wtorek, 21 lipca 2015

Od Kahira c.d. Seeley

Zerkałem co parę minut czy Seeley się obudziła. W końcu sam zasnąłem opierając głowę o okno. Przy jednym z postoi otworzyłem oczy i zobaczyłem, że ktoś siedzi na przeciwko nas. Szybko sprawdziłem w jakim miejscu jesteśmy nim wyruszyliśmy. Uniosłem ręce w górę i przeciągnąłem się. Wtem śpiąca See upadła na moje nogi. Z uśmiechem położyłem na jej szyję ręce i dalej obserwowałem mijający krajobraz za oknem. Kilka minut później Sorrow gwałtownie wstała. Wraz z jej słowami "co się dzieje" dwoje ludzi z naszego wagonu wyjęło pistolety i wskazali na kilku pasażerów. Z innego przedziału przyszło jeszcze kilku...
-Seeley, czy naprawdę nie możemy używać mocy? - Mruknąłem do jej ucha. Ta spojrzała się na mnie z przerażeniem w oczach. Nagle pociąg się zatrzymał. Z kabiny maszynistów przyprowadzono zwłoki.
-Jeśli nikt nie chce skończyć jak on... lepiej słuchajcie się nas. - Krzyknął jeden w kominiarce. Kobieta na przeciwko nas udawała, że przytula się do siedzącego obok niej chłopczyka i zawiadomiło policję. Kątem oka obserwowałem zbrodniarzy czy czasem się nie zbliżają. Byli jednak ślepi i odwróceni do nas tyłem. Czas mijał bardzo powoli, w kilka minut zdążyli obrobić pociąg z drogocennych rzeczy.
-Psy nas otoczyły. - Rozległa się panika wśród bandytów. Zaczęli rozglądać się za jakimś wyjściem. Obmyślili plan, by wyjść pojedynczo z różnych stron pociągu. Jeden nawet chciał się poświęcić dla wolności i wyjść przez ubikację. Zestresowana, z sztucznym uśmiechem na twarzy Seeley trzymała wciąż moją dłoń. Nagle do pociągu wkroczyła policja łapiąca resztę złoczyńców.
Pod koniec całej akcji wyprowadzono nas na zewnątrz. Dowiedzieliśmy się, że kilku uczestnikom napadu udało się uciec. W końcu doczekaliśmy się dowozu do następnego przystanku, gdyż poprzedni pociąg miał awarię.

Dojechaliśmy na miejsce. Moja towarzyszka była dosłownie jak GPS, wiedziała gdzie iść.
-Czekaj. Czuję, że... - Zatrzymała mnie ręką  i zaczęła się rozglądać. - Mężczyzna z pociągu.
-Jaki facet, co?
-Nie żaden. - Mruknęła, a następnie oderwała od mojego brzucha swoją dłoń. Wzruszyłem ramionami.
-Jestem głodny. - Odparłem od niechcenia.
-A ja Seeley, miło Cię poznać.
-Okej. To nara. - Obrażony usiadłem w najbliższej knajpce. Sorrow zaczynała mnie szturchać, ciągnąć, bić po głowie abym się ruszył i poszedł z nią dalej.
-Odwal się kobieto, jestem głodny. - Uderzyłem ją w rękę która ciągnęła mnie za ubranie w stronę wyjścia.


____________________
Seeley? Wybacz za długość i że tak długo czekałaś :c

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz