nie było tu nikogo oprócz nas - przynajmniej tak mi się wydawało.
- W lodowym kanionie - odparła dziewczyna. Na chwilę zajrzałam w jej myśli i wyczytałam, że boi się tak samo jak ja. No super. I po co ja się zgodziłam na tę wyprawę? Teraz już na pewno nie obejdzie się bez kłopotów.
- No co ty nie powiesz, Scherlocku? - Prychnęłam z sarkazmem. Postanowiłam trochę posterować emocjami mojej towarzyszki, żeby przynajmniej ona przestała być taka przerażona.
- Dobra, trzeba wziąć się do działania - stwierdziła po chwili, już bardziej pewna siebie. Odetchnęłam z ulgą. Nie liczyłam jednak na to, że Manon coś wymyśli - znajdowałyśmy się naprawdę w beznadziejnej sytuacji.
- Co to? - Zaciekawiłam się nagle, gdy ujrzałam na horyzoncie jakiś cień, który zmierzał w naszą stronę.

Manon?

Od Nezumi'ego c.d. Seeley

Tak więc z dziewczyną na plecach pojawiliśmy się przed Manu- podopiecznym Seeley.
-Hejka, See. A to kto?-przywitał się z nią, patrząc na mnie nieco zaskoczony
-To mój osobisty wielbłąd-dodała wesoło, na co od razu została potraktowana należycie.
-Chociaż może osioł..-mruknęła, podnosząc się.
Wkrótce po tym przedstawiła nas sobie. Od razu się uśmiechnąłem, gdy w jego myślach usłyszałem "dziwny koleś"
See nadal podtrzymywała temat osiołka za co została potraktowana chłodnym, ale przyjacielskim spojrzeniem.
-Osiołek wkrótce będzie musiał chyba awansować też na kucharza i kto wie... może i dobermana- zerknąłem na nią.
-Jeszcze czego- prychnęła, ponownie próbując wdrapać się na moje plecy.
Wzruszyłem jedynie ramionami. Była prze urocza przyjmując takie zachowanie.
-Więc ruszaj mój dzielny osiołku- wskazała palcem przed siebie, próbując wyglądać niczym Napoleon.
-Jeszcze raz mnie tak nazwij, a zobaczysz, że ten osiołek nie jest jeszcze do końca posłuszny- zerknąłem przez ramię.
Manu podążał za nami nieco zakłopotany. Cały czas wodził za nami wzrokiem, nie oddzywając się nawet słowem.
-A to co dzisiaj taki nie w humorze? Kolejnego gbura mam dziś na głowie?- rzuciła rozweselona.
-Tak jakoś. Dokąd właściwie idziemy?- machnął ręką od razu zmieniając temat.
-Po Annie. Moją znajomą- wtrąciłem od razu, po czym pobiegłem przed siebie, gdy zniecierpliwiona białowłosa ponownie lekko mnie kopnęła.- Jak tak się chcesz bawić to proszę.
Ruszyłem biegiem przed siebie, co oczywiście spotkało się z radosnymi okrzykami dziewczyny. Oczywiście jak to z dodatkowym balastem nie zebrałem zakrętu i zaliczyliśmy piękny ślizg na trawie. Śmialiśmy się jak opętani, nie mogąc się podnieść. Każdy mięsień odmówił współpracy.
-Marny z Ciebie wierzchowiec- wycedziła, próbując się pobierać.
-A ty kiepskim jeźdźcem.
Dopiero Manu pomógł nam powrócić do pionu.
-Uważacie na siebie. Mogło się wam coś stać- rzucił w moją stronę.
Widziałem, że wolał powiedzieć "Mogłeś ją zranić debilu", ale bał się najwyraźniej reakcji See.
-Nie narzekaj- machnęła ręką.-To gdzie ona mieszka?
-Właściwie, to... wylądowaliśmy na jej trawniku- wyjaśniłem.- Pójdę po nią.
Otrzepałem się z trawy, po czym zastukałem kilka razy w drzwi. Niemal od razu podbiegła do nich brązowo włosa dziewczyna wzrostu mojej towarzyszki.
-Cześć Nez. W końcu jesteś- dodała uśmiechając serdecznie- A Ci to kto?
-To... znajomi. Chodź poznacie się- pociągnąłem ją lekko za nadgarstek.
Annie była nieco nieśmiała w kontaktach z ludźmi, więc oczywiście trzymała się za mną, nic nie mówiąc.
-Seeley i Manu, to jest Annabelle- przedstawiłem moją podopieczną, która tylko pomachała ręką, wydobywając z siebie krótkie "cześć".- Nie chowaj się, bo i tak Cię widzą.
Dziewczyna podeszła bliżej i podała każdemu z nich rękę. Już pamiętam czemu nigdy jej nie zabierałem do baru od czasu wypadku.
-To co? Chodźmy na jakieś piwo- zarządziła apostołka.
-Tak z rana, to chyba lekka przesada, nie sądzisz?- wspomniał Manu.
-Jeden pies... lody też dobre.
-To prowadź, mała- rzuciłem zawadiacko w jej stronę, za co znowu byłem obdarowany językiem.

<Seeley?>

czwartek, 6 sierpnia 2015

Od Klary c.d. Kahir'a

Gdy wróciłam do domu natychmiast pobiegłam do pokoju Charlie'ego, by zapytać go czy pójdzie ze mną na spotkanie z Kahir'em. Chłopak siedział na łóżku i czytał jakąś powieść.
- Hej, mam do ciebie sprawę - powiedziałam stając w drzwiach i opierając się o futrynę. Nie pamiętałam w ogóle jak wygląda to pomieszczenie i oglądałam je niczym po raz pierwszy w życiu.
- Tak? - Spytał mój podopieczny, patrząc na mnie znad książki. Nadal nie mogłam powstrzymać się przed czytaniem w myślach i wiedziałam, że Charlie trochę się boi tej "nowej" Klary, która nie pamięta jego, ani nic ze swojej przeszłości.
- Wybieramy się z Kahir'em wieczorem na miasto, być może do kina - zaczęłam tłumaczyć i zauważyłam, że chłopak nie zareagował z entuzjazmem na imię mojego znajomego - zwyczajnie nie przepadał za nim. - Chciałabym żebyś poszedł ze mną. Kahir też może przyjdzie ze znajomymi.
- No... nie wiem czy mam czas... - odpowiedział, ale wiedziałam, że i tak się zgodzi - nie puściłby mnie samej, szczególnie jeśli go poprosiłam o towarzyszenie. Gdy mieszkaliśmy jeszcze w domu dziecka zawsze był zły, gdy wracałam późno.
- Nie bądź zazdrosny - roześmiałam się głośno. Mógł sobie zaprzeczać - ja wiedziałam swoje. A tak naprawdę to wiedziałam dlatego, gdyż przeczytałam to w jego myślach... No cóż, mogłam mieć tylko nadzieję, że kiedyś zacznę to kontrolować.
- Nie jestem! - Zawołał chłopak, również uśmiechając się. Oczywiście, w końcu mi uległ i zgodził się pójść razem ze mną. Odradził zapraszać resztę rodzeństwa, gdyż stwierdził, że są "dziwni".
Po kilku godzinach wreszcie usłyszałam dzwonek do drzwi.

Kahir?

Od Manon c.d. Klara

Zerknęłam na dziewczynę przewracając oczami. Była zbyt strachliwa. I niby czemu była zła?! Sama się w to wpakowała. Pytałam ją czy na pewno tego chce. Zgodziła się. Więc niech nie strzela teraz fochów. Patrzyłam na książki przekręcając głowę w bok. Nie chciałam niczego na razie ruszać zwłaszcza, że ten tekst był jakiś dziwny. Litery, o ile można było tak nazwać te dziwne znaki, nie przypominały mi niczego co widziałam kiedykolwiek w swoim życiu. Westchnęłam rozglądając się po pomieszczeniu. Żadnych okien, drzwi czy czegokolwiek innego czym można by wyjść. Chociaż.. Skąd tu lustro? W miejscu przepełnionym książkami w jakimś dziwnym języku? Podeszłam powoli do lustra i uważnie przyjrzałam się mojemu odbiciu. Niby wszystko było w porządku, a jednak coś mi nie pasowało.. W zastanowieniu odwróciłam się i spojrzałam przed siebie. Półka z książkami, fotel, lampa, znowu książki.. Ponownie spojrzałam w odbicie. Książki, lampa, fotel, książki.. Chwila. Zerknęłam w tył, a potem ponownie w lustro. Cofnęłam się o krok. Lustro.. Wzięłam pierwszą lepszą księgę z brzegu i otworzyłam na losowej stronie odwracając do lustra. Zaciekawiona Klara podeszła do mnie zaglądając mi przez ramię.
-"Wtem spadliśmy w lodową przepaść. Ponad nami szalała śnieżyca mrożąca na kość wszystko co żywe. Byliśmy cali. Ocaleliśmy cudem. Jednak tylko tak nam się zdawało. Przez lodowy kanion przebiegło echo potwornego ryku."
Przeczytałam na głos z odbicia. Powierzchnia lustra zafalowała. Zerknęłam na dziewczynę i otworzyłam usta by coś powiedzieć, jednak nie zdążyłam. Lustro nas wciągnęło.
Spadłyśmy na coś miękkiego i zimnego.. Białe, mokre.. ŚNIEG?! Momentalnie owiał nas lodowaty wiatr. Rozejrzałam się do okoła. Byłyśmy w lodowym kanionie...


Klara?

Od Seeley c.d. Nezumi'ego

Skinęłam głową z lekkim uśmiechem, a po chwili Nez podał mi jakąś koszulkę i wepchnął do łazienki zamykając drzwi. Spojrzałam w lustro i parsknęłam śmiechem. Wyglądałam gorzej niż fatalnie. Szybko przeczesałam włosy palcami i doprowadziłam je do ładu, na tyle na ile byłam to w stanie zrobić w domu Nez'a. Przejrzałam się w lustrze ponownie i ledwo powstrzymałam się by nie wybuchnąć śmiechem. Wcale nie było lepiej niż wcześniej. Wcale a wcale.

Szliśmy chodnikiem przez park w Nyasume. W koszulce, którą dał mi Nezumi wyglądałam co najmniej komicznie, ale nie przeszkadzało mi to za bardzo. Związałam ją jakoś tak.. Że nie mam pojęcia jak i wyglądałam.. Powiedzmy, że jak na noc spędzoną poza domem to całkiem normalnie. Mijaliśmy jakąś staruszkę z pieskiem, kiedy jej malutki piesek zaszczekał i zwrócił moją uwagę. Zatrzymałam się i kucnęłam drapiąc psiaka za uchem. Ten w podzięce polizał mnie po ręce i z werwą machał ogonem.
-Seeley!-zawołał Nez cały czas idąc przed siebie tym samym tempem. Spojrzałam na niego z szerokim uśmiechem i odkrzyknęłam
-Idę, idę!-zerknęłam jeszcze raz na staruszkę z uśmiechem i pobiegłam za chłopakiem. Będąc już blisko niego przyspieszam i w ostatniej chwili wskakuje mu na barana. Nezumi oczywiście musiał wyczytać to z moich myśli, bo tylko złapał mnie za uda tak, żebym nie spadła.
-Znowu mnie niesiesz-powiedziałam mu prosto do ucha ucieszona.
-Znowu jesteś ciężka-sapnął. Zerknęłam na niego zdziwiona, ale szybko zorientowałam się, że po prostu się ze mną droczy. Przewróciłam oczami ze śmiechem.
-Znowu jesteś ponury, ponuraku-cmoknęłam mu koło ucha. Nez się zaśmiał.
-Owszem, jestem-pokiwał głową. Ze śmiechem oparłam mu głowę na ramieniu. Przez moment panowała cisza, a potem jakby spod ziemi pojawił sie przed nami Manu.
-Manu!-zawołałam trochę za głośno. Nezumi skrzywił się zerkając na mnie trochę zły.
-Hejka, See. A to kto?-skinieniem głowy wskazał na niebieskowłosego.
-To mój osobisty wielbłąd-odparłam z szerokim uśmiechem. Nez prychnął i puścił mnie. Z piskiem zsunęłam się z chłopaka i stanęłam obok niego,
-Chociaż może osioł..-mruknęłam drażniąc Nez'a.
-Manu to Nezumi. Nezumi to Manu-przedstawiłam ich sobie szybko i dodałam-Idziesz z nami.
-Ale..-jęknął mój podopieczny,
-To nie było pytanie-powiedziałam z uśmiechem-Prawda, mój osiołku?-zapytałam słodziutkim głosikiem Nezumi'ego.


Nez? xD

Od Seeley c.d. Kahir'a

Powoli otworzyłam oczy. Nadal było ciemno. Więc czemu się obudziłam? Odwróciłam głowę i zobaczyłam, że Kahir bez mrugnięcia okiem wpatruje się w sufit. Przez moment na niego patrzyłam, a potem szeptem spytałam
-Kahir..?
Blondyn drgnął jakby wyrwany z myśli. Popatrzył na mnie i uśmiechnął się lekko jakby z ulgą. Przyjrzałam mu się uważniej siadając po turecku.
-Dlaczego nie śpisz?-spytał cicho. Wzruszyłam ramionami i przeczesałam chłopakowi włosy przyglądając mu się bardzo uważnie.
-Co się stało..?-spytałam po dłuższej chwili milczenia. W mroku nie widziałam dokładnie twarzy Kahir'a, ale wiedziałam, że się waha czy mi powiedzieć.
-Śnił mi się.. Dziwny sen..-chłopak po krótce streścił mi swój sen. Wsłuchana w jego treść patrzyłam w okno, za którym panowała ciemność. Kiedy blondyn zamilkł cisza panowała przez dłuższy czas. Pokręciłam głową i pochyliłam się nad chłopakiem.
-Powinieneś teraz spać. Zastanowimy się nad tym rano, a teraz już śpij..-szepnęłam i pocałowałam go w usta. Zeskoczyłam z łóżka i na palcach skierowałam się do kuchni.
-Gdzie idziesz?-pytanie Kahir'a zatrzymało mnie tuz przed drzwiami. Zerknęłam na niego z lekkim uśmiechem.
-Do kuchni, zaschło mi w gardle. Śpij..
Oparłam się plecami o lodówkę i przymknęłam oczy. Śmierć Rosaline, atak na Manu, pająk, tajemniczy mężczyzna, sen.. Za dużo tego wszystkiego. I jeszcze Kahir.. Dobre tyle, że nic mu nie jest. Na razie.. Ten sen.. Obawiałam się go. Jego znaczenia. Takie sny nigdy nie wróżą niczego dobrego. Pokręciłam głową by odgonić nie wesołe myśli. Otworzyłam szafkę wiszącą koło lodówki i wyciągnęłam kubek. Nalałam do niego zimnej wody z kranu i odwróciłam się. Nagle tuż przed nosem śmignęło mi srebrzyste ostrze noża. Pisnęłam zaskoczona i zrobiłam krok w tył. Potykając się o jakiś przedmiot na podłodze poleciałam do tyłu na posadzkę. Kubek z wodą z impetem uderzył w ziemię i rozpadł się na kilkanaście kawałków. Przez przypadek oparłam się ręką o jeden z nich kalecząc ją sobie. Nóż wbił się czubkiem ostrza w kafelki między moimi nogami.
-Co się stało?-aż podskoczyłam słysząc głos Kahir'a w ciemności. Skąd on się tu wziął?
-N..Nie wiem..-powiedziałam powoli wstając-Ktoś tu był.. Machał nożem..
Spojrzałam na swoją dłoń całą we krwi. Następnie w ciemność w dalszej części kuchni. Nadal miałam wrażenie, że ktoś tam stoi.


Kahir? Ja nie wiem co to jest >.<

Od Kahira CD Seeley

-Zostanę, tylko wezmę kąpiel...jeśli pozwolisz. I może chcesz coś do jedzenia? - Zapytałem przed odejściem do łazienki.
-Nie jestem głodna. - Uśmiechnęła się lekko. - Idź się lepiej kąpać.
-Już niemiła jesteś? - Pokiwałem głową.  - Idę, idę. - Dodałem całując Seeley w czoło. Zamknąłem za sobą drzwi. Dziewczyna udała się z powrotem do swojego pokoju i położyła się. Widząc jej zmartwienie w oczach poszedłem do łazienki. Umyłem się i wyszedłem w samych bokserkach. Po drodze do Sorrow udałem się do kuchni i wziąłem jabłko. Zerknąłem na jej twarz. Zasnęła skulona. Westchnąłem przytuliłem ją od tyłu. Przykryłem nas kołdrą a następnie zasnąłem.

Zobaczyłem przed sobą kilka różowiutkich jaj, a obok pająka z mężczyznom który zabił Rosaline O'Nail.
-Teraz już nam nie uciekniesz! - Wykrzyczał tajemniczy facet, a wokół mnie pojawiły się czerwone demony. Stały z bronią i tarczą. Byli cali z pancerza, prócz miejsca pod szyją. Trzymałem w ręku jakiś nóż, włócznie... nie widziałem... obraz mi się rozmazywał. Wtem spostrzegłem, że jeden z nich przebił moje żebra swoim mieczem. Osłabiony wziąłem swój nóż i wbiłem go w szyję rywala. Trafiłem, a jego "pancerz" opadł i ukazał się Ryan - stary kolega sprzed lat. Z miną nienawiści upadł, a zmarł z uśmiechem... jakby jego dusza została wyzwolona. Próbowałem podejść do śmiejącego się mężczyzny przede mną ale na darmo, jakbym szedł w miejscu... Nagle z ciemności przeniósł nas na łąkę. Wszyscy zniknęli... podszedłem do samotnego drzewa i dotknąłem jego kory. Odwróciłem się a za mną była Seeley z swoimi broniami. Jednak wyróżniało coś ją od tej Seeley którą znałem... Wpatrując się w jej ciało,  wbiła we mnie sztylet. Spojrzałem w dół, moje serce... Nagle czas zaczął się cofać... coooofaaaaać! Zamieniłem się z Sorrow miejscami... to ja ją zabiłem, kilkoma uderzeniami nożem w klatkę piersiową.

Obudziłem się lekko spocony. Zauważyłem na swojej ręce bliznę w jakimś kształcie, nie umiałem jej odczytać... ale nigdy wcześniej jej nie było. Nie myśląc jeszcze racjonalnie, cały zaspany położyłem się ponownie. Tym razem nie zasypiając. Leżałem tak długo, gapiąc się w sufit aż dziewczyna obok obudziła się.

Seeley?