Spokojnym krokiem wszedłem do kawiarni. Wszędzie unosił się zapach
gorących napojów, ale ja lekko zmarszczyłem nos, gdy poczułem zapach
kawy. Eh...Jak ja nie lubiłem tego napoju. Nie rozumiałem co wszyscy
widzieli w kawie, skoro była gorzka i do tego ten zapach. Gdy moje myśli
przestały się już skupiać na gorącym napoju, zobaczyłem ją wśród wielu
innych ludzi. Nieśmiała brunetka siedząca zawsze w rogu, przy ostatnim
stoliku przy którym mogą siedzieć tylko dwie osoby. Spojrzałem i
zobaczyłem jak podchodzi tam niski blondyn, Heh nie masz szans debilu.
Podszedłem i złapaliśmy razem w tym samym czasie krzesło. Wyprostowałem
się i patrzyłem na niego z góry. No tak te 198 cm czasami się przydaje.
-Jakiś problem do mojej koleżanki.-powiedziałem lodowato zza kaptura patrząc na niego zimnym wzrokiem.
Chłopak od razu się odsunął i odszedł z cichym "przepraszam".
Uśmiechnąłem się uśmiechem diabła i spokojnie siadłem naprzeciwko Sary.
-Nie możesz każdego chłopka, który chce mnie poznać straszyć.-powiedziała.
-Bo pomyśle, że się Tobie podobam.-dodała z lekkim uśmiechem.
-Ta, bo masz u mnie jakieś szanse.-prychnąłem.
Zdjąłem kaptur, a do stolika podeszła kelnerka. Moje czarne włosy
porozrzucały się na wszystkie strony, a ja je przeczesałem zmysłowo.
Kelnerka zwróciła na mnie większą uwagę i uśmiechnęła się do mnie
szerzej. Mój kącik ust lekko się podniósł. Lubię tak kusić ludzkie
kobiety. Haha i tak nie mają szans u mnie.
-Kawy proszę pana?-zapytała z namiętnym uśmiechem.
Oj błąd panienko.
-Nie, dziękuje. Po proszę herbatę.-odparłem, a mój wzrok trochę stał się zimniejszy.
Kelnerka zapisała i gdy chciała odchodzić, nagle w końcu zobaczyła Sarę.
-O! Nie zauważyłam pani. Kawa?-zapytała.
-Z bitą śmietaną.-dodała Sara, a kelnerka odeszła zapisując.
Sara poczekała aż odejdzie i powiedziała do mnie:
-A ją to chętnie byś przeleciał?-zapytała jadowito.
-Chętniej niż Ciebie, smoczyco.-mruknąłem.
Spojrzała na mnie lodowato i gdy kelnerka przyniosła zamówienie,
patrzyła na nią wściekle. Spokojnie wypiłem herbatę, mówiąc do mojej
podopiecznej:
-Muszę się wybrać do rodziny. nie zabij się.
-Haha bardzo śmieszne.-prychnęła i dodała:
-Spróbuje.
Uśmiechnąłem się, pożegnałem się i poszedłem w stronę miasta apostołów.
Nie bywałem tam od...No nigdy, gdy pamiętam. Trochę się denerwowałem, ale
nie pokazałem tego gdy przekroczyłem bramy miasta. Nagle obok mnie
pojawiła się obok mnie średniego wzrostu białowłosa.
-Nigdy Cię nie widział jeszcze tutaj, jak się nazywasz?-zapytała lekko zimno.
-Nie twoja sp... Sean.-odparłem.
-Ja jestem Spyker.
<Seeley?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz