Udałam, że zastanawiam się nad tą kuszącą propozycją, chociaż od razu wiedziałam co odpowiem.
- Jasne - Zaśmiałam się pobudzona propozycją. Szliśmy uliczkami
Lighttown'u co jakiś czas oglądając się za ciekawszymi apostołami.
Przyzwyczajenie. Jak już zdążyłam zobaczyć, Manon była duszą
towarzystwa. Jej towarzystwo wprawiało mnie w dobry nastrój. Byłyśmy
prawie na miejscu, kiedy zaczęło padać. Bez namysłu pobiegłam pod
pierwszy lepszy budynek, aby nie zmoknąć. Obróciwszy się dostrzegłam, że
dziewczyna stoi, tam gdzie stała i patrzy w niebo.
- Eee Manon, zmokniesz! - zaśmiałam się. Jak na zawołanie dziewczyna spojrzała na mnie, jakby obudziła się z transu.
- A, tak - uśmiechnęła się i podbiegła do mnie. Nie wyglądało jednak,
aby radość sprawiało jej ,,rozstanie'' z deszczem. Na miejsce dotarłyśmy
i tak mokre. Manon nie wydawała się z tego powodu smutna. Ba, była
szczęśliwa.
- Lubisz deszcz? - spytałam, chociaż miałam ochotę walnąć się teraz o
krawędź stołu. No nie, tak sobie tylko stała zapatrzona w niebo, moknąc,
bo nienawidzi deszczu! Ehh... moja głupota czasem doprowadza mnie do
szału.
Manon? wybacz, brak weny ^^''
niedziela, 26 lipca 2015
Od Klary c.d. Kahir'a
Oddaliłam się kawałek, żeby Kahir myślał, że sobie poszłam, a gdy byłam już w takim miejscu, gdzie nie mógł mnie zauważyć użyłam swojej mocy czytania w myślach. Naprawdę nie lubiłam tego robić i zazwyczaj po prostu ignorowałam mój dar, ale w tej chwili było mi to bardzo potrzebne. Miałam nadzieję, że dowiem się z kim naprawdę rozmawiał chłopak, ale - niestety - w tej chwili odczytałam jedynie, iż ma zamiar wybrać się do lasu.
Poruszając się niczym cień zaczęłam go śledzić. Zobaczyłam jak zamienił się w wilka, a następnie pobiegł gdzieś między drzewa. W tej chwili bardzo żałowałam, że mam tylko swoją ludzką postać. Mimo to nadal szłam za nim krok w krok, aż usłyszałam jakiś szelest. Skryłam się w krzakach i ujrzałam kłusownika, który strzelił do Kahira aplikując mu dawkę jakiegoś środka usypiającego. Ledwo powstrzymałam się od krzyku. Następnie zobaczyłam jak mój znajomy pod postacią wilka zostaje władowany do samochodu z napisem "Dzikie zwierzęta - trofea" i odjeżdża drogą przez las.
Jako iż miałam dużo znajomych natychmiast dowiedziałam się, gdzie znajduje się siedziba firmy, która zajmowała się wypychaniem zwierząt i natychmiast tam pognałam. Nie miałam chwili do stracenia. Brama jednak była zamknięta. Czatowałam przed nią do wschodu słońca i gdy wreszcie się otworzyła, weszłam do środka. Kręciło się tutaj pełno ludzi - klienci, którzy mogli wybrać sobie, które zwierzę chcą "postawić" w swoim domu Miałam jedynie nadzieję, że Kahir jeszcze żyje. Natychmiast zaczęłam zaglądać do wszystkich klatek na terenie zakładu. Same lisy, dziki i tym podobne... Wreszcie dotarłam do jednej, w której siedział wystraszony wilk.
- Kahir? To ty? - Spytałam szeptem w obawie, iż za chwilę ktoś mnie nakryje na tym jak rozmawiam ze zwierzęciem.
Kahir? Wybacz :/
Poruszając się niczym cień zaczęłam go śledzić. Zobaczyłam jak zamienił się w wilka, a następnie pobiegł gdzieś między drzewa. W tej chwili bardzo żałowałam, że mam tylko swoją ludzką postać. Mimo to nadal szłam za nim krok w krok, aż usłyszałam jakiś szelest. Skryłam się w krzakach i ujrzałam kłusownika, który strzelił do Kahira aplikując mu dawkę jakiegoś środka usypiającego. Ledwo powstrzymałam się od krzyku. Następnie zobaczyłam jak mój znajomy pod postacią wilka zostaje władowany do samochodu z napisem "Dzikie zwierzęta - trofea" i odjeżdża drogą przez las.
Jako iż miałam dużo znajomych natychmiast dowiedziałam się, gdzie znajduje się siedziba firmy, która zajmowała się wypychaniem zwierząt i natychmiast tam pognałam. Nie miałam chwili do stracenia. Brama jednak była zamknięta. Czatowałam przed nią do wschodu słońca i gdy wreszcie się otworzyła, weszłam do środka. Kręciło się tutaj pełno ludzi - klienci, którzy mogli wybrać sobie, które zwierzę chcą "postawić" w swoim domu Miałam jedynie nadzieję, że Kahir jeszcze żyje. Natychmiast zaczęłam zaglądać do wszystkich klatek na terenie zakładu. Same lisy, dziki i tym podobne... Wreszcie dotarłam do jednej, w której siedział wystraszony wilk.
- Kahir? To ty? - Spytałam szeptem w obawie, iż za chwilę ktoś mnie nakryje na tym jak rozmawiam ze zwierzęciem.
Kahir? Wybacz :/
Od Nezumi'ego c.d. Seeley
Dziewczyna była cholernie zmienna. Raz w jej oczach pojawiał się ogień, mogący powalić nawet gang mięśniaków, a innym razem słodziła jak króliki zza szyby w zoologicznym. Pokręciłem głową, patrząc na nią. Gdy faceci odchodzili, słyszałem myśli kilku z nich. Nie były najmilsze, ale za to ten, którego oczarowała moja towarzyszka, czuł przejmujące współczucie.
Mniejsza... zaczęliśmy grać, a raczej usiłowaliśmy, bo ta, co chwilę mnie rozpraszała, przez co nie potrafiłem nawet wycelować w kulę.
-Ani mi się śni, kochanie-rzuciła, gdy dostrzegła tylko blondynkę zmierzającą w naszą stronę.
Nie musiałem grzebać jej w głowie, by wiedzieć, jak bardzo nienawidzi mojej "dziewczyny". Parsknąłem tylko śmiechem, widząc triumfalny uśmiech See i kipiącą złością Julie.
-Podać coś jeszcze?- wycedziła przez zęby.
-Na razie nic. W razie co zawołamy- dodałem.
Gdy w końcu udało mi się wycelować, gra toczyła się w miarę szybko. Co jakiś czas przeszkadzaliśmy sobie nawzajem, by wnieść nieco więcej rywalizacji do zabawy.
-Znowu mnie szturchnąłeś!- rzuciła lekko rozbawiona.
-Ja? Chyba żartujesz. Ty nie potrafisz grać i zrzucasz winę na mnie-zaśmiałem się.
-Tak? To pokaż jak to się robi- mówiła dumnie, opierając się o kij.
-Dobrze- mruknąłem zadowolony.
Do zbicia pozostałą nam już tylko czarna billa. Dokładnie wycelowałem końcem kija w cel. Gdy już miałem uderzać, wyprostowałem się i spojrzałem chytrze na dziewczynę.
-Właściwie to gramy, przeszkadzamy sobie nawzajem, a nie założyliśmy się o nic- dodałem zerkając na nią.
-A co proponujesz?- uniosła brew.
-Bo ja wiem... założenie się o zapłatę rachunku jest nie możliwe z uwagi na fakt, że oboje nie mamy na tyle kasy, żeby zapłacić za obie osoby- zaśmiałem się patrząc na górę szklanek.- Z resztą to ja wypiłem większość z tego, dlatego decyzję pozostawiam Tobie.
Seeley zamyśliła się na moment przygryzając wargę. Nagle w jej oczach dostrzegłem błysk, mówiący o tym, że wpadła co będzie nagrodą.
<Seele? Buhahaaa... o co gramy?>
Mniejsza... zaczęliśmy grać, a raczej usiłowaliśmy, bo ta, co chwilę mnie rozpraszała, przez co nie potrafiłem nawet wycelować w kulę.
-Ani mi się śni, kochanie-rzuciła, gdy dostrzegła tylko blondynkę zmierzającą w naszą stronę.
Nie musiałem grzebać jej w głowie, by wiedzieć, jak bardzo nienawidzi mojej "dziewczyny". Parsknąłem tylko śmiechem, widząc triumfalny uśmiech See i kipiącą złością Julie.
-Podać coś jeszcze?- wycedziła przez zęby.
-Na razie nic. W razie co zawołamy- dodałem.
Gdy w końcu udało mi się wycelować, gra toczyła się w miarę szybko. Co jakiś czas przeszkadzaliśmy sobie nawzajem, by wnieść nieco więcej rywalizacji do zabawy.
-Znowu mnie szturchnąłeś!- rzuciła lekko rozbawiona.
-Ja? Chyba żartujesz. Ty nie potrafisz grać i zrzucasz winę na mnie-zaśmiałem się.
-Tak? To pokaż jak to się robi- mówiła dumnie, opierając się o kij.
-Dobrze- mruknąłem zadowolony.
Do zbicia pozostałą nam już tylko czarna billa. Dokładnie wycelowałem końcem kija w cel. Gdy już miałem uderzać, wyprostowałem się i spojrzałem chytrze na dziewczynę.
-Właściwie to gramy, przeszkadzamy sobie nawzajem, a nie założyliśmy się o nic- dodałem zerkając na nią.
-A co proponujesz?- uniosła brew.
-Bo ja wiem... założenie się o zapłatę rachunku jest nie możliwe z uwagi na fakt, że oboje nie mamy na tyle kasy, żeby zapłacić za obie osoby- zaśmiałem się patrząc na górę szklanek.- Z resztą to ja wypiłem większość z tego, dlatego decyzję pozostawiam Tobie.
Seeley zamyśliła się na moment przygryzając wargę. Nagle w jej oczach dostrzegłem błysk, mówiący o tym, że wpadła co będzie nagrodą.
<Seele? Buhahaaa... o co gramy?>
Od Kahir'a c.d Seeley
Przytaknąłem. Ponownie, tym razem delikatniej chwyciłem ciało Rosaline. Równocześnie z Seeley pojawiliśmy się w apostolskim mieście. Byłem już nieco zmęczony przez ciężar zmarłej kobiety. Na szczęście przed bramami do zamku Taking'a byli jego słudzy którzy odebrali ciało.
-Ah, właśnie... Taking was wzywa. - Rzekł jeden ze sługusów.
-Mam nadzieje, że da nam wypocząć. - Mruknąłem w stronę Sorrow. Nic nie odpowiedziała, tylko głupio się uśmiechnęła. Przekraczając drzwi do komnaty Władcy Apostołów, prawie się przewróciłem.
-Niezdara. - Fuknęła dziewczyna.
-Gdzie O'Nail? - Rozbrzmiał jego głos przerywając kpiny Seeley.
-Dziewczyna... mieliśmy kilka kłopotów. Spóźniliśmy się, a ktoś.. kto podobno Cię zna zabił ją.
-Przebił jej ciało na wylot. - Dokończyłem zdanie mojej kompanki.
-Miała wrócić żywa. Nie martwa... A gdzie sprawca?! - Wydarł się na nas obojga.
-Uciekł, nie chcieliśmy ale tak wyszło.. potem napadł na nas jakiś okropny pająk. - Spróbowałem się wytłumaczyć z naszych błędów. Ten tylko zagryzł zęby i kazał nas wyprowadzić.
Godzinę później zostałem zaproszony przez Seeley do jej domku. Kazała mi się rozgościć, więc usiadłem na kanapie oczekując jej. Wróciła z butelką dobrego, starego wina i dwoma kielichami. W sumie co chwilę znikała do kuchni, by poprzynosić jakieś smakołyki. Ja czując się nieswojo w ciszy popijałem alkohol.
-Dobre do wino. Jak na mój gust... - Odważyłem się odezwać. - Siadaj, a nie latasz.. i tak tego nie zjem. - Mruknąłem i wziąłem łyk wina.
-Już, już! - Uśmiechnęła się i usiadła na przeciwko mnie. - No to ten... za to że żyjemy! - Wykrzyczała z triumfem i przybiła kielich w mój kielich. Po wypiciu jednej lampki wina czułem się już jak u siebie. Nagle Seeley zwróciła na mnie uwagę:
-Co Ci się stało?! Masz tu siniaka...przecięcie. - Odstawiła naczynie. Przysunęła się do mnie i dotknęła szyi. Spojrzałem na nią ze zdziwieniem.- Przyniosę coś by Ci to obmyć.
-Nie trzeba, nawet mnie to nie boli. To pewnie od tego pająka co mnie przydusił do ściany.- Mówiłem coraz głośniej bo dziewczyna ponownie odbiegła od kanapy by szukać jakiś leków. Wróciła ze szmatką i z kubkiem ziół zalanymi wodą. Usiadła na przeciwko mnie. Kazała mi zdjąć koszulę, by jej nei zmoczyć wodą. Tak postąpiłem. Dziewczyna trochę się onieśmieliła, ale po chwili przyłożyła szmatkę do mojej szyi znacznie się zbliżając.
-Chyba twoja żona nie będzie Cię chciała udusić, co? - Westchnęła obmywając mi ranę i sine miejsce. Zamiast wstać i obejść, by mieć lepszy dostęp do rany wolała się jeszcze bardziej przybliżyć. Musiało to zabawnie wyglądać. Ja bez koszulki, a ona prawie by na mnie wpadła. Najlepsze było to, że jej twarz obcowała z moim uchem. W końcu nie wytrzymałem i chwytając ją ręką delikatnie za kość policzkową pocałowałem. Zaskoczona dziewczyna nie wiedziała co robić, odsunęła się. Nie wiedząc czemu to zrobiłem zacząłem szukać koszuli, a zakładając ją wyszedłem na zewnątrz. Myśląc nad tym usiadłem na krawężniku przy ulicy.
________
Seeley? PODNIECASZ :/ XD (sry za długość xd)
-Ah, właśnie... Taking was wzywa. - Rzekł jeden ze sługusów.
-Mam nadzieje, że da nam wypocząć. - Mruknąłem w stronę Sorrow. Nic nie odpowiedziała, tylko głupio się uśmiechnęła. Przekraczając drzwi do komnaty Władcy Apostołów, prawie się przewróciłem.
-Niezdara. - Fuknęła dziewczyna.
-Gdzie O'Nail? - Rozbrzmiał jego głos przerywając kpiny Seeley.
-Dziewczyna... mieliśmy kilka kłopotów. Spóźniliśmy się, a ktoś.. kto podobno Cię zna zabił ją.
-Przebił jej ciało na wylot. - Dokończyłem zdanie mojej kompanki.
-Miała wrócić żywa. Nie martwa... A gdzie sprawca?! - Wydarł się na nas obojga.
-Uciekł, nie chcieliśmy ale tak wyszło.. potem napadł na nas jakiś okropny pająk. - Spróbowałem się wytłumaczyć z naszych błędów. Ten tylko zagryzł zęby i kazał nas wyprowadzić.
Godzinę później zostałem zaproszony przez Seeley do jej domku. Kazała mi się rozgościć, więc usiadłem na kanapie oczekując jej. Wróciła z butelką dobrego, starego wina i dwoma kielichami. W sumie co chwilę znikała do kuchni, by poprzynosić jakieś smakołyki. Ja czując się nieswojo w ciszy popijałem alkohol.
-Dobre do wino. Jak na mój gust... - Odważyłem się odezwać. - Siadaj, a nie latasz.. i tak tego nie zjem. - Mruknąłem i wziąłem łyk wina.
-Już, już! - Uśmiechnęła się i usiadła na przeciwko mnie. - No to ten... za to że żyjemy! - Wykrzyczała z triumfem i przybiła kielich w mój kielich. Po wypiciu jednej lampki wina czułem się już jak u siebie. Nagle Seeley zwróciła na mnie uwagę:
-Co Ci się stało?! Masz tu siniaka...przecięcie. - Odstawiła naczynie. Przysunęła się do mnie i dotknęła szyi. Spojrzałem na nią ze zdziwieniem.- Przyniosę coś by Ci to obmyć.
-Nie trzeba, nawet mnie to nie boli. To pewnie od tego pająka co mnie przydusił do ściany.- Mówiłem coraz głośniej bo dziewczyna ponownie odbiegła od kanapy by szukać jakiś leków. Wróciła ze szmatką i z kubkiem ziół zalanymi wodą. Usiadła na przeciwko mnie. Kazała mi zdjąć koszulę, by jej nei zmoczyć wodą. Tak postąpiłem. Dziewczyna trochę się onieśmieliła, ale po chwili przyłożyła szmatkę do mojej szyi znacznie się zbliżając.
-Chyba twoja żona nie będzie Cię chciała udusić, co? - Westchnęła obmywając mi ranę i sine miejsce. Zamiast wstać i obejść, by mieć lepszy dostęp do rany wolała się jeszcze bardziej przybliżyć. Musiało to zabawnie wyglądać. Ja bez koszulki, a ona prawie by na mnie wpadła. Najlepsze było to, że jej twarz obcowała z moim uchem. W końcu nie wytrzymałem i chwytając ją ręką delikatnie za kość policzkową pocałowałem. Zaskoczona dziewczyna nie wiedziała co robić, odsunęła się. Nie wiedząc czemu to zrobiłem zacząłem szukać koszuli, a zakładając ją wyszedłem na zewnątrz. Myśląc nad tym usiadłem na krawężniku przy ulicy.
________
Seeley? PODNIECASZ :/ XD (sry za długość xd)
Od Seeley c.d. Nezumi'ego
Zerknęłam na chłopaka i uśmiechnęłam się pod nosem mieszając zawartością szklanki.
-Moja mała tajemnica-mruknęłam patrząc na niego zmrużonymi oczami. Uśmiechnęłam się szerzej i zapytałam-Jest tu gdzieś bilard lub coś podobnego?
-Tak. Zaraz przy wejściu, nie zauważyłaś go?-popatrzył na mnie rozbawiony. Pokręciłam głową ze śmiechem.
-Patrzyłam na co innego-próbowałam się bronić-To co? Zagramy?
-Wątpię. Na pewno ktoś gra-powiedział pijąc alkohol ze szklanki. Uśmiechnęłam się kpiąco.
-Jesteś tu z kobietą, która pragnie zagrać w bilarda. A gdy kobieta czegoś pragnie to to dostaje, zapamiętaj-mrugnęłam do niego, zeskoczyłam z krzesła i łapiąc Nezumi'ego za rękę pociągnęłam go do stołu bilardowego. Miał rację - stół był zajęty. Uśmiechnęłam się pod nosem i podeszłam do jednego z mężczyzn, który grał. Stanęłam za nim i postukałam go palcem w ramię. Był ze 3 razy większy ode mnie i napakowany, jakby mieszkał na siłowni. Facet odwrócił się do mnie, zdjął okulary z nosa i zmierzył mnie spojrzeniem.
-Pomóc w czymś?-spytał przygryzając wykałaczkę. Uśmiechnęłam się słodziutko i splotłam dłonie za plecami.
-Bo widzi pan, tak się zastanawiałam czy mogliby panowie ustąpić stołu do bilarda mi i mojemu bratu-wskazałam na Nez'a, który stał parę kroków ode mnie i trzymał w dłoniach nasze szklanki-Bo widzi pan, ja jutro idę do szpitala na bardzo długi czas, więc brat postanowił zrobić mi niespodziankę i dziś robimy wszystko to na co ja mam ochotę.. A teraz bardzo mam ochotę zagrać w bilarda, a to moja ostatnia szansa i czy mogliby panowie nas puścić?-mówiłam najsłodszym głosem na jaki było mnie stać. Mężczyźnie zrzedła mina i widać było po nim, że łyknął moją historyjkę. Popatrzył na kumpli i bez słowa podał mi kij do bilarda.
-Mam nadzieje, że będzie wszystko w porządku-powiedział poprawiając okulary i, wraz z kolegami, wyszedł z baru. Z triumfalnym uśmiechem popatrzyłam na Nezumi'ego.
-Jesteś okropna-powiedział ze śmiechem odstawiając szklanki na pobliski stół i zabierając kolejny kij ze stojaka na ścianie. Ustawiłam szybko wszystkie kule i odparłam.
-Jestem słodka-zaśmiałam się podając chłopakowi białą kulę.
-Znasz zasady?-spytał celując w ułożone w trójkąt kolorowe, drewniane kule.
-Powiedzmy, że znam-wzruszyłam ramionami-Gdybym coś robiła źle to mi powiesz.
Oparłam się łokciami o stół stając po jego przeciwnej stronie. Niebieskowłosy chłopak ze skupieniem celował w kule, lecz gdy spojrzał na mnie parsknął śmiechem, gdy pokazałam mu język.
-Nie dasz mi się skupić, prawda?-spytał ze śmiechem.
-Ani mi się śni, kochanie-powiedziałam trochę złośliwe, gdy Julie przyniosła nam po kolejnej szklance alkoholu.
Nez? xD Nie mam dalej pomysłu ;c
-Moja mała tajemnica-mruknęłam patrząc na niego zmrużonymi oczami. Uśmiechnęłam się szerzej i zapytałam-Jest tu gdzieś bilard lub coś podobnego?
-Tak. Zaraz przy wejściu, nie zauważyłaś go?-popatrzył na mnie rozbawiony. Pokręciłam głową ze śmiechem.
-Patrzyłam na co innego-próbowałam się bronić-To co? Zagramy?
-Wątpię. Na pewno ktoś gra-powiedział pijąc alkohol ze szklanki. Uśmiechnęłam się kpiąco.
-Jesteś tu z kobietą, która pragnie zagrać w bilarda. A gdy kobieta czegoś pragnie to to dostaje, zapamiętaj-mrugnęłam do niego, zeskoczyłam z krzesła i łapiąc Nezumi'ego za rękę pociągnęłam go do stołu bilardowego. Miał rację - stół był zajęty. Uśmiechnęłam się pod nosem i podeszłam do jednego z mężczyzn, który grał. Stanęłam za nim i postukałam go palcem w ramię. Był ze 3 razy większy ode mnie i napakowany, jakby mieszkał na siłowni. Facet odwrócił się do mnie, zdjął okulary z nosa i zmierzył mnie spojrzeniem.
-Pomóc w czymś?-spytał przygryzając wykałaczkę. Uśmiechnęłam się słodziutko i splotłam dłonie za plecami.
-Bo widzi pan, tak się zastanawiałam czy mogliby panowie ustąpić stołu do bilarda mi i mojemu bratu-wskazałam na Nez'a, który stał parę kroków ode mnie i trzymał w dłoniach nasze szklanki-Bo widzi pan, ja jutro idę do szpitala na bardzo długi czas, więc brat postanowił zrobić mi niespodziankę i dziś robimy wszystko to na co ja mam ochotę.. A teraz bardzo mam ochotę zagrać w bilarda, a to moja ostatnia szansa i czy mogliby panowie nas puścić?-mówiłam najsłodszym głosem na jaki było mnie stać. Mężczyźnie zrzedła mina i widać było po nim, że łyknął moją historyjkę. Popatrzył na kumpli i bez słowa podał mi kij do bilarda.
-Mam nadzieje, że będzie wszystko w porządku-powiedział poprawiając okulary i, wraz z kolegami, wyszedł z baru. Z triumfalnym uśmiechem popatrzyłam na Nezumi'ego.
-Jesteś okropna-powiedział ze śmiechem odstawiając szklanki na pobliski stół i zabierając kolejny kij ze stojaka na ścianie. Ustawiłam szybko wszystkie kule i odparłam.
-Jestem słodka-zaśmiałam się podając chłopakowi białą kulę.
-Znasz zasady?-spytał celując w ułożone w trójkąt kolorowe, drewniane kule.
-Powiedzmy, że znam-wzruszyłam ramionami-Gdybym coś robiła źle to mi powiesz.
Oparłam się łokciami o stół stając po jego przeciwnej stronie. Niebieskowłosy chłopak ze skupieniem celował w kule, lecz gdy spojrzał na mnie parsknął śmiechem, gdy pokazałam mu język.
-Nie dasz mi się skupić, prawda?-spytał ze śmiechem.
-Ani mi się śni, kochanie-powiedziałam trochę złośliwe, gdy Julie przyniosła nam po kolejnej szklance alkoholu.
Nez? xD Nie mam dalej pomysłu ;c
Od Kahir'a c.d. Klary
-A taki jeden. Może kiedyś Ci opowiem historię z nim związaną. A... tak to wyszedłem z clubu by z nim pogadać. - Powiedziałem za jednym tchem, równomiernie. Przez chwilę jeszcze miałem słowa dziewczyny w głowie. Wziąłem głęboki wdech. Klara przez moment wciąż się na mnie patrzyła.
-I co się gapisz? Nie masz co innego do roboty? - Warknąłem odchodząc od niej. Moje włosy oklapły, zmieniając kolor na ciemniejszy przez deszcz. Rozzłoszczona dziewczyna ruszyła w swoją stronę.
Idąc szarą ulicą, która była oświetlona przez lampy byłem cały przemoczony. Jednak nie chciałem wracać do Lighttown, ani prosić Alexandra o nocleg... Efektem tego był las, tak las. Zmieniłem się w wilka. Z powolnego tępa przyśpieszyłem do biegu. Biegłem w głąb lasu natykając się na zwierzęta leśne. Stanąłem nad plutą wody i przyjrzałem się swojemu odbiciu. Poczułem przypływ krwi do głowy i dziwny puls. Nagle zemdlałem...
Powolnym ruchem otworzyłem oczy. Zobaczyłem wschodzące słońce, a na niebie wielobarwną tęcze. Wstałem chcąc wyjść z kałuży. Jednak po rozejrzeniu się dopiero teraz zauważyłem, że nie jestem tam gdzie być powinienem. Otaczał mnie płot, a dróżką co chwile przechodzili jacyś ludzie. Z paniką schowałem się w najbliższej norce, sztucznej norce. Wtem zobaczyłem, że nadal byłem w ciele czarnego wilka, a ktoś musiał mnie znaleźć i przewieść do... może zoo albo nawet złapali mnie by wypchać mnie, jak najzwyklejszego lisa?!
__________
Klara? Brak pomysłu .-.
-I co się gapisz? Nie masz co innego do roboty? - Warknąłem odchodząc od niej. Moje włosy oklapły, zmieniając kolor na ciemniejszy przez deszcz. Rozzłoszczona dziewczyna ruszyła w swoją stronę.
Idąc szarą ulicą, która była oświetlona przez lampy byłem cały przemoczony. Jednak nie chciałem wracać do Lighttown, ani prosić Alexandra o nocleg... Efektem tego był las, tak las. Zmieniłem się w wilka. Z powolnego tępa przyśpieszyłem do biegu. Biegłem w głąb lasu natykając się na zwierzęta leśne. Stanąłem nad plutą wody i przyjrzałem się swojemu odbiciu. Poczułem przypływ krwi do głowy i dziwny puls. Nagle zemdlałem...
Powolnym ruchem otworzyłem oczy. Zobaczyłem wschodzące słońce, a na niebie wielobarwną tęcze. Wstałem chcąc wyjść z kałuży. Jednak po rozejrzeniu się dopiero teraz zauważyłem, że nie jestem tam gdzie być powinienem. Otaczał mnie płot, a dróżką co chwile przechodzili jacyś ludzie. Z paniką schowałem się w najbliższej norce, sztucznej norce. Wtem zobaczyłem, że nadal byłem w ciele czarnego wilka, a ktoś musiał mnie znaleźć i przewieść do... może zoo albo nawet złapali mnie by wypchać mnie, jak najzwyklejszego lisa?!
__________
Klara? Brak pomysłu .-.
Od Nezumi'ego c.d. Seeley
Wbiłem wzrok w kolejną szklankę przyniesioną przez Julie, a następnie na Seeley. Uśmiechała się, ale czułem, że nieco ją to trapi.
-Wzięło Cię na dość głębokie przemyślenia. Może zamów coś słabszego- dodałem szybko, próbując ją pocieszyć.
-Cicho bądź i opowiadaj- oparła głowę o dłoń.
Pociągnąłem mały łyk ze szklanki, nie odrywając od niej wzroku.
-Mamy dość podobne zakończenie. Mi było jednak dane żyć nieco dłużej. Właściwie... to jakoś ponad rok temu zostałem apostołem. Również zginąłem dla czegoś co kocham, a raczej kochałem, bo teraz nie jest to możliwe.
-Czemu?- przerwała mi nie rozumiejąc zbytnio o czym mówię.
-Kojarzysz Annie, prawda? Znaliśmy się od dziesiątego roku życia. Spędzaliśmy sporo czasu, aż skończyło się na tym, że zostaliśmy dobrymi kumplami. W dniu, kiedy to się stało, cholernie się pokłóciliśmy. Nie pamiętam już nawet o co, ale wiem, że o jakąś głupotę. Staliśmy na parkingu tego baru. Ja wróciłem do środka, a ona wracała do domu. Chwilę później zrobiło mi się jednak głupio i pobiegłem za nią. Byłem co prawda wkurwiony, ale zostawić ją samą w nocy?
-Trochę przypał- przygryzła wargę.
-Dokładnie. Dogoniłem ją i powiedziałem, że ją odprowadzę, bo mi zależy na jej bezpieczeństwu. Nie wiem czemu to powiedziałem i co było w tym złego, ale zaczęła wtedy płakać. Dałem jej szalik, żeby się w nim ukryła, jak to miała w zwyczaju i ruszyliśmy dalej. Nieźle wtedy walnęło deszczem. No i teraz scena jak ze wszystkich niszowych filmów, jakie miałaś za pewne szansę zobaczyć. Jakiś pijany debil jechał w naszą stronę. Annie odepchnąłem najmocniej jak potrafiłem, a sam... no chyba nie muszę mówić jak skończyłem, nie?- uśmiechnąłem się, patrząc na dziewczynę.
-Skoro Annie Cię znała to jak...
-Amnezja- uciąłem krótko- Żeby przeżyła, wepchnąłem ją do rowu, gdzie uderzyła głową o ziemię, a na dodatek, oberwała jakąś częścią z samochodu rozwalającego się o pobliskie drzewo.
-To dlatego chciałeś dbać o nią, prawda?- zerknęła na mnie.
-Tak... gdyby nie moja głupota nic by się nie wydarzyło. Teraz jestem jej to winien.
-Wydaje mi się, że gdyby nie ty, to zapewne ona by już nie żyła.
-Dobra, tam... było minęło- machnąłem ręką opróżniając już czwartą szklankę- Julie nalej coś jeszcze. Smętnie się zrobiło. Co właściwie chciałabyś mi pokazać?
<Seeley? Wybacz za TOTALNY brak weny>
-Wzięło Cię na dość głębokie przemyślenia. Może zamów coś słabszego- dodałem szybko, próbując ją pocieszyć.
-Cicho bądź i opowiadaj- oparła głowę o dłoń.
Pociągnąłem mały łyk ze szklanki, nie odrywając od niej wzroku.
-Mamy dość podobne zakończenie. Mi było jednak dane żyć nieco dłużej. Właściwie... to jakoś ponad rok temu zostałem apostołem. Również zginąłem dla czegoś co kocham, a raczej kochałem, bo teraz nie jest to możliwe.
-Czemu?- przerwała mi nie rozumiejąc zbytnio o czym mówię.
-Kojarzysz Annie, prawda? Znaliśmy się od dziesiątego roku życia. Spędzaliśmy sporo czasu, aż skończyło się na tym, że zostaliśmy dobrymi kumplami. W dniu, kiedy to się stało, cholernie się pokłóciliśmy. Nie pamiętam już nawet o co, ale wiem, że o jakąś głupotę. Staliśmy na parkingu tego baru. Ja wróciłem do środka, a ona wracała do domu. Chwilę później zrobiło mi się jednak głupio i pobiegłem za nią. Byłem co prawda wkurwiony, ale zostawić ją samą w nocy?
-Trochę przypał- przygryzła wargę.
-Dokładnie. Dogoniłem ją i powiedziałem, że ją odprowadzę, bo mi zależy na jej bezpieczeństwu. Nie wiem czemu to powiedziałem i co było w tym złego, ale zaczęła wtedy płakać. Dałem jej szalik, żeby się w nim ukryła, jak to miała w zwyczaju i ruszyliśmy dalej. Nieźle wtedy walnęło deszczem. No i teraz scena jak ze wszystkich niszowych filmów, jakie miałaś za pewne szansę zobaczyć. Jakiś pijany debil jechał w naszą stronę. Annie odepchnąłem najmocniej jak potrafiłem, a sam... no chyba nie muszę mówić jak skończyłem, nie?- uśmiechnąłem się, patrząc na dziewczynę.
-Skoro Annie Cię znała to jak...
-Amnezja- uciąłem krótko- Żeby przeżyła, wepchnąłem ją do rowu, gdzie uderzyła głową o ziemię, a na dodatek, oberwała jakąś częścią z samochodu rozwalającego się o pobliskie drzewo.
-To dlatego chciałeś dbać o nią, prawda?- zerknęła na mnie.
-Tak... gdyby nie moja głupota nic by się nie wydarzyło. Teraz jestem jej to winien.
-Wydaje mi się, że gdyby nie ty, to zapewne ona by już nie żyła.
-Dobra, tam... było minęło- machnąłem ręką opróżniając już czwartą szklankę- Julie nalej coś jeszcze. Smętnie się zrobiło. Co właściwie chciałabyś mi pokazać?
<Seeley? Wybacz za TOTALNY brak weny>
Od Klary c.d. Kahir'a
Zaczęłam szukać Kahir'a po całym barze. Teraz to naprawdę byłam na niego wkurzona. Miałam ochotę mu wszystko wygarnąć, to że mnie tutaj przyprowadził i przez niego straciłam reputację w ośrodku. Problem w tym, że chłopaka nigdzie nie było. Już zaczęłam myśleć, że po prostu zostawił mnie tu samą i sobie poszedł, a w gruncie rzeczy wcale by mnie to nie zdziwiło. Postanowiłam, że wreszcie opuszczę tę nieszczęsną knajpę i wrócę do Charlie'ego oraz od razu opowiem mu po prostu całą dzisiejszą historię, żeby nie chował do mnie urazy.
Wyszłam na zewnątrz i ujrzałam Kahir'a z jakimś podejrzanym facetem. Nie zatrzymywałabym się, gdyż w tej chwili mało obchodził mnie jego los, ale byłam bardzo zdenerwowana i naszła mnie ochota, aby na niego nawrzeszczeć. Towarzysz mojego znajomego nagle ulotnił się, a ja podeszłam do chłopaka.
- Przyprowadzasz mnie tu - syknęłam, a moje oczy miotały niebezpieczne ognie. Jakby było tego mało zaczął padać deszcz, a ja nie miałam parasola. Niebo co chwilę rozświetlały pioruny, a w oddali słychać było grzmoty. - Narażasz mnie na utratę mojej dobrej reputacji, na którą pracowałam kilka dobrych lat. Zmuszasz mnie do tańczenia jakiegoś porąbanego tańca, po czym zostawiasz mnie samą na środku baru i się ulatniasz! A gdy wychodzę z lokalu widzę ciebie z jakimś dziwnym facetem. Co z tobą jest nie tak?
Największym szokiem dla mnie było to, że Kahir milczał. Spodziewałam się raczej, że mi się odgryzie, albo też na mnie nawrzeszczy. A on nic. Zupełnie nic. Denerwowała mnie ta cisza i do tego byłam już przemoczona do suchej nitki. Niebo znowu rozświetlił piorun, a ja dopiero wtedy ujrzałam poważną - ZBYT poważną twarz chłopaka.
- Co się stało? - Zapytałam. Wszystkiego bym się spodziewała, ale nie tego, że Kahir może przestać żartować i uśmiechać się. No cóż, wszakże nie znałam go długo i mało o nim wiedziałam. - Kim był ten facet?
Kahir? ;)
Wyszłam na zewnątrz i ujrzałam Kahir'a z jakimś podejrzanym facetem. Nie zatrzymywałabym się, gdyż w tej chwili mało obchodził mnie jego los, ale byłam bardzo zdenerwowana i naszła mnie ochota, aby na niego nawrzeszczeć. Towarzysz mojego znajomego nagle ulotnił się, a ja podeszłam do chłopaka.
- Przyprowadzasz mnie tu - syknęłam, a moje oczy miotały niebezpieczne ognie. Jakby było tego mało zaczął padać deszcz, a ja nie miałam parasola. Niebo co chwilę rozświetlały pioruny, a w oddali słychać było grzmoty. - Narażasz mnie na utratę mojej dobrej reputacji, na którą pracowałam kilka dobrych lat. Zmuszasz mnie do tańczenia jakiegoś porąbanego tańca, po czym zostawiasz mnie samą na środku baru i się ulatniasz! A gdy wychodzę z lokalu widzę ciebie z jakimś dziwnym facetem. Co z tobą jest nie tak?
Największym szokiem dla mnie było to, że Kahir milczał. Spodziewałam się raczej, że mi się odgryzie, albo też na mnie nawrzeszczy. A on nic. Zupełnie nic. Denerwowała mnie ta cisza i do tego byłam już przemoczona do suchej nitki. Niebo znowu rozświetlił piorun, a ja dopiero wtedy ujrzałam poważną - ZBYT poważną twarz chłopaka.
- Co się stało? - Zapytałam. Wszystkiego bym się spodziewała, ale nie tego, że Kahir może przestać żartować i uśmiechać się. No cóż, wszakże nie znałam go długo i mało o nim wiedziałam. - Kim był ten facet?
Kahir? ;)
sobota, 25 lipca 2015
Od Manon c.d. Miyu
Spojrzałam do góry udając, że chcę zobaczyć o czym mówi dziewczyna. Ta na ten widok zaśmiała się. Uśmiechnęłam się lekko i powiedziałam jakby w rewanżu
-Fajny krzyżyk
Czarnowłosa na moment wyciągnęła go z ust i przyjrzała mu się, jakby widziała go po raz pierwszy. Wzruszyła ramionami i spytała.
-Skąd te rogi? I jak to jest je mieć?
Trochę zdziwiła mnie tym pytaniem, więc na początku nie bardzo wiedziałam co jej odpowiedzieć. Po dłuższym zastanowieniu odparłam jednak.
-Nie mam bladego pojęcia skąd one są, mam je od urodzeniaaa...-przeciągnęłam ostatnią literę zastanawiając się nad drugim pytaniem-W sumie czy ja wiem? Normalnie.. Na drzewa się nie nadziewam. Chciaż są pomocne, gdy idę na zakupy i brakuje mi rąk-mrugnęłam do Miyu.
-Naprawdę?-spytała zaciekawiona.
-Nie-odparłam ze śmiechem-Nie mają żadnego zastosowania.. Poza zwracaniem uwagi.
-Zwracają uwagę, nie można zaprzeczyć-uśmiechnęła się.
-Robisz teraz coś konkretnego czy może jesteś wolna? Bo jeśli tak to mam propozycję. W Lighttown jest jedna restauracja. Przeważnie odwiedzają ją Apostoły z wyższych sfer.. Jest fajna zabawa, jeśli się im dokucza-uśmiechnęłam się do niej-To jak? Piszesz się?
Miyu? Beznadziejny pomysł, wiem, wybacz ;c
-Fajny krzyżyk
Czarnowłosa na moment wyciągnęła go z ust i przyjrzała mu się, jakby widziała go po raz pierwszy. Wzruszyła ramionami i spytała.
-Skąd te rogi? I jak to jest je mieć?
Trochę zdziwiła mnie tym pytaniem, więc na początku nie bardzo wiedziałam co jej odpowiedzieć. Po dłuższym zastanowieniu odparłam jednak.
-Nie mam bladego pojęcia skąd one są, mam je od urodzeniaaa...-przeciągnęłam ostatnią literę zastanawiając się nad drugim pytaniem-W sumie czy ja wiem? Normalnie.. Na drzewa się nie nadziewam. Chciaż są pomocne, gdy idę na zakupy i brakuje mi rąk-mrugnęłam do Miyu.
-Naprawdę?-spytała zaciekawiona.
-Nie-odparłam ze śmiechem-Nie mają żadnego zastosowania.. Poza zwracaniem uwagi.
-Zwracają uwagę, nie można zaprzeczyć-uśmiechnęła się.
-Robisz teraz coś konkretnego czy może jesteś wolna? Bo jeśli tak to mam propozycję. W Lighttown jest jedna restauracja. Przeważnie odwiedzają ją Apostoły z wyższych sfer.. Jest fajna zabawa, jeśli się im dokucza-uśmiechnęłam się do niej-To jak? Piszesz się?
Miyu? Beznadziejny pomysł, wiem, wybacz ;c
Od Seeley c.d. Kahir'a
Popatrzyłam na niego wielkimi oczami.
-Zgłupiał?!-szepnęłam do siebie i rozejrzałam się w poszukiwaniu czegoś... Ugh. Czegokolwiek. Kamienie, odłamki ze ścian i sufitu, kamienie, więcej kamieni, sterta kamieni.. Popatrzyłam w drugą stronę. Jeszcze więcej kamieni. "Myśli, See, myśl.." ponaglałam siebie w myślach. "Chwila. Przecież to pająk.." w głowie zaświtał mi pewien pomysł. Nagle rozległ się ryk. Szybko spojrzałam w stronę chłopaka i zobaczyłam, że jest "przybity" do ściany przez pająka. Ścisnęłam pochodnię, którą trzymałam w dłoni. To była jedyna szansa, lecz niosła ze sobą duże ryzyko. Spojrzałam na stertę jajeczek pająka-mamusi. Zerknęłam w górę. Sufit był dobre 10 metrów nade mną i przez całą "kolumnę" do sufitu były porozciągane pajęczyny. Odłożyłam pochodnię na ziemię i przybrałam postać Apostoła. Przynajmniej ta moc działała. Rozłożyłam skrzydła i szybko wzbiłam się pod sam sufit. Potrójne skrzydła robiły swoje, jeśli chodzi o tempo latania. Przebiłam się przez wszystkie te pajęczyny, które całą mnie oplotły. Na moment zatrzymałam się pod kamiennym sufitem i zrobiłam obrót w tył składając skrzydła. "Spadłam" w dół obracając się wokół własnej osi, dzięki czemu pajęczyny, którymi byłam oblepiona utworzyły sznurek prowadzący ode mnie aż pod sufit. Tuż nad posadzką rozłożyłam skrzydła i obróciłam się przodem do podłogi. Chwyciłam w locie pochodnię i wylądowałam koło sterty małych pajączków. Ukradkiem podłożyłam do nich pajęczą linę i zagwizdałam na dwa palce by ściągnąć na siebie uwagę wielkiego pająka. Kiedy stwór na mnie spojrzał przyłożyłam pochodnię do jajeczek. Wydał z siebie przeraźliwy ryk i stanął na przeciwko mnie, jednak nie tak blisko jak wcześniej Kahir'a. Pająk patrzył na mnie trzema parami czerwonych oczu. Widziałam w nich swoje odbicie i było to dość przerażające. Nagle coś z boku zatrzeszczało, więc szybko tam zerknęłam. Potwór wykorzystał okazję i odepchnął mnie jednym ze swoich odnóży na ścianę za mną. Z głuchym łomotem uderzyłam głową w ścianę. Przymknęłam oczy, sycząc pod nosem. Kiedy ponownie je otworzyłam zobaczyłam, że pająk stoi tuż nade mną. Pochodnia musiała wypaść mi z ręki, ponieważ nie miałam jej przy sobie. Z przerażeniem patrzyłam jak włochate stworzenie otwiera swoje wielkie szczęki przybliżając do mnie swój łeb(?). Nagle usłyszałam trzaskanie płomieni, a pomieszczenie wypełniło się czerwonawym światłem i białym dymem. Pajęcza mamusia z rykiem odwróciła sie do płomieni, które szybko obejmowały całą komnatę swoimi parzącymi ramionami. Nagle, jak spod ziemi wyrósł koło mnie Kahir z przewieszoną przez ramię Rosaline.
-Chodź-zawołał i nie czekając na moją reakcję złapał za ramię i pociągnął do wyjścia. Przez dłuższy czas nie mogłam złapać równowagi, więc chłopak dosłownie ciągnął mnie za sobą. Po kilku skrętach wypadliśmy z budynku na świeże powietrze. Blondyn odłożył cało dziewczyny na ziemię i przeciągnął się. Popatrzyłam na niego, a po chwili przycisnęłam do ściany i wydarłam się na niego.
-Zgłupiałeś, idioto?! Chciałeś, żeby cię zabiła czy jak?! Mogłeś skończyć jak Rosaline!
Kahir przez moment patrzył na mnie zdziwiony, a potem zaczął się śmiać.
-A co martwiłaś się?-spytał ze śmiechem, kiedy skończyłam się na niego wydzierać. Zdziwiona otworzyłam szerzej oczy, a potem zawołałam z oburzeniem
-NIE!-nagle zdałam sobie sprawę, że stoję blisko chłopaka. Za blisko. Odskoczyłam w tył i przygładziłam strój. Kahir zaczął śmiać się jeszcze bardziej. Ja również parsknęłam śmiechem.
-Dobra, chodźmy. Musimy ją zabrać do Taking'a, a ja muszę jeszcze dziś odreagować przy butelce-mruknęłam niby do siebie kątem oka zerkając na blondyna.
Kahir? xD wieczór przy winku się szykuje XDDD
-Zgłupiał?!-szepnęłam do siebie i rozejrzałam się w poszukiwaniu czegoś... Ugh. Czegokolwiek. Kamienie, odłamki ze ścian i sufitu, kamienie, więcej kamieni, sterta kamieni.. Popatrzyłam w drugą stronę. Jeszcze więcej kamieni. "Myśli, See, myśl.." ponaglałam siebie w myślach. "Chwila. Przecież to pająk.." w głowie zaświtał mi pewien pomysł. Nagle rozległ się ryk. Szybko spojrzałam w stronę chłopaka i zobaczyłam, że jest "przybity" do ściany przez pająka. Ścisnęłam pochodnię, którą trzymałam w dłoni. To była jedyna szansa, lecz niosła ze sobą duże ryzyko. Spojrzałam na stertę jajeczek pająka-mamusi. Zerknęłam w górę. Sufit był dobre 10 metrów nade mną i przez całą "kolumnę" do sufitu były porozciągane pajęczyny. Odłożyłam pochodnię na ziemię i przybrałam postać Apostoła. Przynajmniej ta moc działała. Rozłożyłam skrzydła i szybko wzbiłam się pod sam sufit. Potrójne skrzydła robiły swoje, jeśli chodzi o tempo latania. Przebiłam się przez wszystkie te pajęczyny, które całą mnie oplotły. Na moment zatrzymałam się pod kamiennym sufitem i zrobiłam obrót w tył składając skrzydła. "Spadłam" w dół obracając się wokół własnej osi, dzięki czemu pajęczyny, którymi byłam oblepiona utworzyły sznurek prowadzący ode mnie aż pod sufit. Tuż nad posadzką rozłożyłam skrzydła i obróciłam się przodem do podłogi. Chwyciłam w locie pochodnię i wylądowałam koło sterty małych pajączków. Ukradkiem podłożyłam do nich pajęczą linę i zagwizdałam na dwa palce by ściągnąć na siebie uwagę wielkiego pająka. Kiedy stwór na mnie spojrzał przyłożyłam pochodnię do jajeczek. Wydał z siebie przeraźliwy ryk i stanął na przeciwko mnie, jednak nie tak blisko jak wcześniej Kahir'a. Pająk patrzył na mnie trzema parami czerwonych oczu. Widziałam w nich swoje odbicie i było to dość przerażające. Nagle coś z boku zatrzeszczało, więc szybko tam zerknęłam. Potwór wykorzystał okazję i odepchnął mnie jednym ze swoich odnóży na ścianę za mną. Z głuchym łomotem uderzyłam głową w ścianę. Przymknęłam oczy, sycząc pod nosem. Kiedy ponownie je otworzyłam zobaczyłam, że pająk stoi tuż nade mną. Pochodnia musiała wypaść mi z ręki, ponieważ nie miałam jej przy sobie. Z przerażeniem patrzyłam jak włochate stworzenie otwiera swoje wielkie szczęki przybliżając do mnie swój łeb(?). Nagle usłyszałam trzaskanie płomieni, a pomieszczenie wypełniło się czerwonawym światłem i białym dymem. Pajęcza mamusia z rykiem odwróciła sie do płomieni, które szybko obejmowały całą komnatę swoimi parzącymi ramionami. Nagle, jak spod ziemi wyrósł koło mnie Kahir z przewieszoną przez ramię Rosaline.
-Chodź-zawołał i nie czekając na moją reakcję złapał za ramię i pociągnął do wyjścia. Przez dłuższy czas nie mogłam złapać równowagi, więc chłopak dosłownie ciągnął mnie za sobą. Po kilku skrętach wypadliśmy z budynku na świeże powietrze. Blondyn odłożył cało dziewczyny na ziemię i przeciągnął się. Popatrzyłam na niego, a po chwili przycisnęłam do ściany i wydarłam się na niego.
-Zgłupiałeś, idioto?! Chciałeś, żeby cię zabiła czy jak?! Mogłeś skończyć jak Rosaline!
Kahir przez moment patrzył na mnie zdziwiony, a potem zaczął się śmiać.
-A co martwiłaś się?-spytał ze śmiechem, kiedy skończyłam się na niego wydzierać. Zdziwiona otworzyłam szerzej oczy, a potem zawołałam z oburzeniem
-NIE!-nagle zdałam sobie sprawę, że stoję blisko chłopaka. Za blisko. Odskoczyłam w tył i przygładziłam strój. Kahir zaczął śmiać się jeszcze bardziej. Ja również parsknęłam śmiechem.
-Dobra, chodźmy. Musimy ją zabrać do Taking'a, a ja muszę jeszcze dziś odreagować przy butelce-mruknęłam niby do siebie kątem oka zerkając na blondyna.
Kahir? xD wieczór przy winku się szykuje XDDD
Od Kahir'a c.d Klary
Przymknąłem oczy zagryzając zęby. Szybko złapałem dziewczynę za rękę i okręciłem ją według jej osi trzy razy.
-Ja? To nie ja biję kogoś za nic. Chyba, że uraża Cię moja obecność. - Wstrzymałem na chwilę taniec, a potem powtórzyłem ruch. Na twarzy Klary zauważyłem nieprzyjemny grymas. W pewnym momencie puściłem dziewczynę, a ona kręcąc się wylądowała na pobliskim brunecie. Otarłem brodę o swoje ramię i uśmiechnąłem. Upadek niebieskowłosej mnie rozbawił. Brunet pomógł jej wstać, patrzyła na mnie z wrogim spojrzeniem. Co ja na to? Odszedłem do baru. Zamówiłem następnego drinka. Tym razem nieco mocniejszego.
-Reho! - Usłyszałem obok siebie starą ksywkę sprzed wieków. Natychmiastowo spojrzałem w stronę głosu mojego dawnego kumpla.
-Ryan? Co Ty tu robisz?
-A Ty? Widzę nieco wkurwiony jesteś. - Rzekł, prosząc barmana o alkohol.
-Wkurwiony? Rozśmieszony. - Złapałem szklankę od drinka dwoma rękoma i zamieszałem ciecz.
-Mam coś, co jeszcze bardziej poprawi Ci humor!
-Tak? - Rozejrzałem się. Mężczyzna przytaknął i odsunął się od baru. Dopiłem drinka, a następnie poszedłem za nim. Wylądowaliśmy przed wejściem do lokalu.
-Taki aniołek jak Ty, w takim miejscu?
-Aniołek? Ten u góry zaczyna mieć gdzieś co się dzieje z jego... - Wstrzymałem się z wypowiedzią, gdy obok nas przechodziła jakaś dziewczyna.
-Ooo, Taking? Przecież wiesz co o Tym sądzę.
-Ano. Jeszcze trzymam z takim kimś jak Ty. Rozerwanie i śmierć na stosie nieunikniona. - Dawny przyjaciel uśmiechnął się wzdychając.
-A więc... bierzesz czy nie? - Wyciągnął do mnie rękę. Nagle z baru wyszła Klara. Z niewielkim zdziwieniem posłałem znaczące spojrzenie Ryan'owi. W ciągu pięciu sekund schował ową rękę i odszedł ode mnie. Odwróciłem się do dziewczyny z poważną miną.
_____________
Klara? :)))))))
-Ja? To nie ja biję kogoś za nic. Chyba, że uraża Cię moja obecność. - Wstrzymałem na chwilę taniec, a potem powtórzyłem ruch. Na twarzy Klary zauważyłem nieprzyjemny grymas. W pewnym momencie puściłem dziewczynę, a ona kręcąc się wylądowała na pobliskim brunecie. Otarłem brodę o swoje ramię i uśmiechnąłem. Upadek niebieskowłosej mnie rozbawił. Brunet pomógł jej wstać, patrzyła na mnie z wrogim spojrzeniem. Co ja na to? Odszedłem do baru. Zamówiłem następnego drinka. Tym razem nieco mocniejszego.
-Reho! - Usłyszałem obok siebie starą ksywkę sprzed wieków. Natychmiastowo spojrzałem w stronę głosu mojego dawnego kumpla.
-Ryan? Co Ty tu robisz?
-A Ty? Widzę nieco wkurwiony jesteś. - Rzekł, prosząc barmana o alkohol.
-Wkurwiony? Rozśmieszony. - Złapałem szklankę od drinka dwoma rękoma i zamieszałem ciecz.
-Mam coś, co jeszcze bardziej poprawi Ci humor!
-Tak? - Rozejrzałem się. Mężczyzna przytaknął i odsunął się od baru. Dopiłem drinka, a następnie poszedłem za nim. Wylądowaliśmy przed wejściem do lokalu.
-Taki aniołek jak Ty, w takim miejscu?
-Aniołek? Ten u góry zaczyna mieć gdzieś co się dzieje z jego... - Wstrzymałem się z wypowiedzią, gdy obok nas przechodziła jakaś dziewczyna.
-Ooo, Taking? Przecież wiesz co o Tym sądzę.
-Ano. Jeszcze trzymam z takim kimś jak Ty. Rozerwanie i śmierć na stosie nieunikniona. - Dawny przyjaciel uśmiechnął się wzdychając.
-A więc... bierzesz czy nie? - Wyciągnął do mnie rękę. Nagle z baru wyszła Klara. Z niewielkim zdziwieniem posłałem znaczące spojrzenie Ryan'owi. W ciągu pięciu sekund schował ową rękę i odszedł ode mnie. Odwróciłem się do dziewczyny z poważną miną.
_____________
Klara? :)))))))
Od Klary c.d. Kahir'a
Szczerze mówiąc to miałam ochotę zabić Kahir'a. Nie miałam teraz jednak wyjścia, gdyż nie chciałam robić scen, ale wiedziałam co usłyszę w ośrodku:
- Klara była w barze i tańczyła z jakimś obcym kolesiem.
No cóż, trzeba czasem pogodzić się z losem. Do czasu, aż będę musiała się tłumaczyć wymyślę jakąś wymówkę.
Poczułam w tym momencie, że Kahir łapie mnie za biodra, pewnie chciał mnie zmusić do poruszania tyłkiem. Złapałam go za nadgarstki i odsunęłam jego dłonie od mojego ciała.
- Poradzę sobie - syknęłam i zaczęłam tańczyć, mimo iż nie było mi to do końca na rękę. Jedynym plusem tej sytuacji było to, iż sam taniec nie był do końca taki zły ani trudny.
- Jesteś nienormalny - powiedziałam, gdy usłyszałam, że chłopak się śmieję. Złość na niego jeszcze mi nie przeszła do końca, ale wiedziałam, że i tak prędzej czy później mu to wybaczę, chociaż w tej chwili byłam wściekła. - Jesteś totalnie nienormalny.
Wymierzyłam mu dyskretnie bolesnego kuksańca w bok.
Kahir? To zamiast kopniaka xD
- Klara była w barze i tańczyła z jakimś obcym kolesiem.
No cóż, trzeba czasem pogodzić się z losem. Do czasu, aż będę musiała się tłumaczyć wymyślę jakąś wymówkę.
Poczułam w tym momencie, że Kahir łapie mnie za biodra, pewnie chciał mnie zmusić do poruszania tyłkiem. Złapałam go za nadgarstki i odsunęłam jego dłonie od mojego ciała.
- Poradzę sobie - syknęłam i zaczęłam tańczyć, mimo iż nie było mi to do końca na rękę. Jedynym plusem tej sytuacji było to, iż sam taniec nie był do końca taki zły ani trudny.
- Jesteś nienormalny - powiedziałam, gdy usłyszałam, że chłopak się śmieję. Złość na niego jeszcze mi nie przeszła do końca, ale wiedziałam, że i tak prędzej czy później mu to wybaczę, chociaż w tej chwili byłam wściekła. - Jesteś totalnie nienormalny.
Wymierzyłam mu dyskretnie bolesnego kuksańca w bok.
Kahir? To zamiast kopniaka xD
Od Seeley c.d. Nezumi'ego
Wymusiłam na sobie lekki uśmiech i spojrzałam w bok. Nie lubiłam wracać do przeszłości. Wolałam pozostawić to za sobą. To wszystko co bolało. Przecież to historia.. Po co do niej wracać? Żeby znowu cierpieć? Katować się? Najważniejsze jest tu i teraz. Przeszłość już nic nie znaczy.
-Seeley..?-usłyszałam Nezumi'ego. Popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się lekko, tym razem szczerz, widząc cień niepokoju w jego oczach. Pokiwałam głową na znak, że wszystko okey. Blondynka zza baru podała nam niebieskie drinki z lodem. Przyjrzałam się napojowi uważnie i zerknęłam na chłopaka. Był rozbawiony moją reakcją. Uśmiechnęłam się i postukałam palcami w szklankę.
-Więc..-zaczęłam kątem oka łapiąc kolejne mordercze spojrzenie Julie. Zdusiłam w sobie śmiech.-Chciałbyś wiedzieć... Co chciałbyś wiedzieć?-dokończyłam w końcu zanosząc się śmiechem. Nez wzruszył ramionami pijąc drinka, a następnie odparł.
-Na początek: jak zostałaś Apostołem?
Przekręciłam głowę w lewo i zamrugałam szybko oczami. Parsknęłam śmiechem i wyprostowałam się.
-Normalnie.. Tak jakby-posłałam mu delikatny uśmiech. Moje myśli zaczęły krążyć wokół mojej historii.-Zacznijmy od tego, że Apostołem jestem już od czterech lat. Stałam się nim, gdy miałam 14 lat i byłam głupia, pusta i nic nie wiedziałam o życiu.. Przynajmniej tak twierdzili wszyscy dookoła-upiłam napój i zamieszałam w nim plastikową rurką do picia.-Przy każdej okazji wypominali mi, że jestem głupia i nie mam pojęcia o życiu, bo jestem tylko dzieckiem.. Z największą przyjemnością robił to ojciec i jego matka, a moja babcia. Hah.. Największym wsparciem w rodzinie był dla mnie dziadek od strony matki. To on zawsze mi powtarzał, że we mnie wierzy i że dam sobie rade pomimo tego co mówią wszyscy inni. Zawsze darzył mnie wyjątkowym zaufaniem i przy każdym naszym spotkaniu powtarzał, że jestem silna i dam sobie ze wszystkim radę, jeśli tylko będę chciała. Cała reszta rodziny tępiła mnie niszcząc tym samym psychikę-uśmiechnęłam się smutno do pustego naczynia przede mną-Ktoś mógłby stwierdzić, że przecież miałam oparcie w przyjaciołach-zaśmiałam się pusto-Tsaaa.. Dlaczego nazywamy "przyjaciółmi" ludzi, którzy nas wykorzystują? Tych egoistów, którzy martwią się tylko o własną dupę i dla reguły zapytają "co tam u ciebie"? To właśnie ci "przyjaciele" nas niszczą-uśmiechnęłam się patrząc na niebieskowłosego chłopaka-Zmieniają tak jak im się podoba, a my poddajemy im się, bo wierzymy, że chcą dla nas dobrze. A prawda jest taka, że oni robią wszystko by skompromitować nas przed tymi, na których nam zależy i wygodnie ułożyć sobie życie. A wiesz co najbardziej niszczy? Kłamstwa. Zwłaszcza te dotyczące uczuć. Ile to razy w życiu ludzie mówią "kocham", choć tak naprawdę nic nie czują? Dlaczego to kłamstwo, które rani najbardziej na świecie, jest aż tak często powtarzane? Rozumiem, że są zauroczenia i zakochania, bo ani jedno, ani drugie nie jest miłością, ale... Zeszłam z tematu, no masz..-mruknęłam, kiedy dziewczyna zza lady podawała nam kolejne drinki-Skracając moją historie jak tylko się da: umarłam za uczucie-uśmiechnęłam się szeroko do Nezumi'ego-Jak będziemy wracać do Lighttown to coś ci pokarzę. A teraz ty opowiedz, krócej, dłużej.. Opowiedz-popatrzyłam na niego z uśmiechem i oparłam się łokciem o ladę.
Nez? xD Tag bardzo wiadomo moją historię x'DDDD
Nez? xD Tag bardzo wiadomo moją historię x'DDDD
Od Miyu c.d. Manon
Dziewczyna wydała mi się bardzo sympatyczna. Od razu widać, że nie należy do tych ponurych nudziarzy na jakich często trafiałam.
-Zmieniasz się w wilka czy coś.. Prawda? Bo nie potrafię wyobrazić sobie jak mogłabyś to zrobić w tej postaci - zaśmiała się
- Tak, jednak wolę być w tej postaci - Mówiąc pokazałam na siebie. Dopiero teraz przyjrzałam się uważniej dziewczynie. Miała piękne, długie, różowe włosy. Oczy były nieco ciemniejszego odcienia różu. Dostrzegłam również rogi. Właściwie nigdy nie widziałam anioła z rogami więc była to dla mnie nowość. Zaczęłam rozmyślać jak to jest mieć coś takiego, kiedy zorientowałam się, że nadal gapie się na apostoła. Odwróciłam wzrok nieco zażenowana.
- Nad czym się zastanawiasz?
- Fajne rogi - odparowałam bez zastanowienia. Właściwie mało obchodziło mnie co myślą o mnie inni jednak teraz zaczęłam się zastanawiać czy jej nie uraziłam. Oparłam się o najbliższe drzewo i wzięłam do ust krzyżyk, który zawsze nosiłam na szyi.
Manon? ^^''
-Zmieniasz się w wilka czy coś.. Prawda? Bo nie potrafię wyobrazić sobie jak mogłabyś to zrobić w tej postaci - zaśmiała się
- Tak, jednak wolę być w tej postaci - Mówiąc pokazałam na siebie. Dopiero teraz przyjrzałam się uważniej dziewczynie. Miała piękne, długie, różowe włosy. Oczy były nieco ciemniejszego odcienia różu. Dostrzegłam również rogi. Właściwie nigdy nie widziałam anioła z rogami więc była to dla mnie nowość. Zaczęłam rozmyślać jak to jest mieć coś takiego, kiedy zorientowałam się, że nadal gapie się na apostoła. Odwróciłam wzrok nieco zażenowana.
- Nad czym się zastanawiasz?
- Fajne rogi - odparowałam bez zastanowienia. Właściwie mało obchodziło mnie co myślą o mnie inni jednak teraz zaczęłam się zastanawiać czy jej nie uraziłam. Oparłam się o najbliższe drzewo i wzięłam do ust krzyżyk, który zawsze nosiłam na szyi.
Manon? ^^''
Od Nezumi'ego c.d. Seeley
-Po takiej robocie chętnie wyskoczę na kilka drinków- rzuciłem, przymykając oczy.- Mam nadzieję, że nie odpadniesz po piątym?
-Ja? Martwiłabym się bardziej o Ciebie- zaśmiała się białowłosa.
-Nie wydaje mi się-rzuciłem z chytrym uśmiechem.- Zbieraj się, bo szkoda nam czasu. Jutro muszę być u Annie przed popołudniem, a nie planuję wychodzić przynajmniej do piątej rano.
Moja wypowiedź spotkała się z akceptacją, gdyż prawie od razu byliśmy w świecie ludzi.
-Gdzie idziemy?
-Znam jeden dobry bar. Wydaje mi się, że Ci podejdzie, z uwagi na fakt, że nie jeździ tam zbyt wiele samochodów- rzuciłem, za co zostałem uderzony żartobliwie w ramię. Szliśmy przez las, by nie wzbudzać szczególnych kontrowersji ze strony pijanych dresów i ich jeszcze bardziej naprutych panienek. Zachodzące Słońce dawało coraz mniej światła i kiedy byliśmy już na miejscu, to Księżyc był naszym jedynym źródłem światła.
-To jesteśmy- wskazałem na średniej wielkości, drewniany budynek, skromnie przyozdobiony złotymi lampkami podobnymi do tych, jakie można znaleźć na choinkach.
Oczywiście nie można zapomnieć o neonowym napisie nazwy lokalu.
-Skromny- ujęła szybko, zerkając na mnie.
-Ta.. i nie jest specjalnie znany, więc spokojnie możesz pić, nie obawiając się o to co będziesz robić po pijaku. Nikt poza mną Ci tego nie wypomnij- zażartowałem, podchodząc bliżej baru, gdzie stały dwa samochody.
Od razu, gdy weszliśmy do mojego nosa doszedł zapach tytoniu, który powitał nas razem z głośną muzyką, wydobywającą się z szafy grającej.
Seeley rozglądała się z ciekawością po wnętrzu, gdy ja zbliżyłem się pewnie do baru, za któym stała smukła blondynka z krwisto czerwonymi ustami.
-Cześć Nez-uśmiechnęła się dostrzegając mnie przy blacie.
-Witaj Julie, to co zwykle- machnąłem obojętnie do barmanki.
-Słuchaj... za dwie godziny kończę. Może...
-Wybacz, jestem dziś z kimś- urwałem, dowiadując się o zamiarach blondynki, szybko machnąłem, do Seeley, by ta pojawiła się przy moim boku.-Co tak długo się rozglądasz skarbie?
Moja towarzyszka zerknęła na mnie zdziwiona, jednak szybko zmieniła wyraz twarzy, kiedy posłałem jej spojrzenie typu "wyjaśnię Ci później".
Julie puściła jej wrogie spojrzenie, ale szybko nałożyła maskę przyjacielsko nastawionej.
-Co dla Ciebie?- rzuciła słodko.
-Em... może na początek to co on- dodała, by szybko pozbyć się dziewczyny, która zajęła się zamówieniem.-Co to było?
-Laska za każdym razem próbuję mnie namówić, bym... został u niej na noc, więc sama rozumiesz- wyjaśniłem.- Chyba już straciłem w jej oczach.
-Oby... to zaczynaj, bo chętnie czegoś się już o Tobie dowiem- rzuciła podekscytowana, kładąc dłonie na udach.
-Może najpierw ty coś o sobie opowiedz. Wolę wiedzieć z kim piję- zaśmiałem się, przypominając sobie incydent w chatce Max'a
Seeley?
-Ja? Martwiłabym się bardziej o Ciebie- zaśmiała się białowłosa.
-Nie wydaje mi się-rzuciłem z chytrym uśmiechem.- Zbieraj się, bo szkoda nam czasu. Jutro muszę być u Annie przed popołudniem, a nie planuję wychodzić przynajmniej do piątej rano.
Moja wypowiedź spotkała się z akceptacją, gdyż prawie od razu byliśmy w świecie ludzi.
-Gdzie idziemy?
-Znam jeden dobry bar. Wydaje mi się, że Ci podejdzie, z uwagi na fakt, że nie jeździ tam zbyt wiele samochodów- rzuciłem, za co zostałem uderzony żartobliwie w ramię. Szliśmy przez las, by nie wzbudzać szczególnych kontrowersji ze strony pijanych dresów i ich jeszcze bardziej naprutych panienek. Zachodzące Słońce dawało coraz mniej światła i kiedy byliśmy już na miejscu, to Księżyc był naszym jedynym źródłem światła.
-To jesteśmy- wskazałem na średniej wielkości, drewniany budynek, skromnie przyozdobiony złotymi lampkami podobnymi do tych, jakie można znaleźć na choinkach.
Oczywiście nie można zapomnieć o neonowym napisie nazwy lokalu.
-Skromny- ujęła szybko, zerkając na mnie.
-Ta.. i nie jest specjalnie znany, więc spokojnie możesz pić, nie obawiając się o to co będziesz robić po pijaku. Nikt poza mną Ci tego nie wypomnij- zażartowałem, podchodząc bliżej baru, gdzie stały dwa samochody.
Od razu, gdy weszliśmy do mojego nosa doszedł zapach tytoniu, który powitał nas razem z głośną muzyką, wydobywającą się z szafy grającej.
Seeley rozglądała się z ciekawością po wnętrzu, gdy ja zbliżyłem się pewnie do baru, za któym stała smukła blondynka z krwisto czerwonymi ustami.
-Cześć Nez-uśmiechnęła się dostrzegając mnie przy blacie.
-Witaj Julie, to co zwykle- machnąłem obojętnie do barmanki.
-Słuchaj... za dwie godziny kończę. Może...
-Wybacz, jestem dziś z kimś- urwałem, dowiadując się o zamiarach blondynki, szybko machnąłem, do Seeley, by ta pojawiła się przy moim boku.-Co tak długo się rozglądasz skarbie?
Moja towarzyszka zerknęła na mnie zdziwiona, jednak szybko zmieniła wyraz twarzy, kiedy posłałem jej spojrzenie typu "wyjaśnię Ci później".
Julie puściła jej wrogie spojrzenie, ale szybko nałożyła maskę przyjacielsko nastawionej.
-Co dla Ciebie?- rzuciła słodko.
-Em... może na początek to co on- dodała, by szybko pozbyć się dziewczyny, która zajęła się zamówieniem.-Co to było?
-Laska za każdym razem próbuję mnie namówić, bym... został u niej na noc, więc sama rozumiesz- wyjaśniłem.- Chyba już straciłem w jej oczach.
-Oby... to zaczynaj, bo chętnie czegoś się już o Tobie dowiem- rzuciła podekscytowana, kładąc dłonie na udach.
-Może najpierw ty coś o sobie opowiedz. Wolę wiedzieć z kim piję- zaśmiałem się, przypominając sobie incydent w chatce Max'a
Seeley?
Subskrybuj:
Posty (Atom)