Popatrzyłam na Martina wyczekująco. Po krótkim wahaniu chłopak rozłożył skrzydła i wzniósł się w powietrze. Spojrzałam na Nezumi'ego, a on na mnie. Skinął głową i polecieliśmy za szatynem. Lecieliśmy sporo czasu, zanim trafiliśmy do celu. Staliśmy na jednej z "wysypek", które rozłożone były dookoła Świątyni Bogów. Ta była chyba najbardziej zalesiona. Rozejrzałam się i zerknęłam na Nez'a. Był spokojny i opanowany. Czyli Martin nie kombinował.
-To w głębi wyspy-wskazał kierunek dłonią i ruszył przodem. Podążyłam za nim rozglądając się co chwilę. Coś mi tu nie pasowało. Coś było nie tak, czułam to. Poczułam jak Nezumi nachyla się do mnie.
-Spokojnie, wszystko jest okey. Martin nic nie kombinuje-szepnął i wyprostował się. Zerknęłam na niego w tył i pomyślałam "I w tym sęk.. Bo to nie on mnie martwi..". Wiedziałam, że Nez słyszał tą myśl, więc zagadnęłam chłopaka z przodu.
-Czy to nie niebezpiecznie ulokować się przy najbardziej strzeżonym miejscy w Lighttown?
-Strażnicy pilnują tylko Świątyni. Pobliskie wysepki są poza terenem ich patrolu-wzruszył ramionami i zatrzymał się przed drzwiami w skale. Stanęłam na palcach i wyjrzałam zza szatyna by dokładniej przyjrzeć się wejściu. Chłopak zapukał w drzwi, jednak długo nie otrzymywał odpowiedzi. Rozglądnął się i zapukał ponownie tym razem mocniej. Nadal zero odzewu. Spróbował je otworzyć.
-Zamknięte od środka..-mruknął i zaczął pięścią uderzać w drzwi-Max! Max otwieraj!!
-Może śpi?-zaproponował Nezumi rozglądając się za innym wejściem.
-Żartujesz sobie?-szatyn gwałtownie się do nas odwrócił. Był zdenerwowany.-On nie może nawet jeść ze stresu!
Ponownie uderzył w drzwi, jednak bez większego skutku.
-To drewniane drzwi, prawda?-zapytałam, w odpowiedzi otrzymałam tylko kiwnięcie głową.-Sorry za rozwalenie drzwi-mruknęłam i rozwaliłam je jednym ruchem miecza. Martin nie czekając na nic wpadł do środka, jednak już na wejściu cofnął się o krok. Bez słowa weszłam do pomieszczenia i stanęłam nie mogąc dalej się ruszyć. Nez również bez słowa patrzył na powieszone na sznurku ciało Max'a.
-Powiesił się..-szepnął Martin. Słowa skierowany były w pustkę.
-Poczucie winy go zabiło-powiedział chłopak stojący za mną. Spojrzałam na niego, a on tylko skinął głową.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Taking został powiadomiony o całym zajściu. Nam nakazał dokończenie zadania zapominając o tym co widzieliśmy. Trochę nas do przybiło jednak bez zbędnych protestów wróciliśmy do przerwanego zadania. Znalezienie pozostałych apostołów zajęło nam resztę dnia. Skończyliśmy dopiero, gdy słońce chyliło się ku zachodowi.
-Na reszcie koniec-westchnęłam i wrzuciłam listę do kosza.-Nie cierpię takiej roboty..-mruknęłam i nieco pogodniej popatrzyłam na chłopaka.-Masz jakieś plany na ten wieczór? Bo ja z chęcią wybiorę się do miasta ludzi.. Może do klubu..-zastanowiłam się chwilę-Nie, lepiej nie. Znowu się upije i wskoczę pod samochód..
-Wskoczysz?-chłopak popatrzył na mnie lekko unosząc brwi. Spojrzałam na niego uśmiechając się krzywo.
-Naprawdę wskoczyłaś pod samochód już 5 razy?-jego brwi uniosły się jeszcze wyżej. Parsknęłam śmiechem.
-Nie takie rzeczy się robiło po pijaku-zaśmiałam się-To jak? Wybierzesz się ze mną do miasta? Przy okazji mógłbyś coś o sobie opowiedzieć... O podopiecznej i może o tym jak zostałeś Apostołem?-spytałam uśmiechając się słodko i prosząco patrząc na Nezumi'ego z dołu.
Nez? ^^
sobota, 25 lipca 2015
Od Kahir'a c.d. Klary
Myśląc nad odpowiedzią obserwowałem tańczącą parę.
-W sumie... gdybym nie żartował bym nie pytał, tylko działał.
-Zatem to żart?
-Tak, żart. - Odpowiadając puściłem rękę dziewczyny. - To chociaż dasz się namówić na jednego drinka?
-Nie, naprawdę... - W myślach użyłem aerokinezy, aby powietrze "przepchnęło" Klarę bliżej mnie. Teraz była bardzo blisko. Jej brzuch stykał się z moim. Spojrzałem w dół, gdyż dziewczyna była nieco niższa ode mnie. Zaskoczona dziewczyna, nie przeczuwając takiego kroku z mojej strony złapała moje ręce na wysokości łokcia by się nie wywrócić. Kąt moich ust wzrósł, przez co powstał wyraźny uśmiech. Postanowiłem zaryzykować i objąłem dziewczynę w talii. Nie zareagowała, była jakby w jakimś szoku. Powoli, krok za krokiem zaczęliśmy się "kołysać". Nie czując oporu Klary obróciłem ją tyłkiem do siebie i mocno wtuliłem się w jej plecy. A swoją brodę przyłożyłem do jej szyi. Zastanawiałem się czy by nie chwycić ją za biodra, i rękoma sprawić by zaczęła poruszać tyłkiem.
___________
Klara? chyba nie dostanę kopniaka za taki krok? XDD
-W sumie... gdybym nie żartował bym nie pytał, tylko działał.
-Zatem to żart?
-Tak, żart. - Odpowiadając puściłem rękę dziewczyny. - To chociaż dasz się namówić na jednego drinka?
-Nie, naprawdę... - W myślach użyłem aerokinezy, aby powietrze "przepchnęło" Klarę bliżej mnie. Teraz była bardzo blisko. Jej brzuch stykał się z moim. Spojrzałem w dół, gdyż dziewczyna była nieco niższa ode mnie. Zaskoczona dziewczyna, nie przeczuwając takiego kroku z mojej strony złapała moje ręce na wysokości łokcia by się nie wywrócić. Kąt moich ust wzrósł, przez co powstał wyraźny uśmiech. Postanowiłem zaryzykować i objąłem dziewczynę w talii. Nie zareagowała, była jakby w jakimś szoku. Powoli, krok za krokiem zaczęliśmy się "kołysać". Nie czując oporu Klary obróciłem ją tyłkiem do siebie i mocno wtuliłem się w jej plecy. A swoją brodę przyłożyłem do jej szyi. Zastanawiałem się czy by nie chwycić ją za biodra, i rękoma sprawić by zaczęła poruszać tyłkiem.
___________
Klara? chyba nie dostanę kopniaka za taki krok? XDD
![]() |
| To je Grind. xD |
piątek, 24 lipca 2015
Od Sean'a c.d. Seeley
Nie chciałem nic mówić, bo szczerze, kręciło mi się w głowię od tej
ciemności. Wszystko mnie bolało, a ja byłem wkurwiony na maksa.
-A wież co, pieprz się. I nie oczekuj dziękuję, bo nie zasługujesz na nie.-warknąłem i odszedłem w przeciwną stronę.
Miałem ją głęboko w dupie, a szczególnie jej głupią gadkę. Bolała mnie głowa, jak nie wiem co i byłem tak wściekły na tą dziunie, że chętnie bym ją zabił gołymi rękami, ale tylko zacisnąłem zęby i odszedłem nie patrząc za siebie. Nagle wpadłem na jakąś dziewczynę.
-Uważaj jak leziesz!-warknąłem, a moje oczy pociemniały.
Dziewczyna spojrzała na mnie zaskoczona, a ja tylko westchnąłem z frustracją.
-Ktoś tu wstał lewą nogą.-prychnęła rudowłosa dziewczyna, widać, głośniej aby usłyszał.
Nie wytrzymałem, wyciągnąłem swoje ostrze zza pleców i przyłożyłem jej do gardła.
-Jeszcze jedno słowo, a moje ostrze Cię przetnie na wpół.-warknąłem.
Dziewczyna chciała wyciągnąć sztylet, ale zobaczyła, gdzie poszedł mój wzrok i odłożyła.
-Dobra, spokojnie.-powiedziała chłodno, a ja chciałem ją zabić, ale z tego tylko kłopoty.
Odłożyłem ostrze i chciałem odejść, gdy zapytała:
-Jak się nazywasz?
-A co Cię to kur*a obchodzi.-warknąłem.
-Nic. Po prostu jestem ciekawa.-powiedziała i szła za mną.
-A ty jak masz?-zapytałem lodowato, wiedząc, że nie uwolnię się od tej małej.
-Ami.-powiedziała ruda babka, a ja cicho odpowiedziałem:
-Sean. Mogę se już iść.-mruknąłem mając już po kilku zdaniach tej idiotki.
Spojrzała na mnie dziwnie i zapytała:
-A kto Ci zakazuje?
-No... Chodziło mi oto czy możesz przestać gadać i sobie pójść.-powiedziałem lodowato.
Ami? XD Wiem mój jest wkur*iony XD
-A wież co, pieprz się. I nie oczekuj dziękuję, bo nie zasługujesz na nie.-warknąłem i odszedłem w przeciwną stronę.
Miałem ją głęboko w dupie, a szczególnie jej głupią gadkę. Bolała mnie głowa, jak nie wiem co i byłem tak wściekły na tą dziunie, że chętnie bym ją zabił gołymi rękami, ale tylko zacisnąłem zęby i odszedłem nie patrząc za siebie. Nagle wpadłem na jakąś dziewczynę.
-Uważaj jak leziesz!-warknąłem, a moje oczy pociemniały.
Dziewczyna spojrzała na mnie zaskoczona, a ja tylko westchnąłem z frustracją.
-Ktoś tu wstał lewą nogą.-prychnęła rudowłosa dziewczyna, widać, głośniej aby usłyszał.
Nie wytrzymałem, wyciągnąłem swoje ostrze zza pleców i przyłożyłem jej do gardła.
-Jeszcze jedno słowo, a moje ostrze Cię przetnie na wpół.-warknąłem.
Dziewczyna chciała wyciągnąć sztylet, ale zobaczyła, gdzie poszedł mój wzrok i odłożyła.
-Dobra, spokojnie.-powiedziała chłodno, a ja chciałem ją zabić, ale z tego tylko kłopoty.
Odłożyłem ostrze i chciałem odejść, gdy zapytała:
-Jak się nazywasz?
-A co Cię to kur*a obchodzi.-warknąłem.
-Nic. Po prostu jestem ciekawa.-powiedziała i szła za mną.
-A ty jak masz?-zapytałem lodowato, wiedząc, że nie uwolnię się od tej małej.
-Ami.-powiedziała ruda babka, a ja cicho odpowiedziałem:
-Sean. Mogę se już iść.-mruknąłem mając już po kilku zdaniach tej idiotki.
Spojrzała na mnie dziwnie i zapytała:
-A kto Ci zakazuje?
-No... Chodziło mi oto czy możesz przestać gadać i sobie pójść.-powiedziałem lodowato.
Ami? XD Wiem mój jest wkur*iony XD
Od Kahir'a c.d Seeley
Patrząc na zalaną łzami Seeley delikatnie wsunąłem jej głowę między moją klatką piersiową, a szyją. Poczułem mocny nacisk ze strony dziewczyny, głęboko się we mnie wtuliła. Czując trochę braku komfortu rzekłem:
-No Seeley, nawet gdybyśmy zdążyli ktoś by odniósł ranę. Tchórz uciekł... Nie przejmuj się, teraz jest w lepszym świecie.
-Heh, masz rację... - Uśmiechnęła się nieco sztucznie, ale nadal nie oddaliła swojej głowy od mojego ciała.
-A możesz już mnie tak nie gnieść? Bo jak ty to powiedziałaś przy fontannie? Stanie mi. - Uniosłem dwoma palcami brodę dziewczyny, tak aby spojrzała mi w oczy. Niespodziewanie jej skromną twarz wypełnił uśmiech.
-Pff...
-Zwłaszcza, że masz według mnie trochę skąpy strój. A w dodatku siedzisz na mnie rozkrokiem.
-Zbok. - Krzyknęła, a następnie bez zawahania co dziwne sprzedała mi lekkiego liścia. - A jeśli nie mam ochoty?
-Mam przez to coś rozumieć? - Wyszczerzyłem się. Dziewczyna posmutniała jakby mówiła sobie w myślach, że nie umie zamknąć swojej mordy, ugryźć się za język.
-NIE! - Na moje słowa od razu wstała i odeszła kilka kroków. Podeszła do zwłok Panny O'Nail. Ocierając łzy po Rosaline dodała: - Trzeba ją zabrać do Taking'a.
Bezzwłocznie przerzuciłem ciało martwej dziewczyny przez swoje ramię. Chciałem się wraz z Sorrow przeteleportować do Lighttown. Jednak coś blokowało ową moc i nie mogliśmy się tam przedostać.
-Jakieś pole przez tamtego potwora...
-Musimy jakoś wyjść. Tu jest jakiś korytarz, a dalej schody. - Spojrzałem w ciemną uliczkę. Nie do końca wiedziałem czy można tamtędy iść, ale co zrobić? Nie było innego wyjścia. Zagłębiając się w dziurę ciemności zacząłem dotykać ścian w poszukiwaniu chociażby pochodni. A w sumie... i tak nie miałem zapalniczki bądź zapałek. Panowała cisza, słyszałem tylko kroki Spyker oraz moje sapanie przez ciężkie ciało zmarłej kobiety. Po około pięciu minutach schody się skończyły. Zauważyłem zapalone pochodnie. Były rozstawione tak aby oświetlać okrąg na który się napotkaliśmy.
-Co to?
-Może jakiś pentagram? Czuję czyjąś obecność. - Syknęła po cichutku Seeley. Wyprzedziła mnie o trzy kroki. Chwyciła jedną z pochodni oświetlając ściany pomieszczenia.- Patrz.
-Gdyby oświetlić całe to coś, wyszłaby jakaś historyjka. Prawda? - Zapytałem przyglądając się obrazkom. Dotknąłem lekko fragment malowidła. Sprawdziłem palce, były całe brudne od kurzu. Moja towarzyszka ruszyła głębiej poznając bieg historii.
Nagle stanąłem. Poczułem pod nogami coś okrągłego. To "coś" ruszyło się wysuwając się spod mojej pięty. Ukucnąłem i sprawdziłem... zauważyłem dosyć dużą pajęczynę.
-Seeley? - Zawołałem ją z przerażonym głosem. - Czy jest możliwość, aby ktoś przeżył w tych ciemnościach?
-Chyba nie, a co? - Powiedziała obojętnie. Odwróciłem się. Patrząc na wprost zauważyłem wielkie stopy. Zacząłem spoglądać w górę. Im wyżej patrzyłem widziałem nogi, stawy... aż sześć nóg? Czekaj! to były odnóża... Zerknąłem jeszcze wyżej. Zauważyłem szare, dwie kulki... to odwłoki?! A skoro.... spojrzałem jeszcze wzwyż. Wielkie oczy, szczęki...
- OGROMNY PAJĄK! - Krzyknąłem. Reakcja dziewczyny była prosta, natychmiast spojrzała w moją stronę. Tuż po moim okrzyku pająk pokazał zawartość w swojej paszczy, przy okazji wydał straszny dźwięk. - Masz przy sobie jakieś bronie, tak?
-Nie gadaj, wiej! - Dobra rada, w samą porę... TFU! Pajęczak zaatakował moją osobę. Uciekłem za jeden z wielu filarów. Jakimś cudem przez przypadek upuściłem martwe ciało. Musiałem się po nie cofnąć. W tym czasie Spyker próbowała odwrócić uwagę potwora rzucając w niego jakimiś kamieniami. Wycofałem się ze zwłokami ponownie za filar. Odłożyłem je a następnie cofnąłem. Nagle poczułem z tyłu pajęczynę. Była obleśna, lepka.. aż ciarki mi przeszły po ciele. Odwróciłem się, znalazłem chyba gniazdo wielkiego pająka. Mając przy sobie jakiś nóż wyszedłem zza filara trzymając jedno z jaj.
-Ty, pajączku! - Krzyknąłem do niego, a on się odwrócił i spojrzał na moją rękę w której trzymałem jego "dziecko". Przystawiłem do jaja nóż... natychmiast zostawił Seeley i z ponownym strasznym, głośnym syczeniem na mnie stanął przede mną. Zagryzłem zęby, mając nadzieję, że mnie nie zabije. Gdy chciał zaatakować przysunąłem nóż bliżej. Od razu się zatrzymał...
__________
Seeley? Pajączek boi się o dzidzie *-*
-No Seeley, nawet gdybyśmy zdążyli ktoś by odniósł ranę. Tchórz uciekł... Nie przejmuj się, teraz jest w lepszym świecie.
-Heh, masz rację... - Uśmiechnęła się nieco sztucznie, ale nadal nie oddaliła swojej głowy od mojego ciała.
-A możesz już mnie tak nie gnieść? Bo jak ty to powiedziałaś przy fontannie? Stanie mi. - Uniosłem dwoma palcami brodę dziewczyny, tak aby spojrzała mi w oczy. Niespodziewanie jej skromną twarz wypełnił uśmiech.
-Pff...
-Zwłaszcza, że masz według mnie trochę skąpy strój. A w dodatku siedzisz na mnie rozkrokiem.
-Zbok. - Krzyknęła, a następnie bez zawahania co dziwne sprzedała mi lekkiego liścia. - A jeśli nie mam ochoty?
-Mam przez to coś rozumieć? - Wyszczerzyłem się. Dziewczyna posmutniała jakby mówiła sobie w myślach, że nie umie zamknąć swojej mordy, ugryźć się za język.
-NIE! - Na moje słowa od razu wstała i odeszła kilka kroków. Podeszła do zwłok Panny O'Nail. Ocierając łzy po Rosaline dodała: - Trzeba ją zabrać do Taking'a.
Bezzwłocznie przerzuciłem ciało martwej dziewczyny przez swoje ramię. Chciałem się wraz z Sorrow przeteleportować do Lighttown. Jednak coś blokowało ową moc i nie mogliśmy się tam przedostać.
-Jakieś pole przez tamtego potwora...
-Musimy jakoś wyjść. Tu jest jakiś korytarz, a dalej schody. - Spojrzałem w ciemną uliczkę. Nie do końca wiedziałem czy można tamtędy iść, ale co zrobić? Nie było innego wyjścia. Zagłębiając się w dziurę ciemności zacząłem dotykać ścian w poszukiwaniu chociażby pochodni. A w sumie... i tak nie miałem zapalniczki bądź zapałek. Panowała cisza, słyszałem tylko kroki Spyker oraz moje sapanie przez ciężkie ciało zmarłej kobiety. Po około pięciu minutach schody się skończyły. Zauważyłem zapalone pochodnie. Były rozstawione tak aby oświetlać okrąg na który się napotkaliśmy.
-Co to?
-Może jakiś pentagram? Czuję czyjąś obecność. - Syknęła po cichutku Seeley. Wyprzedziła mnie o trzy kroki. Chwyciła jedną z pochodni oświetlając ściany pomieszczenia.- Patrz.
-Gdyby oświetlić całe to coś, wyszłaby jakaś historyjka. Prawda? - Zapytałem przyglądając się obrazkom. Dotknąłem lekko fragment malowidła. Sprawdziłem palce, były całe brudne od kurzu. Moja towarzyszka ruszyła głębiej poznając bieg historii.
Nagle stanąłem. Poczułem pod nogami coś okrągłego. To "coś" ruszyło się wysuwając się spod mojej pięty. Ukucnąłem i sprawdziłem... zauważyłem dosyć dużą pajęczynę.
-Seeley? - Zawołałem ją z przerażonym głosem. - Czy jest możliwość, aby ktoś przeżył w tych ciemnościach?
-Chyba nie, a co? - Powiedziała obojętnie. Odwróciłem się. Patrząc na wprost zauważyłem wielkie stopy. Zacząłem spoglądać w górę. Im wyżej patrzyłem widziałem nogi, stawy... aż sześć nóg? Czekaj! to były odnóża... Zerknąłem jeszcze wyżej. Zauważyłem szare, dwie kulki... to odwłoki?! A skoro.... spojrzałem jeszcze wzwyż. Wielkie oczy, szczęki...
- OGROMNY PAJĄK! - Krzyknąłem. Reakcja dziewczyny była prosta, natychmiast spojrzała w moją stronę. Tuż po moim okrzyku pająk pokazał zawartość w swojej paszczy, przy okazji wydał straszny dźwięk. - Masz przy sobie jakieś bronie, tak?
-Nie gadaj, wiej! - Dobra rada, w samą porę... TFU! Pajęczak zaatakował moją osobę. Uciekłem za jeden z wielu filarów. Jakimś cudem przez przypadek upuściłem martwe ciało. Musiałem się po nie cofnąć. W tym czasie Spyker próbowała odwrócić uwagę potwora rzucając w niego jakimiś kamieniami. Wycofałem się ze zwłokami ponownie za filar. Odłożyłem je a następnie cofnąłem. Nagle poczułem z tyłu pajęczynę. Była obleśna, lepka.. aż ciarki mi przeszły po ciele. Odwróciłem się, znalazłem chyba gniazdo wielkiego pająka. Mając przy sobie jakiś nóż wyszedłem zza filara trzymając jedno z jaj.
-Ty, pajączku! - Krzyknąłem do niego, a on się odwrócił i spojrzał na moją rękę w której trzymałem jego "dziecko". Przystawiłem do jaja nóż... natychmiast zostawił Seeley i z ponownym strasznym, głośnym syczeniem na mnie stanął przede mną. Zagryzłem zęby, mając nadzieję, że mnie nie zabije. Gdy chciał zaatakować przysunąłem nóż bliżej. Od razu się zatrzymał...
__________
Seeley? Pajączek boi się o dzidzie *-*
Od Manon c.d. Miyu
Siedziałam na krańcu dachu jednego z najwyższych budynków w Nyasume i obserwowałam jak co kilka minut ciemne burzowe niebo przecina jasna błyskawica. Następnie zamykałam oczy i wsłuchiwałam się w grzmot, który rozbrzmiewał ponad budynkami miasta. Z góry obserwowałam jak ludzie w popłochu uciekają przed deszczem. Ja kochałam deszcz. Nie było na świecie lepszego uczucia niż krople deszczu spadające na twarz i usta. Deszcz bardzo szybko mieszał się ze łzami..
Po raz ostatni spojrzałam w dół i zrobiłam krok w przód. Nim doleciałam do pierwszego od góry okna zmieniłam się w kruka i wzleciałam pod chmury. Postanowiłam jeszcze raz zajrzeć do szpitala do mojej podopiecznej. Tak na wszelki wypadek.
Wylądowałam na parapecie i zaglądnęłam do sali. Zobaczyłam małą, chudziutką piętnastolatkę leżącą na łóżku i rozmawiającą z jakimś chłopakiem, który siedział obok na krześle. Po jego ubraniu domyśliłam się, że też jest ze szpitala. Elizabeth śmiała się radośnie jak nigdy wcześniej. Widziałam na jej twarzy wymalowane szczęście. Chłopak również tryskał radością. Uśmiechnęłam w duchu i wzleciałam ponownie w powietrze.
Lighttown. Cudowne miejsce. Tu staje się innym człowiekiem. Dosłownie. Rozejrzałam się w poszukiwaniu jakichś apostołów. Zauważyłam dwóch mężczyzn, więc podeszłam do nich i od razu zaczęłam z nimi flirtować. Już po pierwszych słowach zaczęli się ślinić. Ukradkiem przewróciłam oczami. I dokładnie w tym samym momencie coś za nami uderzyło w drzewo. Odwróciliśmy się jak na polecenie. Zobaczyłam jak jakaś dziewczyna się podnosi i śmieje do siebie. Domyśliłam się, że to ona przywaliła w drzewo. Mężczyźni z pogardą pokręcili głowami i odeszli zostawiając mnie na moją prośbę. Podeszłam do dziewczyny i stanęłam przed nią.
-Hejka-powiedziałam z uśmiechem.
-Hej-odpowiedziała i zaśmiała się ponownie najprawdopodobniej przypominając sobie moment zderzenia z drzewem.
-Nie udane lądowanie?-spytałam patrząc na drzewo.
-Źle odmierzona odległość-zaśmiała się. Pokiwałam głową.
-Nie znam cię.. Jak masz na imię?-spytała wybijając mnie z potoku myśli. Popatrzyłam na nią nie mogąc na początku zrozumieć o co pyta.
-Manon-uśmiechnęłam się lekko. "A przynajmniej część mnie się tak nazywa.." dodałam w myślach.
-Miło mi, ja jestem Miyu-podała mi rękę. Uścisnęłam jej dłoń i spytałam
-Zmieniasz się w wilka czy coś.. Prawda? Bo nie potrafię wyobrazić sobie jak mogłabyś to zrobić w tej postaci-zaśmiałam się wyobrażając sobie to.
Miyu? :)
Po raz ostatni spojrzałam w dół i zrobiłam krok w przód. Nim doleciałam do pierwszego od góry okna zmieniłam się w kruka i wzleciałam pod chmury. Postanowiłam jeszcze raz zajrzeć do szpitala do mojej podopiecznej. Tak na wszelki wypadek.
Wylądowałam na parapecie i zaglądnęłam do sali. Zobaczyłam małą, chudziutką piętnastolatkę leżącą na łóżku i rozmawiającą z jakimś chłopakiem, który siedział obok na krześle. Po jego ubraniu domyśliłam się, że też jest ze szpitala. Elizabeth śmiała się radośnie jak nigdy wcześniej. Widziałam na jej twarzy wymalowane szczęście. Chłopak również tryskał radością. Uśmiechnęłam w duchu i wzleciałam ponownie w powietrze.
Lighttown. Cudowne miejsce. Tu staje się innym człowiekiem. Dosłownie. Rozejrzałam się w poszukiwaniu jakichś apostołów. Zauważyłam dwóch mężczyzn, więc podeszłam do nich i od razu zaczęłam z nimi flirtować. Już po pierwszych słowach zaczęli się ślinić. Ukradkiem przewróciłam oczami. I dokładnie w tym samym momencie coś za nami uderzyło w drzewo. Odwróciliśmy się jak na polecenie. Zobaczyłam jak jakaś dziewczyna się podnosi i śmieje do siebie. Domyśliłam się, że to ona przywaliła w drzewo. Mężczyźni z pogardą pokręcili głowami i odeszli zostawiając mnie na moją prośbę. Podeszłam do dziewczyny i stanęłam przed nią.
-Hejka-powiedziałam z uśmiechem.
-Hej-odpowiedziała i zaśmiała się ponownie najprawdopodobniej przypominając sobie moment zderzenia z drzewem.
-Nie udane lądowanie?-spytałam patrząc na drzewo.
-Źle odmierzona odległość-zaśmiała się. Pokiwałam głową.
-Nie znam cię.. Jak masz na imię?-spytała wybijając mnie z potoku myśli. Popatrzyłam na nią nie mogąc na początku zrozumieć o co pyta.
-Manon-uśmiechnęłam się lekko. "A przynajmniej część mnie się tak nazywa.." dodałam w myślach.
-Miło mi, ja jestem Miyu-podała mi rękę. Uścisnęłam jej dłoń i spytałam
-Zmieniasz się w wilka czy coś.. Prawda? Bo nie potrafię wyobrazić sobie jak mogłabyś to zrobić w tej postaci-zaśmiałam się wyobrażając sobie to.
Miyu? :)
Bardziej na luzie
Ostatnio Kahir ma fale pomysłów, tak więc przedstawiam Wam kolejny ;)
Myśleliśmy nad konkursem. Polegałby on na tym, że każdy z Was (my też c: ) dostaje rozkaz od Taking'a. Przykład: Kahir'ze napisz 450 słów o naszym zacnym mieście.
To przykład z rozmowy C;
I każdy członek tego bloga dostałby tego typu zadanie. "Rozkaz" był by oczywiście dobrowolny i każdy miałby inne zadanie.
Problem jest jeden: NAGRODY.
A raczej brak pomysłu na nagrody. Bo cóż może być nagrodą dla Aniołów, które mają wszystko. Pomijamy fakt, że nie mamy waluty i sklepiku. Oczywiście można by stworzyć jedno i drugie, tylko.. Co umieścić w sklepiku? Eliksir nieśmiertelności? Dla kogoś kto i tak nie żyje? (wiadomo o co chodzi) Jakieś błyskotki przynoszące szczęście? I tak to my decydujemy czy je mamy czy nie. To taki sam problem jak z prezentem dla Barbie o.O XDDD NIE PYTAJCIE ;-;
Tak więc, zadanie dla Was. Wymyślić nagrody do konkursu. Najlepsze propozycje wykorzystamy i nagrodzimy.. Najprawdopodobniej ^^'
Myśleliśmy nad konkursem. Polegałby on na tym, że każdy z Was (my też c: ) dostaje rozkaz od Taking'a. Przykład: Kahir'ze napisz 450 słów o naszym zacnym mieście.
To przykład z rozmowy C;
I każdy członek tego bloga dostałby tego typu zadanie. "Rozkaz" był by oczywiście dobrowolny i każdy miałby inne zadanie.
Problem jest jeden: NAGRODY.
A raczej brak pomysłu na nagrody. Bo cóż może być nagrodą dla Aniołów, które mają wszystko. Pomijamy fakt, że nie mamy waluty i sklepiku. Oczywiście można by stworzyć jedno i drugie, tylko.. Co umieścić w sklepiku? Eliksir nieśmiertelności? Dla kogoś kto i tak nie żyje? (wiadomo o co chodzi) Jakieś błyskotki przynoszące szczęście? I tak to my decydujemy czy je mamy czy nie. To taki sam problem jak z prezentem dla Barbie o.O XDDD NIE PYTAJCIE ;-;
Tak więc, zadanie dla Was. Wymyślić nagrody do konkursu. Najlepsze propozycje wykorzystamy i nagrodzimy.. Najprawdopodobniej ^^'
Dobrych pomysłów,
Seeley
Dopiska ode mnie #Kahir
Chodziło mi o to, że każdy byłby na równi. Rozkaz to rozkaz ( w sumie nie, że konkurs). A za wykonanie swojego zadania byłoby wynagradzane c:
Takie "rozkazy" bywałyby z dwa razy na miesiąc, może raz. (zależy ile nasz blog wytrzyma. xD)
Od Klary c.d. Kahir'a
Muszę przyznać, że w barze nie było tak źle, a nawet więcej - podobało mi się i to bardzo. Do czasu. W pewnym momencie zauważyłam, że w lokalu są moi znajomi z ośrodka, w którym mieszkał mój podopieczny i po części ja (w sumie wszyscy myślą, że jestem jego normalnym mieszkańcem). Nie mogłam udawać, że ich nie widzę, gdyż oni od razu mnie zauważyli i zaczęli wołać do siebie. A ja po prostu nie chciałam, że ktokolwiek zauważył mnie w tego typu lokalu. Plotki szybko się rozchodzą i nie miałam wątpliwości, że dotrą również do Charlie'ego, a mój przyjaciel jak dotychczas miał mnie za idealną. Co pomyśli sobie o mnie wiedząc, że bywam w takich miejscach? (To był mój pierwszy raz, ale wiadomo, że nikt zapewne mi nie uwierzy.)
- Klara, zatańczysz ze mną Grinding'a? - Usłyszałam nagle głos Kahir'a, gdy już dłuższą chwilę rozmawiałam z moimi znajomymi. Odwróciłam się w stronę chłopaka i spojrzałam na niego zdziwiona.
- Grin... co? - Zapytałam marszcząc czoło. Tak jak już mówiłam - dyskoteki to nie moja bajka i nie mam pojęcia o żadnych rodzajach tańca i te pe i te de, dlatego nie wiedziałam o czym mówi Kahir.
- Widzisz tamtą parę? - Złapał mnie za rękę i ruchem głowy wskazał mi jakaś dwójkę, która wyginała się na parkiecie. No nie powiem, żeby spodobał mi się sposób w jaki "tańczyli". - To jest właśnie Grinding.
- Żartujesz? - Zerknęłam na niego podejrzliwie.
Kahir? Żartujesz czy nie? xD
- Klara, zatańczysz ze mną Grinding'a? - Usłyszałam nagle głos Kahir'a, gdy już dłuższą chwilę rozmawiałam z moimi znajomymi. Odwróciłam się w stronę chłopaka i spojrzałam na niego zdziwiona.
- Grin... co? - Zapytałam marszcząc czoło. Tak jak już mówiłam - dyskoteki to nie moja bajka i nie mam pojęcia o żadnych rodzajach tańca i te pe i te de, dlatego nie wiedziałam o czym mówi Kahir.
- Widzisz tamtą parę? - Złapał mnie za rękę i ruchem głowy wskazał mi jakaś dwójkę, która wyginała się na parkiecie. No nie powiem, żeby spodobał mi się sposób w jaki "tańczyli". - To jest właśnie Grinding.
- Żartujesz? - Zerknęłam na niego podejrzliwie.
Kahir? Żartujesz czy nie? xD
It's time for Fun or Death..?
Na wstępie zastrzegam, że do stworzenia tej postaci zainspirowała mnie Ami, pokazując tą piosenkę. Mam nadzieje, że nie masz mi za złe, że w pewnym sensie ją wykorzystałam;)
+ mały dodatek w KP Seeley
+ mały dodatek w KP Seeley
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zdjęcie w mieście apostolskim:

Zdjęcie podczas czuwania:
Imię: Manon alias Iris (ma dwa imiona, oddzielne dla obu światów i postaci)
Wiek: 17 lat
Płeć: Kobieta
Charakter: Dziewczyna ma rozdwojenie jaźni, w najdosłowniejszym tego słowa znaczeniu.
Jest Manon, anielica mieszkająca w Lighttown. Jest duszą towarzystwa, wszędzie można ją znaleźć. Zagada do każdego spotkanego na ulicy, bez względu na to czy go zna czy nie, ile ma lat czy jaką ma płeć. Lubi uwodzić apostołów, jednak unika związków długodystansowych. Sama uważa siebie za odzwierciedlenie typowego "ziemskiego faceta", który co tydzień zmienia dziewczynę.
Jest też Iris, dziewczyna "z nikąd" z poszarpaną psychiką. Najlepiej czuje się w samotności lub pilnując podopiecznej pod postacią kota. Boi się ludzi, nie lubi rozmawiać z innymi. Ciągle ma wrażenie, że ciągle wszyscy się z niej śmieją, że każdy z niej kpi i wciąż ją obserwuje. Nie ma ani krzty pewności siebie czy dobrej samooceny. Jest bardzo krytyczna, zwłaszcza w stosunku do siebie samej. Zawsze problem widzi w sobie, uważa, że to ona jest winna całemu złu, które jest na Ziemi i prędzej przeprosi kogoś za to, że on ją popchnął niż powie cokolwiek innego. Iris już niejednokrotnie przepraszała innych za to, że czuje i żyje.
Jest Manon, anielica mieszkająca w Lighttown. Jest duszą towarzystwa, wszędzie można ją znaleźć. Zagada do każdego spotkanego na ulicy, bez względu na to czy go zna czy nie, ile ma lat czy jaką ma płeć. Lubi uwodzić apostołów, jednak unika związków długodystansowych. Sama uważa siebie za odzwierciedlenie typowego "ziemskiego faceta", który co tydzień zmienia dziewczynę.
Jest też Iris, dziewczyna "z nikąd" z poszarpaną psychiką. Najlepiej czuje się w samotności lub pilnując podopiecznej pod postacią kota. Boi się ludzi, nie lubi rozmawiać z innymi. Ciągle ma wrażenie, że ciągle wszyscy się z niej śmieją, że każdy z niej kpi i wciąż ją obserwuje. Nie ma ani krzty pewności siebie czy dobrej samooceny. Jest bardzo krytyczna, zwłaszcza w stosunku do siebie samej. Zawsze problem widzi w sobie, uważa, że to ona jest winna całemu złu, które jest na Ziemi i prędzej przeprosi kogoś za to, że on ją popchnął niż powie cokolwiek innego. Iris już niejednokrotnie przepraszała innych za to, że czuje i żyje.
Moce: Śpiewem potrafi zabić (odpowiednio manewrując głosem), zmiennokształtność.
Podopieczny: Elisabeth Crown
Stanowisko: Zielarz
Partner: ---
Dodatkowe info: Jej podopieczna mieszka w szpitalu, ponieważ jest śmiertelnie chora. Najczęściej przebywa pod postacią kota. Kocha burze i deszcz, nie przepada za słońcem, dlatego wtedy najczęściej siedzi w pomieszczeniu. Jako Iris zawsze chodzi w bluzkach z długim rękawami zakrywając pocięte dłonie. Już kilkukrotnie próbowała odebrać sobie życie.
Kieruje: Miśka098
PRZYPOMNIENIE
Przypominam wszystkim o zaakceptowaniu regulaminu! Każdy członek bloga ma obowiązek napisać komentarz pod Regulaminem o zaakceptowaniu go i obietnicy przestrzegania go!
Nie zrobili tego jeszcze:
Sayuri
Ami
Domenika
Miyu
Komentarz ma się znaleźć pod Regulaminem!
Tak będę Was o to ścigać.
Więcej o tym w tym poście ---> POST
Nie zrobili tego jeszcze:
Sayuri
Ami
Domenika
Miyu
Komentarz ma się znaleźć pod Regulaminem!
Tak będę Was o to ścigać.
Więcej o tym w tym poście ---> POST
Seeley
Od Miyu
Dzień zapowiadał się wyjątkowo spokojnie. Wstałam energicznie lecz z
gracją z kamienia i w biegu zmieniłam się w wilka. Niestety nieco źle
oceniłam odległość między kamieniem a drzewem i srruu w drzewo. Biedne
drzewko zwalone a ja nie moge powstrzymać chichotu. Może to dość
dziecinne ale cała ta sytuacje wydawała mi się ogromnie śmieszna.
Obróciłam się na brzuch i z powrotem zmieniła w anioła. Dopiero teraz
zauważyłam, że kilka apostołów patrzy na mnie z pogardą. Wysłałam im
wyzywające spojrzenie na co odwrócili się i tylko pokręcili głowami.
Tylko jeden został. Właściwie to go nie znałam. To chyba była kobieta,
chociaż jakoś nie mogłam się przyjrzeć jej/jego twarzy bo zaraz przed
nosem przeleciał mi jakiś ptak i przymknęłam oczy. Gdy znów je
otworzyłam Apostoł stał przede mną.
( Ktoś? )
( Ktoś? )
Oto Miyu!
Zdjęcie w mieście apostolskim:
Zdjęcie podczas czuwania:

Imię: Miyu
Wiek: 17 lat
Płeć: Kobieta
Charakter: Miyu jest miła i towarzyska. Zdarzy jej się popaść w konflikty ale raczej ich unika. Zawsze ma własne zdanie i raczej nie kieruje się uwagami innych jeśli nie uzna ich za słuszne. Nie jest też gadułą, lecz nienawidzi aniołów, którzy nic nie gadają. ,,Zapomniałeś języka w gębie czy co?! ". Nie interesuje się ludźmi, jakby mogła nie poświęcała by im w ogóle czasu, ale co poradzić, taka praca.
Moce: Tworzenie portali, czytanie w myślach, kontrolowanie emocji innych
Podopieczny: Izuri Miko
Stanowisko: Tropiciel
Partner: czy ja wiem
Dodatkowe info: Lubi ubierać się w stylu gotyckim, niekiedy miesza kilka stylów.
Kieruje: swinka morska3000
Od Nezumi'ego c.d. Seeley
Chłopak nieco już zakłopotany wydał swego znajomego. Seeley zrobiła
wielkie oczy o mało nie krztusząc się powietrzem. Nie jestem bezdusznym
skurwielem, dla którego taka informacja jest obojętna. Zabicie
podopiecznej to największy grzech jaki można chyba popełnić. Nie wiem.
bo jakoś specjalnie nie badałem naszych praw i obowiązków.
-Żartujesz teraz?- wydała w końcu z siebie głos, który brzmiał, jakby w każdej chwili miał się urwać.-Zdajesz sobie sprawę, że jeśli to kłamstwo...
-Obawiam się, że mówi prawdę- wtrąciłem chłodno, wiedząc, że Seeley gotowa jest go uderzyć, by mieć pewność.
Martin spojrzał na mnie naburmuszony, po czym szybko powrócił wzrokiem na dziewczynę.
-Już chyba wiem po co Taking poszukiwał chłopaka-mruknęła, patrząc w próżnie.
-On wie co zrobił Max?- wzdrygnął się.
-Skąd ja to mam wiedzieć.
-Nie ważne, czy Taking wie, czy się domyśla, czy żyje w nieświadomości czynu dokonanego, przez tego imbecyla. Pokażesz nam w końcu, gdzie się ten szczeniak ukrywa, bo zaczynam mieć go dość- rzuciłem chłodnym spojrzeniem na apostoła.
Z założonymi rękami wyczekiwałem odpowiedzi. Nie dla siebie, bo już ją znałem. Czekałem po prostu, aż Seeley dowie się o jego decyzji i powie co dalej.
<Seeley?>
-Żartujesz teraz?- wydała w końcu z siebie głos, który brzmiał, jakby w każdej chwili miał się urwać.-Zdajesz sobie sprawę, że jeśli to kłamstwo...
-Obawiam się, że mówi prawdę- wtrąciłem chłodno, wiedząc, że Seeley gotowa jest go uderzyć, by mieć pewność.
Martin spojrzał na mnie naburmuszony, po czym szybko powrócił wzrokiem na dziewczynę.
-Już chyba wiem po co Taking poszukiwał chłopaka-mruknęła, patrząc w próżnie.
-On wie co zrobił Max?- wzdrygnął się.
-Skąd ja to mam wiedzieć.
-Nie ważne, czy Taking wie, czy się domyśla, czy żyje w nieświadomości czynu dokonanego, przez tego imbecyla. Pokażesz nam w końcu, gdzie się ten szczeniak ukrywa, bo zaczynam mieć go dość- rzuciłem chłodnym spojrzeniem na apostoła.
Z założonymi rękami wyczekiwałem odpowiedzi. Nie dla siebie, bo już ją znałem. Czekałem po prostu, aż Seeley dowie się o jego decyzji i powie co dalej.
<Seeley?>
Od Kahir'a c.d Klary
Uśmiechnąłem się "zachęcająco" i chwyciłem rękę dziewczyny. Zerkając na lekko zarumienioną dziewczynę (huehue ^^) wprowadziłem ją w głąb lokalu. Było widoczne to, że zabawa się dopiero rozpoczyna. Mało ludzi, bez tłoku... z łatwością przedostaliśmy się do baru. Z każdą minutą przybywało coraz więcej ludzi. Zaczęła także grać muzyka.
-Podać coś? - Zapytała barmanka w naszą stronę.
-Dwie... jedną tequile i pepsi. - Zająknąłem się. Chwilę później podano nam zamówienie. Klara była lekko skrępowana. Było to widać przy tym, jak chwyciła napój i sztywno rozglądała się.
-Na pewno nie chcesz nic na rozgrzewkę? Ja płacę. - Uśmiechnąłem się.
-Nie dziękuje.
-Jak chcesz, zawsze mogę się podzielić. - Po clubie rozbrzmiał dźwięk jednej z moich ulubionych nut. Odstawiłem natychmiast drinka i zaciągnąłem Klarę na środek clubu gdzie prawie wszyscy tańczyli.
-Chyba się nie boisz, co? - Spojrzałem na nią z przymrożonymi oczami.
-Nie. - Odpowiedziała z dumą. Ruszyłem głową przytakując. Niebieskowłosa dziewczyna zaczęła tańczyć. Jak reszta gestykulowała rękoma, oraz "namiętnie" poruszała tyłkiem. Nawet nie wiedziałem, że bez alkoholu także można się tak bawić. Tańcząc w tłumie powoli gubiłem widok mojej znajomej. Odszedłem z powrotem do baru. Tuż po chwili zauważyłem Klarę przy stanowisku DJ'a. Zdawało mi się, że spotkała swoich znajomych ponieważ była tam grupka z którą balowała. Nawet znalazła się tam para, co tańczyła "Grinding'a".
__________
Klaro? potańczysz ze mną Grinding'a? xD
-Podać coś? - Zapytała barmanka w naszą stronę.
-Dwie... jedną tequile i pepsi. - Zająknąłem się. Chwilę później podano nam zamówienie. Klara była lekko skrępowana. Było to widać przy tym, jak chwyciła napój i sztywno rozglądała się.
-Na pewno nie chcesz nic na rozgrzewkę? Ja płacę. - Uśmiechnąłem się.
-Nie dziękuje.
-Jak chcesz, zawsze mogę się podzielić. - Po clubie rozbrzmiał dźwięk jednej z moich ulubionych nut. Odstawiłem natychmiast drinka i zaciągnąłem Klarę na środek clubu gdzie prawie wszyscy tańczyli.
-Chyba się nie boisz, co? - Spojrzałem na nią z przymrożonymi oczami.
-Nie. - Odpowiedziała z dumą. Ruszyłem głową przytakując. Niebieskowłosa dziewczyna zaczęła tańczyć. Jak reszta gestykulowała rękoma, oraz "namiętnie" poruszała tyłkiem. Nawet nie wiedziałem, że bez alkoholu także można się tak bawić. Tańcząc w tłumie powoli gubiłem widok mojej znajomej. Odszedłem z powrotem do baru. Tuż po chwili zauważyłem Klarę przy stanowisku DJ'a. Zdawało mi się, że spotkała swoich znajomych ponieważ była tam grupka z którą balowała. Nawet znalazła się tam para, co tańczyła "Grinding'a".
__________
Klaro? potańczysz ze mną Grinding'a? xD
Od Domeni
Wzięłam kartkę i ołówek . Poszłam nad Oczko . Było cicho, spokojnie . Atmosfera która tu panowała była inspirująca. Zaczęłam rysować ten oto piękny krajobraz . Widziałam kilku apostołów zmierzających do wrot do świata Ludzi . Gdy tak rysowałam , poczułam jak zmienia mi się ręka. Szybko leciałam żeby się ukryć . Wleciałam do jakiegoś zamku , nie zdążyłam spojrzeć jaki to zamek . Weszłam w ostatniej chwili do jakieś komnaty . Znowu zmieniłam się w to . Czułam się dziwnie zmęczona . Siadłam na podłogę i zasnęłam . Kiedy się obudziłam , byłam w postaci apostoła i był ktoś przede mną . Powiedział :
- Nic ci nie jest ?
- Nie . Jestem Domenika . A ty ?
[Ktoś]
czwartek, 23 lipca 2015
Oto Domenika!
Zdjęcie w mieście apostolskim:
Normalnie
Normalnie
Taka jaka się urodziła

Zdjęcie podczas czuwania:

Imię: Domenika
Wiek: 18
Płeć: Kobieta
Charakter: Jest raczej towarzyska . Uparta to jej mocna cecha . Ma wielkie , a raczej zabójcze xD poczucie humoru . Odważna , tajemnicza i nieprzewidywalna oraz czasami
romantyczna . Jej przyjacielem jest jej podopieczny Bill , choć on
czuje coś więcej . Domenika ma pewną tajemnicę , którą nimomu nie może
powiedzieć ; Urodziła się po stronie zła . Przybrała postać Apostoła ,
żeby walczyć ze swoimi , bo nigdy nie chciała być zła . Jednak czasami
jej przemiana słabnie i zmienia się w postać którą się urodziła . Zawsze
ucieka w miejsce , gdzie nikogo nie ma , żeby ją nie posądzono o
szpiegowanie . Ale też pilnuje , żeby nikt jej nie rozpoznał ze złych .
Moce: Niewidzialność , Telepatia , Transformacja , Materializacja
Podopieczny: Bill Caster
Stanowisko: Strażnik bram do Lighttown
Partner: podoba jej się Nezumi
Dodatkowe info: Uwielbia zwierzęta magiczne , jak i te normalne . W świecie ludzi ma oswojonego wilka Dominika
Kieruje: donia2601
Moce: Niewidzialność , Telepatia , Transformacja , Materializacja
Podopieczny: Bill Caster
Stanowisko: Strażnik bram do Lighttown
Partner: podoba jej się Nezumi
Dodatkowe info: Uwielbia zwierzęta magiczne , jak i te normalne . W świecie ludzi ma oswojonego wilka Dominika
Kieruje: donia2601
Subskrybuj:
Posty (Atom)
