piątek, 31 lipca 2015

Od Klary c.d. Kahir'a

Poczułam się nieswojo, przestępując próg mojego domu. Brakowało mi Kahir'a, gdyż był jedyną osobą, którą dobrze znałam w moim "nowym" świecie. Cieszyłam się jedynie, że jest tutaj mój podopieczny, natomiast panicznie bałam się spotkania z rodzicami. Co powiedzą na moją amnezję?
- Klara! - Do przedpokoju wpadła kobieta - moja matka, jeśli dobrze zapamiętałam ją ze zdjęcia. Chyba ucieszyła się na mój widok, wyglądała jednak na zmartwioną. Za nią pojawił się ojciec.
- To prawda, że straciłaś pamięć? - Zapytał surowym głosem i oboje wprowadzili mnie do salonu. Nie było tam ani Charlie'ego, ani dwójki pozostałych dzieci, co lekko mnie przeraziło. Sam na sam z dwójką obcych ludzi...
- Zupełnie - odparłam, przygryzając wargę. Znowu wyraźnie słyszałam myśli moich rozmówców. Oboje mi wierzyli, wszakże - tak jak mówił Kahir - byłam dosyć grzeczną dziewczynką.
- Nie pamiętasz o tym, że jesteś Apostołem? - Zapytała Daria i natychmiast zaczęła mnie uspokajać, widząc moją przerażoną minę, gdyż byłam pewna, iż nikt nie może o tym wiedzieć. - My też nimi jesteśmy. Nie jesteś adoptowana, jako jedyna jesteś naszym prawdziwym dzieckiem. Susan jest moją podopieczną, Knox natomiast podopiecznym Neila. Twój jest Charlie.
Zaczęli mi wszystko tłumaczyć, jednak po tej rozmowie czułam tylko jeszcze większy mętlik w głowie. Nie miałam nawet siły ruszyć swojej księgi. Natomiast z samego rana wybrałam się do Kahir'a by mu o tym wszystkim opowiedzieć.

Kahir?  :( Nie potrafię wymyślić nic sensownego.

Od Seeley c.d. Kahir'a

Wzięłam głęboki wdech otwierając usta by coś powiedzieć. Jednak nagle w mojej głowie pojawiła się pustka. Nie wiedziałam co powiedzieć, co myśleć.. Co zrobić. Spuściłam głowę i przymknęłam oczy.
-Możemy wracać do domu..?-spytałam. Po wypowiedzeniu tych słów poczułam jak nogi uginają się pode mną. Wcześniej nawet nie zwróciłam uwagi, że byłam taka zmęczona.
-Jasne-powiedział blondyn, lecz jeszcze przez moment mnie otulał. Kiedy podniosłam wzrok zobaczyłam, że jesteśmy w Lighttown przed Bramą. teleportacja, no tak.. Zapomniałam. Chłopak powoli wypuścił mnie z uścisku. Przez chwilę stałam próbując utrzymać się na nogach. Nagle poczułam jak Kahir bierze mnie na ręce. Przez chwilę patrzyłam na niego zdziwiona, lecz po chwili bez słowa wtuliłam się w chłopaka.
Po drodze musiałam przysnąć, bo kiedy ponownie otworzyłam oczy leżałam pod kołdrą we własnym domu. Usłyszałam skrzypienie wejściowych drzwi, więc szybko wstałam i potykając się po ciemku o różne przedmioty pobiegłam do drzwi. Otworzyłam je z rozmachem i przytrzymując się framugi powiedziałam do chłopaka, który zdziwiony patrzył na mnie.
-Kahir.. Nie zostawiaj mnie samej..-popatrzyłam na niego prosząco. Co ja właściwie robiłam? Nie wiedziałam tego i nawet nie chciałam się nad tym zastanawiać. Chciałam po prostu.. Żeby został.

Kahir? Brak weny, romantyczność to nie moja bajka ;_;

Od Kahir'a c.d. Seeley

Poczułem "ukłucie" w sercu gdy dowiedziałem się, że Seeley słyszała słowa Alexandra.
-Mogę Ci wszystko wyjaśnić. Powiedzieć... o ile tego chcesz.
-Nie, wolę nie. - Wciąż spoglądała w niebo, a na jej odkrytej skórze zauważałem dreszczyk.
-Na pewno wyrwałaś to z kontekstu. Nie słyszałaś całej rozmowy, prawda?
-No tak, prawda. - Zniżyła głowę. Patrzyła przed siebie zakładając ręce na pierś.
-Więc nie wiesz, co mu jeszcze naopowiadałem. Nie wyciągaj pochopnych słów.
-A więc co mu powiedziałeś? - Mruknęła pod nosem. Zacisnęła ręce jeszcze bardziej i ponownie spojrzała w niebo robią krok w przód.
-Nie chciałaś wiedzieć. - Uśmiechnąłem się z kpiną.
-Już chcę. - Zmieniła zdanie. Nie mogąc złożyć zdania najpierw podszedłem do jej pleców. Otuliłem ją kładąc swoją brodę na jej ramię. W pewnym momencie jeszcze bardziej ją przytuliłem i odpowiedziałem na jej pytanie.
-Że nie byłaś pierwszą lepszą. Że alkohol to wymówka, a tak naprawdę coś mnie do Ciebie "ciągnie". Nie potrafiłem się jednak obronić przed jego kpinami o innych dziewczynach. Może i nie różnie się od innych facetów... ale no cóż... - Na koniec odchrząknąłem bojąc się jej reakcji. Miałem tylko nadzieję, że i tym razem mnie nie będzie próbowała utopić. Na szczęście nie było tutaj fontanny... a... niestety było bajorko. Nagle Seeley wzięła głęboki oddech, po czym zbierała się na słowa.

Seeley? ._. romantyk to ze mnie nie jest.. xDDD

Od Kahira c.d. Klary

Pomyślałem sobie, że będę musiał uważać na pewne myśli. Dziewczyna na przeciwko mnie głupio się uśmiechnęła. Miałem przeczucie, że nawet teraz siedzi w mojej głowie.
-To może dwie małe pizze? Dla Ciebie bez mięsa a dla mnie full dodatków. - Dodałem, aż na samą myśl ślinka mi ciekła.
-No dobra. - W samą porę zjawił się kelner. Wraz z Klarą złożyłem zamówienie. Gdy już nas obsłużono a pizza leżała przed nami przed jedzeniem otarłem dłoń o dłoń.
-Mmm.... smakowicie pachnie. - Zerknąłem na swoje jedzenie porównując zamówienie dziewczyny.
-No to smacznego. - Mruknęła z uśmiechem i zaczęła się delektować. Odwzajemniłem uśmiech. Po kilku minutach mała pizza została przeze mnie zjedzona. Z ciekawością spojrzałem się na Klarę. Został jej jeden kawałek.
-No jedz. Co tak się obijasz?
-Nie jestem Tobą. Nie jem wszystkiego na raz. - Fuknęła gryząc pizzę.
-Okej, okej. Idę po coś do picia. Chcesz coś?
-Możesz mi wodę wziąć. - Kiwnąłem głową i udałem się do baru. Zakupiłem dwa napoje i wróciłem do stolika.
W pełni najedzeni oddałem książkę Klarze i odprowadziłem ją do domu Charliego. Po wydarzeniach z dnia, udałem się do Lighttown. Od razu do przybyciu do swojej chatki zasnąłem.

Klara? x.X oddaj wenę.

czwartek, 30 lipca 2015

Od Seeley c.d. Nezumi'ego

Popatrzyłam na niego naburmuszona. Chłopak się zaśmiał, jednak nie miał zamiaru mnie puścić. Oparłam brodę na jego ramieniu i zaczęłam cicho nucić powoli przymykając oczy. Nagle Nez dźgnął mnie palcem w żebra przez co podskoczyłam z piskiem.
-Bez takich!-zawołałam ze śmiechem rozbudzając się.
-Co ja poradzę? Zasypiasz w wodzie-zaśmiał się i wypuścił mnie z uścisku. Odpłynęłam kawałek i wyszłam na pomost. Położyłam się i zamknęłam oczy. Po chwili poczułam jak niebieskowłosy siada obok.
-Zmęczona?-zaśmiał się. Uśmiechnęłam się lekko i pokiwałam głową.
-Serio będziesz musiał mnie nieść-powiedziałam i otworzyłam jedno oko by spojrzeć na jego reakcję. Wzruszył tylko ramionami. Ponownie zaczęłam nucić pod nosem machając w powietrzu ręką. Chłopak zaczął się śmiać.
-Próbujesz coś złapać?
-Naśmiewaj się-mruknęłam, lecz nie potrafiłam powstrzymać uśmiechu-Będziesz mnie niósł, zobaczysz. To jest groźba!
-Jak dla mnie spoko-powiedział ze śmiechem. Przewróciłam oczami.
-Jak to właściwie jest? Z tym czytaniem w myślach?
-Co masz na myśli?
-Po prostu opowiedz o tym. Kontrolujesz to czy nie? I w ogóle..-mruknęłam ziewając. Byłam coraz bardziej zmęczona.


Nez?

100 pościk :3

Się aż przeraziłam xD Mamy 100 postów na naszym blogu ^^
Oficjalnie obwieszczam iż jestem z Was wszystkich dumna :D 100 to taaaaaakaaaaa okrąglutka liczba *-*
Dobijamy do 200? ;D
Być może coś z tej okazji się pojawi, ale najpierw muszę złapać w swoje łapki naszego kochanego Kahir'a ♥ Bo gdzieś mi się ostatnio zgubił ;__;
A teraz pięknej weny jak do tej pory, by wystarczyło jej na kolejne 100 postów i więcej ;D

Seeley,
robiąca za kotka, Mrrraw =^.^=

Od Seeley c.d. Kahir'a

Zaniepokojona spojrzałam na lekarza. Żołądek zwijał mi się w kłębek z nerwów i nawet gorąca czekolada mi nie pomagała.
-Wszystko będzie w porządku-pokiwał głową-Całe szczęście kula przeszła nisko, bo gdyby dostał trochę wyżej..
-Ale..?-pogoniłam lekarza widząc w jego oczach, że jednak coś jest nie tak.
-Ale musi pozostać na kilka dni w szpitalu. Nie jesteśmy pewni, bo badania z jakiegoś powodu nie są dokładne, ale pacjent najprawdopodobniej ma jakąś przewlekłą chorobę-wzruszył ramionami. Przez sekundę miałam ochotę go zabić.
-Mogę go zobaczyć?
-Co prawda nie jest pani jego rodziną..-mruknął jednak przepuścił mnie do drzwi-Z drugiej strony korytarza jest wyjście na kolejny oddział, niech tam pani go szuka. Pana jednak nie mogę wpuścić-zwrócił się do Kahir'a. Szybko minęłam lekarza i przebiegłam przez korytarz wpadając do innego oddziału. Zaskoczona pielęgniarka popatrzyła na mnie nie wiedząc co ma zrobić. Przymknęłam oczy i truchtem pobiegłam do sali, na której leżał mój podopieczny. Był nieprzytomny. Jednak czułam, że wszystko z nim w porządku. Oczy po raz kolejny tego dnia wypełniły mi się łzami. Pokręciłam głową nie mając sił by do niego podejść. Odwróciłam się wpadając jednocześnie na Kahir'a. Popatrzyłam na niego zdziwiona jego obecnością. Na jego ustach na moment pojawił się delikatny uśmiech. Minęłam go chcąc jak najszybciej opuścić szpital.
Szliśmy główną ulicą w nie do końca określonym kierunku. Po prostu szliśmy przed siebie. W ciszy. Oboje zatopieni we własnych myślach. Popatrzyłam przed siebie na ciemną ulice oświetloną jedynie latarniami.
-Dziękuję..-mruknęłam ni z tego, ni z owego. Blondyn przystanął, zrobiłam to samo. Lekko się uśmiechnęłam i podeszłam do niego bliżej. Nagle spojrzałam w bok i odsunęłam się o krok.
-Dlaczego właściwie tutaj jesteś..?-zaryzykowałam. Od wyjścia ze szpitala dręczyły mnie pytania dotyczące chłopaka i tego co się wydarzyło.-Przecież Alex mówił..-urwałam nie chcąc wkopać podopiecznego kolegi.
-Co mówił?-spytał nieco podejrzliwie.
-No.. Że przespałeś się ze mną tylko przez alkohol.. I że już dziś będziesz miał inną..-pokręciłam głową-Zresztą.. Nie odpowiadaj.. Nie jestem pewna czy chce znać odpowiedź-spojrzałam w niebo i zadrżałam od podmuchu wiatru.

Kahir? ;-;

Od Nezumi'ego c.d. Seeley

Księżyc dawał jasne światło, dzięki czemu mogłem dostrzec zmęczenie dziewczyny.
- Kto by pomyślał, że ty w ogóle się męczysz- zaśmiałem się
- Wiesz, udawanie Twojej drugiej połówki jest męczące.
- To pływaj, bo wolę mieć pewność, że nie dostanę za niesienie cię- prychnąłem
- Dostaniesz jak będziesz mnie wkurzał idioto
- To ty taka?- uniosłem brew, a następnie chwyciłem dziewczynę za nadgarstki, przyciągając do siebie- I co teraz?
- Lepiej mnie puść łajzo- rzuciła w chytrym uśmiechem
- Wydaję mi się,że tego nie zrobię
Seeley zaczęła się szarpać jak jakaś ryba, ale nie była w stanie za wiele zdziałać. W końcu zaczęła opadać z sił, co wywołało u mnie zaciesz. Puściłem ją, a ta w mig to wykorzystała ciągnąć mnie na dno. Pod taflą wody było o wiele ciemnej, ale ustalenie położenia See nie było trudne ze względu na moją zdolność. Gdy ta chciała mnie złapać od tyłu, podwrociłem się, po czym objąłem ją w taki sposób, że nie była w stanie uwolnić rąk.
- Znowu wygrałem- rzuciłem gdy tylko zaczerpnelismy tchu.

<Seeley >

Od Klary c.d. Kahir'a


Patrzyłam na niebo, które co chwilę rozświetlały pioruny i pomyślałam, że uwielbiam burzę. Zabawne, nie pamiętam kim jestem, ale wiem, co lubię. Przynajmniej zaczynam zyskiwać jakaś tożsamość. Zawsze coś.
- To jaką pizzę zamawiamy? - Z zamyślenia wyrwał mnie głos Kahir'a. Spojrzałam na chłopaka, potem na menu i przygryzłam wargę. Nie wiedziałam jakie dodatki lubię, ani nic... Lecz nagle coś mi się przypomniało.
- Jakąś bez mięsa - odparłam, szukając w karcie czegoś, co pasowałoby do mojego gustu. Chłopak popatrzył na mnie ze zdziwieniem, jakby chciał mnie zapytać "dlaczego", więc szybko dodałam:
- Jestem wegetarianką.
- Skąd... zaraz? Pamiętasz? - Zapytał z nadzieją, ale niestety, musiałam pokręcić przecząco głową. Moja pamięć nadal nie była skłonna odpowiadać na pytania, które jej zadawałam, zupełnie jakby ogłuchła.
- Niestety nie - westchnęłam cicho. Bardzo chciałabym pamiętać, cokolwiek, nawet taką głupotę jak to, jaką lubię pizzę, jakiej muzyki słucham i czy czytam książki, a jak już to jakie? Fantasy czy romantyczne? - Przeczytałam to w myślach Charlie'ego. Nie potrafię tego kontrolować, nawet teraz cały czas czuję się, jakbym siedziałam w twojej głowie...

Kahir? A o czym myślisz? :D

Od Kahir'a c.d. Seeley

Przegarnąłem włosy. Patrząc z góry na dziewczynę zaczynałem siebie obwiniać w myślach. W końcu to ja nieznacznie się do niej zbliżyłem, nie mogłem się powstrzymać. Ale kolej tej rzeczy tkwiła w tym, że białowłosa czymś przyciągała mnie do niej.
Przerwałem myśli i ukucnąłem. Położyłem dłoń na ramię załamanej dziewczyny.
-Wyjdzie z tego, zobaczysz... To nie tylko twoja wina. Jak chcesz... mogę zniknąć raz na zawsze. - Wypowiadając ostatnie słowa dziewczyna wręcz "wskoczyła" na mnie i mnie mocno przytuliła. Zaskoczony upadłem na ziemię, a ona wraz ze mną.
-Ani mi się wasz. - Powiedziała ocierając łzy. Kobiety to jednak zmienne są. Położyłem swoją dłoń na jej policzku a łzę otarłem kciukiem.
-Uwierz, nie chcę Cię skrzywdzić... ani nie chciałem. - Seeley lekko uśmiechnięta wstała. Zrobiłem to samo. - Wiesz do jakiego szpitala go zabrali?
-Tak.. - Mruknęła cicho pod nosem. Niepewny objąłem ją jedną ręką w tali i podeszliśmy do ulicy. Wezwaliśmy taxi.
Będąc w szpitalu zobaczyłem ciało Manu które było zabierane do sali operacyjnej. Z Seeley czekaliśmy aż do końca. Zmartwiona Sorrow aż z nerwów rozciągała swoje rękawy od bluzki. Przyniosłem jej gorącą czekoladę na uspokojenie i przysiadłem się do niej. W końcu podszedł do nas lekarz. Wstaliśmy i czekaliśmy na dobrą nowinę.

Seeley? Brak pomysłu :c

Od Kahir'a c.d. Klary

-Przynajmniej nigdy tego nie robiłaś przy mnie. - Dodałem po kilku sekundach.
-Czy czegoś jeszcze nie robiłam, nie robię?
-Nie pijesz, jesteś grzeczna. Zresztą dowiesz się wszystkiego w księdze.
-Ty też masz taką księgę?
-Jak każdy z nas. - Odchrząknąłem. Niby miałem jak każdy, ale pewnej nocy czytając ową księgę wydarłem parę stron. Najczęściej z moimi tajemnicami. Nikt po za właścicielem nie miał prawa czytać biografii. Chyba, że na rozkaz Taking'a.
-Okej.  - Przytaknęła. Uśmiechnęła się, jednak inaczej niż zwykle. Pewnie przez tą całą sprawę.
-To może najpierw coś zjemy? Proponuję pizze. A potem wrócimy do "domu". Będziesz musiała ostro zakuwać.
-Haha, dlaczego ostro? - Spytała z podejrzeniem.
-W końcu to jakieś dwieście stron. Chyba się nie zanudzisz swoją osobą. - Rzekłem myśląc o tym jak była grzeczna. Bynajmniej ja bym zasnął czytając o grzecznej dziewczynce. Chociaż ciekawy fakt to dom dziecka oraz stróżowanie.
-No to dzięki... za wiarę we mnie. - Spojrzałem na dziewczynę i szeroko się uśmiechnąłem. Przełożyłem swoją rękę przez kark dziewczyny i ruszyliśmy do jakiejś pizzerii. Usiadliśmy w kącie przy oknie. W oczekiwaniu na zamówienie zaczęła padać, były to wielkie krople deszczu. A niebo oświetlały błyskawice.

Klara? Jakaa to pizzzaaaa? :3

środa, 29 lipca 2015

Od Klary c.d. Kahir'a

Czułam się okropnie w tym domu, którego nie poznawałam, a musiałam tutaj bywać wiele razy, skoro Charlie był moim przyjacielem. Miałam nadzieję, że gdy go zobaczę coś sobie przypomnę, ale nic... nadal miałam pustkę w głowie. Przerażało mnie to, tak samo jak perspektywa przeczytania o sobie w księdze... Nie wiedziałam czego się tam dowiem i tego właśnie się bałam.
- Klara... naprawdę nic nie pamiętasz? - Zapytał mnie chłopak, patrząc na mnie z nadzieją. Od razu poczułam do niego sympatię i było mi go żal. Ciekawe jak ja bym się zachowywała, gdyby bliska mi osoba kompletnie mnie nie pamiętała.
- Zupełnie - pokręciłam przecząco głową, wzdychając ciężko. Rozejrzałam się po salonie, gdzie na kominku stały zdjęcia wszystkich członków rodziny. Znajdowało się tam zdjęcie jakiegoś małżeństwa w średnim wieku. - To twoi rodzice?
- Nie... to znaczy po części tak... - odpowiedział chłopak marszcząc czoło. Zauważyłam, że go zmartwiłam i to jeszcze bardziej niż przed chwilą, gdy dowiedział się, że straciłam pamięć. Chyba miał nadzieję, że to jednak żart... - Jestem adoptowany i ty też. Znamy się z domu dziecka. Daria i Neil są naszą rodziną zastępczą. Oprócz nas mieszka tutaj jeszcze Susan i Knox. Boże... Ty naprawdę straciłaś pamięć. Jak to się stało?
Kahir próbował mu to jakoś wytłumaczyć, omijając oczywiście elementy jego przemiany w wilka i tak dalej... Gdy wreszcie opuściliśmy dom (podobno rodzice przyzwyczaili się do tego, że jestem niewdzięcznym dzieckiem, które rzadko przebywa z rodziną), odetchnęłam z ulgą.
- K****a... - mruknęłam, wpatrując się w niebo, które zaczęło przybierać już granatowy kolor. Wiedziałam, że muszę jeszcze dzisiaj wziąć się za studiowanie mojej biografii, ale oddalałam tę myśl.
- Klara... - powiedział niepewnie Kahir.
- Co?
- Ty nie przeklinasz - przypomniał mi.

Kahir? Charlie miał mieszkać w domu dziecka, ale jak już napisałeś o tym domu... :P

Od Seeley c.d. Kahir'a

Odwróciłam się od chłopaka i spojrzałam na Manu i Matta.
-Już się pobiłeś? Możemy już iść? Czy chcecie się dalej bić?-warknęłam mrużąc oczy.
-See..-podopieczny położył mi dłoń na ramieniu. Spojrzałam na niego zła, więc szybko zabrał rękę. Naprawdę chciałam się stąd zabrać. Czekałam aż któryś z chłopaków mi odpowie, lecz zamiast tego usłyszałam za sobą
-Hej, wy!
Wszyscy jak na komendę się odwróciliśmy. Kilkanaście kroków od nas stała grupka facetów. Większość z nich w kapturach z rękami schowanymi w kieszeniach.
-Seeley..-szepnął Manu. Domyśliłam się, że to ci z którymi podopieczny miał na pieńku. Poza tym było w nich coś dziwnego. Kiedy jeden z nich spojrzał mi w oczy aż się cofnęłam wpadając na kumpla Emmanuela. Mimowolnie zerknęłam na Kahir'a. Zacisnęłam dłonie w pięści modląc się by żaden z chłopaków im nie odpowiedział. Niestety Matt ma niewyparzoną gębę.
-Czego chcecie?!-zawołał po czym zgiął się z jękiem w pół. Dźgnięcie łokciem było trafne. Podeszli do nas szybko.
-Wasz kolega ma z nami niezałatwione interesy-powiedział jeden z nich chrapliwym głosem.
-Coś ty-syknęłam zanim ktokolwiek zdążył się odezwać. Facet spojrzał na mnie z góry.
-Zamknij się, lalka. Nie twoje sprawy-mówiąc to złapał mnie za ramie i odepchnął na bok. Poleciałam na lewą stronę, a upadając wbiłam sobie jakiś kamyk w biodro.
-Zostaw ją!-nie poznałam po głosie kto to powiedział, ale mógł milczeć. Czterech gości wyciągnęło z kieszeni noże, a dwóch pozostałych pistolety. Nim się zorientowałam Manu zniknął z pola widzenia. Co gorsza razem z gościem, który miał pistolet. Wstałam szybko podcinając nogę jednemu w kapturze. Spojrzałam na Kahir'a i Alexandra. Dawali sobie rade. Tak samo inny. Tylko gdzie Manu? Nagle dostrzegłam go przybitego do ściany jednej z ramp przez mężczyznę w czarnej bluzie. To był ten sam, który mnie odepchnął. Spojrzał na mnie z wrednym uśmiechem, przykładając chłopakowi pistolet do brzucha i ciągnąc za spust. Huk wystrzału wprawił wszystkich w osłupienie. Nie patrząc na nic puściłam się w ich stronę. Skoczyłam na mężczyznę wytrącając mu z dłoni broń. Przeskoczyłam nad nim i wylądowałam na zgiętych nogach.
-Właśnie zadarłeś ze śmiercią-wysyczałam przez zaciśnięte zęby. Mężczyzna tylko się zaśmiał.
-I tak go już nie uratujesz-mówiąc to po prostu odbiegł wołając za sobą kolegów. Popatrzyłam na podopiecznego i uklęknęłam przy nim, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
-Manu..-szepnęłam. Na szczęście chłopak przekręcił głowę w moją stronę i delikatnie się uśmiechnął. Wtuliłam się w niego z płaczem i siedziałam tak póki nie przyjechała karetka. Nawet nie wiem kto i kiedy po nią zadzwonił. Potem kiedy reszta grupy próbowała dojść co się właściwie stało ja siedziałam skulona próbując poukładać myśli. Po dłuższej chwili wstałam i podeszłam do Kahir'a.
-To moja wina-powiedziałam patrząc w ziemię-Dlaczego znowu pozwoliłam sobie na uczucia? Dlaczego go nie pilnowałam? Dlaczego się zgodziłam? Dlaczego ja cie zaprosiłam?!-wykrzykując ostatnie zdanie uderzyłam pięściami chłopaka w klatkę piersiową. Po chwili nogi się pode mną załamały, a ja runęłam ponownie na ziemie z płaczem.


Kahir? D;

Od Kahir'a CD Seeley

-Kahir, chłopie ogarnij się. Przespałeś się z tą laską tylko przez alkohol. Jeszcze dzisiaj będziesz miał inną. - Krzyknął do mnie w pewnym momencie. Uśmiechnąłem się sztucznie. Alexander przyszedł do mnie i usiadł. Patrzył na mnie wyczekująco.
-No nie wiem Alex. Alkohol to tylko wymówka.
-To znaczy... No gratki.
-Ćśśś... - Chciałem aby przez chwilę był cicho i mnie wysłuchał. - Nie była pierwszą lepszą. A nawet gdyby... to wczorajszy dzień, wiesz... wiele dla mnie znaczył.
-No powiem Ci, zaczynasz zmieniać tok myślenia przez tą kobitkę. Aż zaczynasz mnie przerażać. Zawsze się tego wypierałeś. A teraz jaki "men" ziomuś. - Wstał łapiąc się za głowę.
-To, że tak mówię nie znaczy... że co? Co Ty mi tu teraz wmawiasz. - Odszedłem od ławki pijąc ostatni łyk pepsi. Nawet zapomniałem, że chciałem się ukryć przed Seeley.
-No ziomuś. Mam nadzieję, że wujkiem nie zostanę. - Gdy wypowiedział owe słowa zacząłem myśleć o konsekwencjach. Przeczesałem swoje włosy obserwując Tom'a który wykonywał trick na desce. Był jednym chłopakiem z mojej "paczki". Nagle z równoległej strony zjawił się inny chłopak. Jeden drugiemu zaszkodził, zderzając się upadli na ziemię z obtarciami. Obydwoje podnieśli się z ziemi.
-Patrz co robisz! - Oburzony chłopak popchnął Toma.
-To Ty wchodzi w drogę kiedy nie trzeba! - Próbował się odgryźć, ale na nic. Nieznajomy wpadł w furię. Skoczył na mojego kolegę z pięściami i przycisnął do ziemi. Większość ludzi zaczęło się przyglądać. Tylko ja, Alexander i pewien chłopak próbował powstrzymać agresora. Gdy już byli oddzieleni pomogłem wstać Tomowi. A tamten wciąż próbował się wyrwać. Nagle podbiegła Seeley, a ja łapiąc się za głowę szybko odwróciłem.
-Co się stało? - Spytała. Tuż za nią przybiegł Emmanuel. Najwidoczniej Manu znał agresora, a nawet się z nim kumplował. Dziewczyna spojrzała na mnie zła, chociaż nie wiedziałem o co jej chodzi.
-No nic, Twój koleżka napadł Toma. - Odsapnął mój podopieczny.
-Że co? Manu...- Nie dokończyła zagryzając zęby. - O, cześć Kahir.
-No siema. - Odchrząknąłem. Chciałem podejść do dziewczyny i ją ucałować w policzek, jednak nie pozwoliła mi na to. Trzymała dystans co do mej osoby.
-A to kto znów Kahir?.. - Zapytał zezłoszczony Alex.
-To.. to o niej ci opowiadałem. - Stanąłem obok niej. Kiwałem delikatnie głową w lewą i w prawą by nie zaczynał "kłótni".
-Aa... to ta. Świetnie. Nawet trzyma z takimi zjebami. - Rzekł przelatując ją oczami.
-Ty to się lepiej zamknij. - Warknęła Seeley. - Już? Opowiadasz o mnie te i tamte rzeczy?
-To nie tak...
- A jak? - Odwróciła się w moją stronę. Przez kilka sekund zaglądała mi w oczy, pewnie próbowała czytać i w myślach. Ale i tak by się niczego nie doczytała... gdyż miałem mętlik w głowie. Stałem jak słup w ciszy... Nagle odwróciła wzrok i dokończyła: - Tak myślałam.

Seeley? ;c

Od Seeley c.d. Kahir'a

Wyszłam z domu niedługo po chłopaku. Dawno nie widziałam się z Emmanuelem, więc postanowiłam go odwiedzić. Kiedy jednak spotkałam jego mamę przed ich domem ta poinformowałam mnie, że chłopaka nie było w domu od dwóch dni. Rozejrzałam się po ulicy. "Gdzie jesteś?" spytałam siebie w myślach. Od zawsze najlepiej mi się myślało przy wysiłku fizycznym, więc postanowiłam przebiec się po mieście. Na podopiecznego wpadłam dopiero w skatepark'u. Pogrążona w myślach nie zauważyłam, że ciemnowłosy chłopak stoi na mojej drodze z rozłożonymi ramionami.
-Bu!-wrzasnął mi do ucha trzymając mnie mocno w ramionach. Pisnęłam zaskoczona, a myśli natychmiast zniknęły.
-Straszysz!-zawołałam ze śmiechem próbując uderzyć chłopaka.
-Ty też-zaśmiał się i mnie puścił-Ciesze się, że znowu cię widzę. Gdzie ty byłaś p[rzez ostatnie dwa dni, co?
Odwróciłam na moment wzrok udając, że coś mnie zaciekawiło.
-Byłam na wycieczce. Rodzice.. Mnie zabrali-drugie zdanie z ledwością przecisnęło mi się przez gardło.
-To spoko-powiedział i zastąpił mi drogę-Potrzebuje twojej pomocy.
-W coś się znowu wpakował? I czemu od dwóch dni nie było cię w domu?-spytałam patrząc na niego podejrzliwie.
-Czyli spotkałaś moją mamę..-mruknął jakby do siebie, a potem trochę ściszonym głosem powiedział-Musiałem się ukrywać. Koleżanka wplątała mnie w sprawy z dilerami trawki..
-Koleżanka?-spytałam patrząc na niego spod byka.
-Noo..-podrapał się w głowę. Robił to zawsze, gdy próbował kręcić. Zmrużyłam oczy dając mu do zrozumienia, że oczekuje prawdy.
-No nie do końca.. Ale mniejsza o to. Potrzebuje pomocy, oni chcą ode mnie kasy, której nie mam-jęknął. W jego oczach czaił się strach, który próbował zamaskować. Przewróciłam oczami.
-A kase winna jest im ta laska, ogarniam-mruknęłam dość ponuro, jednak po chwili się uśmiechnęłam-No to masz kłopoty.
-A ty jak zwykle z blaskiem w oczach-parsknął śmiechem-Chodź. Miałem się spotkać z kumplami w skatepark'u.
Pokiwałam głową i poszłam za chłopakiem. Kiedy byliśmy już blisko ramp jedna postać zwróciła moją uwagę. Chłopak z jasnymi włosami siedzący w rozkroku pochylony nad puszką napoju. Poznałam go. "Naprawdę myślał, że go nie poznam?" przeleciało mi przez myśl. Zaczepiłam Manu mówiąc mu, że muszę trochę odsapnąć po bieganiu i usiadłam za jednym z murków do trików na desce. Osunęłam się na ziemie i zamknęłam oczy. Nagle do moich uszu doleciał głos Alexandra.
-Kahir, chłopie ogarnij się. Przespałeś się z tą laską tylko przez alkohol-zaśmiał się mówiąc to-Jeszcze dzisiaj będziesz miał inną.
Poczułam jakby coś we mnie łamało się na pół. Jakby najlepszy przyjaciel wbijał mi nóż w plecy. Znowu to samo. Miałaś przecież zacząć żyć inaczej.. Poczułam jak do oczu napływają mi łzy. "Masz za swoje, naiwna" usłyszałam w głowie ten sam głosik, który poprzedniego wieczoru ostrzegał mnie, że to tylko przez alkohol.
-See! Gdzie jesteś?-usłyszałam głos Manu. Podniosłam się z ziemi i popatrzyłam na niego z szerokim uśmiechem. Popatrzył na mnie zdziwiony i zapytał
-Stało się coś?
-Nie, czemu?
-Nie kłam, Nie jestem głupi, ślepy też nie-powiedział poważnie-To, że się uśmiechasz nie znaczy, że oczy też. Co jest?
-Nic-powiedziałam odwracając wzrok-Możemy stąd iść?
-Czekaj, jeszcze z kumplami jedną sprawę obgadam-poklepał mnie po ramieniu i pobiegł do kolegów. Popatrzyłam za nim z westchnieniem.
-Masz za swoje..-szepnęłam do siebie.

Kahir? Nie mam bladego pojęcia co dalej ;-;